O, epoko mglista, w zieleni pogrążona,
Gdzie świt nad bagnem w purpurze konał,
A słońce jak złoty kielich zawisało nad knieją,
Płonąc w ciszy pradawną nadzieją.
Tam rosły paprocie wysokie jak wieże,
Liany splatały powietrza pacierze,
Wiatr młody jeszcze, wśród trzcin i wód szumu,
Uczył się pierwszych westchnień rozumu.
I szedł przez tę ziemię w potędze milczenia
Olbrzym, którego tchnął czas bez imienia.
Oko miał ciężkie jak sen tej planety,
Krok — jak wyrok zapisany w komety.
Nie znał on kresu ni słowa „przemija”.
Wieczność w jego oddechu się kryła;
A przecież i jego, władcę przestrzeni,
Objęła noc, co wszystko odmieni.
Gdzie teraz ów grzmot, co ziemię poruszał?
Gdzie cień ogromny, co niebo zagłuszał?
Została cisza w kamieniu zaklęta.
W warstwach świata ziemia tylko pamięta.
Czas jak ocean nad nim przepłynął,
Zmył jego potęgę, ślad po nim zaginął;
Gdy wśród łąk wieczornych stoisz w zadumie,
Czujesz jego oddech w powietrza szumie.
Nic na wieczność nie ginie w bezkresnym istnieniu.
Forma się kruszy, żyje w trwałym przemienieniu.
A każdy olbrzym, choć w proch się rozsypał,
W pamięci ziemi z wiecznością się witał.
Irena Bielska, zpoezjawtle
Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz 