X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 12060

Poranek poetycki poświęcony Cz. Miłoszowi

SCENARIUSZ PORANKA POETYCKIEGO

„Tak mało powiedziałem....”
Cele :
· Przybliżenie sylwetki i twórczości Czesława Miłosza
· Uwrażliwianie na piękno poezji
· Rozwijanie i rozbudzanie aktywności artystycznej i zdolności twórczych uczniów
· Przygotowywanie młodzieży do wystąpień publicznych.

Scenografia:
Plakaty z postacią Cz. Miłosza, wystawa książek o Cz. Miłoszu i jego książki, tomiki wierszy, fotografie rodzinne, wycinki prasowe, maszyna do pisania, stolik.

Przebieg spotkania:

Narrator: Serdecznie witamy naszych gości na poranku słowno – muzycznym poświęconym twórczości Czesława Miłosza. Spotkaliśmy się dzisiaj, aby uczcić setną rocznicę urodzin Poety – Noblisty. Zapraszamy do wysłuchania bardzo ciekawej biografii oraz jego najpiękniejszych wierszy i fragmentów prozy.

„Tak mało’

Tak mało powiedziałem.
Krótkie dni.

Krótkie dni,
Krótkie noce,
Krótkie lata.
Tak mało powiedziałem,
Nie zdążyłem.

Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.
Paszcza lewiatana
Zamykała się na mnie.
Nagi leżałem na brzegach
Bezludnych wysp.

Porwał mnie w otchłań ze sobą
Biały wieloryb świata.

I teraz nie wiem,
Co było prawdziwe.

Narrator: „Tak mało powiedziałem...”-skarży się w wierszu płodny poeta, powieściopisarz, eseista, tłumacz z języka litewskiego, francuskiego, angielskiego, hiszpańskiego, hebrajskiego i greki. Dlaczego? Aby odpowiedzieć, trzeba zagłębić się w jego twórczość, w której labiryncie łatwo się zgubić. Pisarstwo Miłosza nie da się bowiem pozamykać w szufladki, związać z jakimś jednym kierunkiem czy nawet prądem literackim. Jest to poezja bardzo trudna. Mówi o tym sam poeta: „Nie zazdroszczę krytykom, którzy będą o mnie pisać, dlatego, że grałem na bardzo wielu fortepianach”. Toteż w jednym z utworów Miłosza znajdujemy jakby przestrogę przed zbyt powierzchowną lekturą:

„Niechaj ciebie nie zmylą częstochowskie rymy:
Od nas także zależy, co w dziełach widzimy.
Zauważ mój rysunek. Umiem jedna kreską
Stworzyć kraj, miasto, potop czy panią Walewską,
Bo z odkryć moich mistrzów wyciągnąłem wnioski.”

Narrator: Czesław Miłosz urodził się 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach na Litwie.
„Dobrze jest urodzić się w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie w ciągu wieków współżyły ze sobą różne języki i różne religie. Mam na myśli Litwę, ziemię mitów i poezji”.
Narrator: Swoje wiejskie dzieciństwo tak oto wspomina Czesław Miłosz:
„... chmary owadów, które bzykały, cięły, gryzły, właziły w oczy. Bose nogi pokryte szramami i strupami od ciągłego drapania się. W trawie pryskały świerszczyki, biegały żuki, mrówki czerwone( te najbardziej piekące) i czarne, różnych wielkości, na liściach odkrywało się gąsienice wielu kolorów i kształtów, a w kuchni czy w niektórych izbach, na przykład tych koło mleczarni, na ścianach czarny ruszający się kożuch much”.


W mojej ojczyźnie” Warszawa, 1937
z tomu „Ocalenie” (1945)

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

I w płytkich wód szept w jakimś zmroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień;
Cyranek świsty w górze porywiste

Śpi w niebie moim to jezioro cierni,
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni

„W ciągu całego mego wczesnego dzieciństwa rzeki, miasteczka, krajobrazy zmieniały się z wielką szybkością. Ojciec, zmobilizowany, budował drogi i mosty dla rosyjskiej armii i towarzyszyliśmy mu w strefie przyfrontowej. Prowadząc życie koczownicze, nie popasając nigdzie dłużej niż parę miesięcy”.

