Cisza nie przychodzi nagle.
Osiada powoli na parapetach myśli,
jak kurz, którego nikt nie strzepuje.
Nie ma barwy ani zapachu,
a jednak wypełnia pokój
ciężarem nieobecnych słów.
Cisza nie prosi o uwagę.
Trwa.
Rozciąga się między ścianą a oddechem,
między spojrzeniem a gestem,
który nie został wykonany.
W ciszy słychać więcej
niż w krzyku.
Tykanie zegara staje się wyrokiem,
szelest dłoni — wyznaniem.
Cisza jest lustrem.
Nie odbija twarzy,
lecz to, przed czym człowiek
najchętniej odwraca wzrok.
Nie daje pocieszenia.
Nie odbiera nadziei.
Jest jak pole po żniwach —
ogołocone,
czekające.
I tylko serce,
pozostawione bez dźwięku,
uczy się w niej
własnego rytmu.
Nie zawsze to, co najgłośniejsze, jest najważniejsze.
Czasem najwięcej dzieje się wtedy, gdy milkną słowa.
Cisza potrafi być lustrem.
Pokazuje nie twarz, lecz prawdę.
Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz 