X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 35459

"Na kłopoty Pozytywka" - szkolne przedstawienie teatralne

SCENARIUSZ PRZEDSZTAWIENIA SZKOLNEGO
(na podstawie opowiadań Grzegorza Kasdepke)

NARRATOR: Agencja detektywistyczna „Różowe Okulary” jest maleńka i mieści się w niewielkiej kamienicy. Właścicielem agencji i jedynym jej pracownikiem jest Detektyw Pozytywka. Bardzo dobrze dogaduje się on z większością mieszkańców kamienicy: z panią Majewską i panem Mietkiem - dozorcą, a także dziećmi: rodzeństwem Zuzią i Dominikiem, Asią i Damiankiem. Jedynie z panem Martwiakiem ciężko się porozumieć, który otworzył swoją agencję detektywistyczną i nie zawsze stosuje zgodne z prawem zasady, dlatego też nie jest lubiany przez mieszkańców kamienicy, w przeciwieństwie do Detektywa Pozytywki. Najbardziej Detektywa Pozytywkę lubią dzieci, które zawsze jak mają jakiś problem biegną do niego, a on zawsze stara im się pomóc. Tak jak i tym razem.

CHŁOPIEC: Dzień dobry ( zapłakany). Jestem Damianek.
DETEKTYW POZYTYWKA: Wiem, wiem, mieszkasz na czwartym piętrze naszej kamienicy. Co cię do mnie sprowadza?
CHŁOPIEC: Zginęły mi moje skarpetki w delfiny. (pokazuje na nogi w klapkach z gołymi stopami)
DETEKTYW POZYTYWKA: Jak to? (zdziwiony) Miałeś je na nogach kiedy zginęły?
CHŁOPIEC: Nie. (pociąga nosem) Właśnie chciałem je włożyć i okazało się, że zginęły
DETEKTYW POZYTYWKA: (do siebie) Ojojoj, jeśli natychmiast czegoś nie zrobię, ten chłopczyk zaleje mi łzami całą agencję.
CHŁOPIEC: To były skarpetki od babci Dany. W delfiny – moje ulubione. Wczoraj w nich chodziłem
i przedwczoraj w nich chodziłem i przed przed wczoraj w nich chodziłem i dzisiaj też chciałem, ale zginęły. (płacze)
DETEKTYW POZYTYWKA: To musiały być bardzo ładne skarpetki skoro wczoraj w nich chodziłeś
i przedwczoraj w nich chodziłeś i przed przed wczoraj i dziś chciałeś je włożyć. Wiem!
(Detektyw bierze chłopca za rękę)
DETEKTYW POZYTYWKA: Mam pewien pomysł. Zobaczmy czy nie ma ich w suszarni. (wychodzą ze sceny, muzyka, dwie osoby trzymając za końce sznurek wchodzą, a na sznurku wiszą skarpetki, wchodzi Detektyw Pozytywka z Damianem)
CHŁOPEIC: Moje skarpetki w delfiny! (krzyczy z radości)
DETEKTYW POZYTYWKA: A widzisz! To chyba sprawka twojej mamy.

(obaj wychodzą, Damianek wyraźnie uradowany, wychodzi w podskokach, trzymając Detektywa Pozytywkę za rękę. Wchodzi dziewczynka 1.)

DZIEWCZYNKA 1: Kto nosi skarpetki prze 4 dni pod rząd! Żadna mama by tego nie ścierpiała. Detektyw Pozytywka był pewny, że skarpetki znalazły się w koszu na brudy, pralce, a może nawet już w suszarni. I miał rację.

NARRATOR: Dorośli na tyle rzadko zwracają się do Detektywa Pozytywki z prośbą o rozwiązanie jakiegoś problemu, że jeżeli już tak się stanie, nasz dzielny bohater z wrażenia przez kilkanaście minut nie może dojść do siebie. Ale nie wówczas, gdy do drzwi agencji detektywistycznej Różowe Okulary puka pan Mietek – sympatyczny dozorca dbający o kamienicę i o jej otoczenie. Pan Mietek wielokrotnie już korzystał z usług Detektywa Pozytywki i obydwaj zdążyli się do siebie przyzwyczaić.

(do drzwi puka pan Mietek, wchodzi, w ręce trzyma torbę chipsów, ma spocone czoło, jest zdenerwowany i nerwowo pochłania chipsy)

DETEKTYW POZYTYWKA: Jakiś problem?
PAN MIETEK: Obawiam się, że tak. Ktoś mi chyba zrobił kawał?
DETEKTYW POZYTYWKA: Jaki kawał?
PAN MIETEK: No..., nie wiem jak to opowiedzieć. Mam problem z ubraniem. Początkowo podejrzewałem, że to moja żona zażartowała sobie ze mnie, ale nie. To raczej do niej niepodobne. Sam już nie wiem, co o tym wszystkim sądzić. (milknie i pochłania dalej chipsy)
DETEKTYW POZYTYWKA: Problem z ubraniem?
PAN MIETEK: Yhy. Zrobiło się ciepło, więc pomyślałem: wyciągnę letnie ubranie. Wyciągam, patrzę, wszystko za małe, jakby mi ktoś specjalnie zwęził każdą koszulę, każde spodnie, nawet kąpielówki. Wszystko. Czysta rozpacz. (zgniata puste opakowanie po chipsach)
DETEKTYW POZYTYWKA: Przecież ja jestem detektywem a nie krawcem. Nie poszerzę panu spodni!
PAN MIETEK: Ale może odgadnie pan, kto i dlaczego zadał sobie aż tyle trudu, żeby zwężać wszystkie moje letnie ubrania. Albo to głupi kawał albo... (milknie na chwilę)
DETEKTYW POZYTYWKA: Albo?
PAN MIETEK: ... albo ostrzeżenie (szepcząco)

(Detektyw Pozytywka zmierza wzrokiem pana Mietka a potem zaczyna się śmiać)

PAN MIETEK: No wie Pan! A ja pana często broniłem mówiąc, że nie jest pan taki wariat jak inni uważają.
DETEKTYW POZYTYWKA: Przepraszam. (mówi spokojnie) Nie mogłem się powstrzymać. To z radości. Po prostu rozwiązałem pańską zagadkę.

(Pan Mietek nieruchomieje z wrażenia)

PAN MIETEK: Niemożliwe (stęka). Więc co to jest? Kawał czy ostrzeżenie?
DETEKTYW POZYTYWKA: Raczej ostrzeżenie.
PAN MIETEK: Wiedziałem! (krzyczy z rozpaczy). Ktoś mi grozi! Ale kto?
DETEKTYW POZYTYWKA: Myślę, że to Pan sobie grozi. A raczej grozi panu pański organizm. (po chwili) A zęby pana nie bolą?
PAN MIETEK: Oj bolą.
DETEKTYW POZYTYWKA: A widzi Pan! Jeszcze trochę chipsów, a nie tylko nie zmieści się pan w żadne ubranie, ale i straci pan parę ząbków. Smacznego!

(Detektyw Pozytywka bierze z biurka jabłko i ze smakiem je zajada, pan Mietek dotyka swoich zębów, mierzy rękoma objętość swojego pasa i wychodzi. Wchodzi kolejna dziewczynka. )

DZIEWCZYNKA 2: Chipsy są bardzo tuczące, nic więc dziwnego, że opychający się nimi pan Mietek ma problemy z wciśnięciem się w stare ubrania. A zęby? No cóż, nie od dziś wiadomo, że
z istnienia chipsów najbardziej cieszą się dentyści bowiem niewiele produktów aż tak bardzo niszczy zęby jak ten, jedzony przez niemal wszystkich hmm.... Przysmak.

NARRATOR: Detektyw Pozytywka od wielu lat pracował jako detektyw, ale nigdy jeszcze nie miał do czynienia z morderstwem i szczerze mówiąc wcale tego nie pragnął. Aż pewnego dnia.....

(wbiega krzycząca dziewczynka)

ASIA: Morderstwo! Morderstwo!
DETEKTYW POZYTYWKA: Co takiego? (zdziwiony)
ASIA: (prawie płacząco) Mor-der-stwo..
DETEKTYW POZYTYWKA: Co robić? Co robić? (zadumany, do samego siebie). Gdzie są zwłoki?
ASIA: Pokażę panu.

(prowadzi Detektywa Pozytywkę do parku, wchodzą dziewczynki, które trzymają drzewa, Asia podchodzi do jednego z nich i wskazuje coś Detektywowi Pozytywce)

ASIA: Moja biedna Madzia (płacze). Moja kochana gąsieniczka. Codziennie przynosiłam jej jabłuszka
i plasterki ogórka, a ona rosła i rosła i była coraz bardziej okrąglutka, ale potem zaczęło się dziać z nią coś dziwnego. Widocznie morderca ją zastraszył, weszła pod listek, znieruchomiała i....
DETEKTYW POZYTYWKA: i przemieniła się w poczwarkę (wtrąca się detektyw)
ASIA: Słucham?
DETEKTYW POZYTYWKA: Nic, nic...mów dalej.
ASIA: Dalej? (pociąga nosem). Nie wiem, co było dalej. Pojechałam na parę dni do babci. I proszę! Kto jej to zrobił? I za co?
DETEKTYW POZYTYWKA: Nazwałaś ją Madzia?
ASIA: yhy..
DETEKTYW POZYTYWKA: I przynosiłaś jej jabłuszko i ogórki?
ASIA: yhy
DETEKTYW POZYTYWKA: I jadła?
ASIA: yyy..yyyy (kręci przecząco głową) Ostatnio już nie. Zamknęła się w swoim domku i siedziała w nim całymi dniami, widocznie przeczuwała coś złego.
DETEKTYW POZYTYWKA: (uśmiecha się nieznacznie) Nikt jej nie zamordował.
ASIA: To co? Sama to zrobiła? Moja Madzia nigdy nie popełniłaby samobójstwa.
DETEKTYW POZYTYWKA: W ogóle nie było żadnego mordercy, morderstwa, nieszczęścia, ani zwłok (uśmiecha się).
ASIA: (patrzy na detektywa) Nie rozumiem.
DETEKTYW POZYTYWKA: Zaraz wszystko Asiu zrozumiesz.

(na scenę wchodzi dziewczynka przebrana za gąsienicę, tańczy naśladując ruchy gąsienicy i po chwili rozpościera ręce i przemienia się w tańczącego motylka.)

ASIA: Moja Madzia zmieniła się w motylka... Jaki on piękny.. (Asia bierze za rękę motylka i schodzi ze sceny, znikają drzewa)

(Detektyw siedzi w swoim gabinecie i gra sam ze sobą w szachy, zmieniając miejsca raz po jednej stronie stołu, a po wykonaniu ruchu po drugiej, w międzyczasie zdejmuje coś z szachownicy, wkłada to buzi i zjada).

NARRATOR: Detektyw Pozytywka rzadko się nudzi, i to nawet wtedy, gdy nie rozwiązuje żadnej zagadki. Cóż więc takiego robi w wolnych chwilach? OOOO bardzo wiele rzeczy, na przykład pielęgnuje kaktus i z upodobaniem gra w szachy. Pierwszym meblem, jaki rzuca się w oczy osobie goszczącej w agencji Różowe Okulary jest stolik z wymalowaną na blacie szachownicą. Detektyw Pozytywka uwielbia rozstawiać na niej pionki, a potem staczać sam ze sobą mordercze szachowe pojedynki. Niestety niektóre pionki już się dawno temu pogubiły
i Detektyw Pozytywka musi zastępować je czekoladkami. Tych na szczęście nigdy u niego nie brakuje, bowiem dzieci, które dość często angażują detektywa w rozwiązania jakiejś zagadki
z braku pieniędzy płacą mu właśnie słodyczami. Czekoladki mają jednak swoją wadę, wiele już razy zdarzyło się, że siedzący nad partią szachów Detektyw Pozytywka zjadał w zamyśleniu czekoladkę za czekoladką i dopiero po chwili docierało do niego, że w ten sposób pożarł połowę swoich pionków. W związku z tym nie można było dokończyć partii i nie było wiadomo, kto wygrał Detektyw Pozytywka czy Detektyw Pozytywka. (Detektyw zajada kolejną czekoladkę, gdy nagle słyszy głośne pukanie do drzwi)

DETEKTYW POZYTYWKA: Proszę..

(wchodzi pani Majewska)

PANI MAJEWSKA: Ratunku... Nasz sąsiad Martwiak znowu chce mnie otruć!
DETEKTYW POZYTYWKA: Jak to znowu? (zdziwiony) Przecież poprzednim razem okazało się, że Martwiak wcale nie chce pani otruć, tak się tylko pani wydawało.
PANI MAJEWSKA: (masuje bolący brzuch) Ale on i tak chce mnie otruć. (stęka) I chyba mu się wreszcie udało. Pomogły mu te bachory z trzeciego pietra.
DETEKTYW POZYTYWKA: Zuzia i Dominik? (pyta osłupiale)
PANI MAJEWSKA: Tak, są z nim w zmowie. Poczęstowali mnie zatrutymi winogronami.
DETEKTYW POZYTYWKA: Zuzia i Dominik w zmowie z Martwiakiem? (do siebie) Niemożliwe. Proszę u mnie chwilę posiedzieć.

(wybiega na chwilę z agencji, w tym czasie pani Majewska trzyma się za brzuch i po chwili wybiega z agencji, Detektyw Pozytywka wraca z Zuzią i Dominikiem, rozgląda się szukając pani Majewskiej. Dominik trzyma w ręku objedzoną prawie do końca kiść winogron, a Zuzia przestępuje nerwowo z nogi na nogę).

DETEKTYW POZYTYWKA: Skąd macie te winogrona? Od Martwiaka?
DOMINIK: No co pan? (patrzy na detektywa ze zdziwieniem) Od kiedy to Martwiak rozdaje winogrona?
DETEKTYW POZYTYWKA: To skąd?
ZUZIA: Z bazarku.

(Detektyw bierze od Dominika kiść winogron i się im uważnie przygląda, z zaciekawieniem i ze zdumieniem)

DETEKTYW POZYTYWKA: Kiedy je kupiliście?
DOMINIK: Nooo przed chwilą. (łapie się za brzuch). Może z 10 minut temu.
DETEKTYW POZYTYWKA: A wracając z bazarku zaszliście do domu? Czy jeszcze nie?
ZUZIA: Jeszcze nie (jęcząco). Ale ja już chyba pójdę, bo.. (nie kończy tylko wybiega z agencji)
DETEKTYW POZYTYWKA: (patrzy badawczo na Dominika) Dobrze się czujesz?
DOMINIK: mmm, nie najgorzej. Przepraszam, czy mógłbym skorzystać z pańskiej toalety? Bo Zuzia mnie chyba teraz nie wpuści do naszej.
DETEKTYW POZYTYWKA: (chrząka i lekko się uśmiecha) Moją toaletę zajęła już pewnie pani Majewska. Zresztą idź, sprawdź. A ja w tym czasie pójdę do apteki po węgiel. (Dominik wychodzi, a gdy detektyw chce wyjść wychodzi pani z bazarku z koszykiem)
PANI Z BAZARKU: Owoce sprzedaję, pyszne i świeże jabłuszka, gruszeczki, winogrona. Może Pan skosztuje? (zwraca się do detektywa i podaje mu kiść winogron, ale od odmawia)
DETEKTYW: Nie, nie dziękuję, muszę lecieć do apteki. (wychodzi, wchodzi dziewczynka 3)

DZIEWCZYNKA 3: (do pani z bazarku) Zuzia i Dominik kupili już dziś winogrona od pani na bazarku, ale nie poszli do domu ich umyć tylko od razu oddali się łakomstwu. A owoce trzeba przed zjedzeniem porządnie opłukać, ponieważ są one przeważnie pokryte niewidoczną warstwą środków owadobójczych i innych trujących substancji, które powodują.. wiadomo co prawda? Ale dlaczego węgiel? A no dlatego, że specjalne czarne tabletki sprzedawane w aptekach – węgiel właśnie – są znakomitym środkiem leczniczym właśnie wtedy, gdy zatruci zbyt często musimy biegać do toalety.

NARRATOR: Mało jest na świecie rzeczy, które mogłyby zadziwić Detektywa Pozytywkę, dużo rzeczy on widział i wielu rzeczy doświadczył. Jednak pewnego razu, okazało się, że Detektyw przez chwilę zaniemówił ze zdziwienia.

(słychać gwałtowne pukanie do drzwi)

DETEKTYW POZYTYWKA: Tak?

(wchodzi osoba wyglądająca jak Turek, ma sumiaste czarne wąsy, turban na głowie)

TUREK: Cień dobli. Mośna fejść?

(Detektyw Pozytywka wygląda na osłupiałego, bo nigdy nie gościł u siebie obcokrajowca, zerka spod okularów i mówi sam do siebie)

DETEKTYW POZYTYWKA: Obcokrajowiec? W mojej agencji? Hmmmm... Wygląda jak obcokrajowiec, ale czemu wydaje mi się, że już go gdzieś wdziałem. Ale gdzie? Może gdzieś w jakiejś restauracji jak poszedłem na kebab?
TUREK: Mośna fejść?
DETEKTYW POZYTYWKA: Bardzo proszę, proszę usiąść tu na krzesełku.

(Turek niepewnie siada na krześle)

DETEKTYW POZYTYWKA: Bez obawy, to krzesło jest mocne. Służy mi już 15 lat i ani razu nie zawiod... (urywa, bo Turek spada z krzesła)
TUREK: Psia krew!... To jest... kciałem pofiecieć psi kjef.
DETEKTYW POZYTYWKA: Najmocniej przepraszam (pomaga Turkowi stanąć na nogach). Mam nadzieję, że nic się panu nie stało.
TUREK: Na ścieście nie. Ale nie będę sieciać.
DETEKTYW POZYTYWKA: Siedzieć. (poprawia gościa)
TUREK: Sie-dzieć. Po-sto-ję.
DETEKTYW POZYTYWKA: Może herbaty?
TUREK: Wole kofi.
DETEKTYW POZYTYWKA: Wspaniale! Zaparzę panu kawę po turecku.

(Turek niby się uśmiecha, Detektyw Pozytywka przyrządza kawę i też nieznacznie uśmiecha się do Turka)

DETEKTYW POZYTYWKA: Proszę (stawia przed Turkiem kawę). Pańska kawa, zaparzona po turecku, z fusami.
TUREK: Ciekuje. (kłania się lekko). Wśpaniale kofi. Ciekuje. Jak w domu. W Turcja.

(Nagle wchodzi do agencji pan Mietek)

PAN MIETEK: Uszanowanie. (sapiąc)
TUREK: Ojojoj, zapomnialem coś. (stuka się w czoło) Musie iść. Ale wrócić, obiecuje.

(Turek nagle wstaje z krzesła, i chce wybiec, ale Detektyw Pozytywka go zatrzymuje )
PAN MIETEK: (zwraca się do Turka) Widziałem pana u Martwiaka. Musi pan mieć niezłe problemy skoro zgłosił się pan do dwóch detektywów jednocześnie.
DETEKTYW POZYTYWKA: Oj, chyba tylko do jednego. (śmieje się)
PAN MIETEK: Zrezygnował z Martwiaka?
DETEKTYW POZYTYWKA: Nie w tym rzecz. Myślę, że Martwiak nadal próbuje dowiedzieć się o mnie jak najwięcej i stąd ta wizyta. Pewnie chciał zobaczyć z bliska moje biuro.
PAN MIETEK: Jako to? (zdziwiony)
DETEKTYW POZYTYWKA: A tak to!
PAN MIETEK: Myśli pan, że Martwiak przysłał tu tego Turka na przeszpiegi?
DETEKTYW POZYTYWKA: Haha nie, ten pan to ucharakteryzowany Martwiak.
PAN MIETEK: Chyba pan żartuje?

(Detektyw Pozytywka ściąga Turkowi z głowy turban i pociąga za wąsy, które mu odpadają).

PAN MIETEK: Ihhh (zdziwiony). Skąd pan wiedział, że ten Turek to nie Turek, tylko Martwiak?
DETEKTYW POZYTYWKA: Oj... od początku wiedziałem, że z nim jest coś nie tak. Na początku wymsknęły mu się słowa, których nie zniekształcił jak na Turka przystało. Po drugie, zauważyłem jak nerwowo zareagował na pana widok, panie Mietku. A po trzecie, pan Martwiak niewiele wie na temat kawy po turecku. Kawa po turecku to zwykła, nierozpuszczalna kawa, którą należy zalać wrzątkiem i pić, nie zważając na osadzające się na dnie fusy. Tymczasem prawdziwy Turek na widok takiej kawy ryknąłby tylko śmiechem. Kawa po turecku, jaką piją niektórzy Polacy, nie ma nic wspólnego z kawą, jaką piją Turcy. Gdy pan Martwiak zachwycał się moją kawą, mówiąc, że jest taka jak u niego w Turcji, wiedziałem już, że to nie jest prawdziwy Turek.

PIOSENKA (na melodię „Bracia Koala”)
Gdy nie wiesz co się stało, lub gdy zaginęło coś
Nie rób smutnej miny bo jest taki ktoś
Kto pomoże w każdej chwili złej
Detektyw Pozytywka
Nam znana jest ta ksywka
Detektyw Pozytywka
Z nim fajna jest rozrywka
W każdej chwili złej.

NARRATOR: Małgosia Topczewska
DETEKTYW POZYTYWKA: Konrad Komosa
PAN MIETEK: Dominik Wojewódzki
MARTWIAK: Adrian Szabuńko
CHŁOPIEC: Damian Nieścier
ZUZIA: Ewelina Olechno
ASIA: Kinga Kowalczuk
DOMINIK: Marcin z Jaświł
PANI MAJEWSKA: Weronika Misarko
DZIEWCZYNKA 1: Ula Kotuk
DZIEWCZYNKA 2: Gabrysia Klimowicz
DZIEWCZYNKA 3: Ola Tałałaj
GĄSIENICA: Ewelina Olechno
POCZWARKA: Patrycja Kalata
MOTYL: Emilka Gilewska
PANI Z BAZARKU: Iza Purta
DZIEWCZYNKI TRZYMAJĄCE SZNUREK : Gabrysia Głódź, Wiktoria Piekarska
LAS: Gabrysia Głódź, Wiktoria Piekarska, Marcin z Mociesz, Szymon Paniczko

I. Każde dziecko na tym świecie
I dorosły każdy też
Dobrze wie, że winogrona
Umyć trzeba nim się zje.
Uczą tego nas od dziecka
Myj owoce nim je zjesz
Bo inaczej brzuszek boli
Czujesz, że jest z tobą źle.

Ref.
Każdy owoc dobrze umyj zanim zjesz
Bo bakterie bardzo szkodzą to już wiesz
Każdy owoc dobrze umyj zanim zjesz
Smakiem zdrowym owocowym ciesz się ciesz

II. Więc nie zwlekaj i pamiętaj
Że choruje często ten
Kto zapomniał, czym jest woda
I owoce brudne je.
Uwierz w to, co my mówimy,
Kiedyś brzuch też bolał nas
Jednak słowa mądrych ludzi
Nauczyły wiele nas.

Ref. Każdy owoc dobrze umyj zanim zjesz
Bo bakterie bardzo szkodzą to już wiesz
Każdy owoc dobrze umyj zanim zjesz
Smakiem zdrowym owocowym ciesz się ciesz

Autor scenariusza: Monika Wojewódzka, na podstawie opowiadań Grzegorza Kasdepke
Autor tekstów do piosenek: Monika Wojewódzka

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.