„Zaklęcia ojca” z tomu „Ocalenie”(1945)

O słodki mędrcze, jakimże spokojem
Pogodna mądrość twoja serce darzy!
Kocham cię, jestem we władaniu twojem,
Choć nigdy twojej nie zobaczę twarzy.

Popioły twoje dawno się rozwiały,
Grzechów i szaleństw nikt już nie pamięta.
I już na wieki jesteś doskonały
Jak księga, myślą z nicości wyjęta.

Ty znałeś gorycz i znałeś zwątpienie,
Ale win twoich pamięć zaginęła.
I wiem, dlaczego dzisiaj ciebie cenię:
Mali są ludzie, wielkie są ich dzieła.


„ Początki nauki czytania są mgliste. Nauczyła mnie pewnie moja matka, bo działo się to wiosną 1918 roku w Szetejniach. Pamiętam natomiast ogrodowy stolik w jakby cienistej altanie bzów, gdzie pod okiem matki stawiałem kulfony. Kosztowało ją to sporo trudu, żeby mnie złapać w ogrodzie, bo nie znosiłem tej nauki pisania, wykręcałem się, płakałem i krzyczałem, że nigdy się nie nauczę. Ja nigdy nie chodziłem do żadnej szkoły podstawowej(...)Potem chodziłem do jakiejś nauczycielki, która mnie przygotowywała do egzaminu do gimnazjum. Od razu zdałem egzamin. Gimnazjum to był rok 1921”. W 1929 zdaje maturę.

„ Z matematyki nie umiałem absolutnie nic i odpisałem od mojego kolegi, który łaskawie się na to zgodził. Z polskiego napisałem wypracowanie na temat "Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Jak rozumiesz pojmowanie czasu u Heraklita?"., można powiedzieć o czasie, płynięciu czasu. Prezesem komisji egzaminacyjnej był u nas profesor Massonius, znane nazwisko w historii filozofii polskiej. Dostałem najwyższą notę, piątkę”.

Narrator: I tu możemy sobie zadać pytanie. Czy wtedy, w majowy ranek 1929 roku uczeń wileńskiego gimnazjum przeczuwał, jak daleko zaniesie go wielka rzeka czasu, o której uczył Heraklit? Tego nie wiemy.
W latach 1929–1934 jest studentem Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Stefana Batorego. Na lata studenckie przypadają też ważne poczynania literackie i nie tylko. Należy do Sekcji Twórczości Oryginalnej Koła Polonistów, do Klubu Włóczęgów. Staje się współzałożycielem i współredaktorem pisma literacko – społecznego Żagary. Pierwszy tom poezji „Poemat o czasie zastygłym” wydaje w 1933 roku, a w 1936 ukazuje się tomik „Trzy zimy”
Posłuchajmy wiersza ze zbiorku Trzy zimy- Obłoki.

„Obłoki”

Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo, i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.

Narrator: Nadchodzi wrzesień 1939 roku. Wojna narzuca mu tragiczny wybór: musi rozstrzygnąć dla kogo żyje i tworzy-dla ginących tu i teraz współobywateli czy dla siebie, ludzkości, sztuki? Jest woźnym w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, między książkami ukrywa przepisane ręcznie egzemplarze pierwszego zbioru poezji, wydanego w podziemnej Warszawie. Na okładce nazwisko autora: Jan Syruć. To jego pseudonim. Lata wojenne zaowocowały wierszami pełnymi lirycznej zadumy i gorzkich refleksji poety w obliczu tragicznych wojennych doświadczeń. Wiersze z tego okresu są bezpośrednim odbiciem historycznych wydarzeń.

„Ucieczka”, Goszyce, 1944 z tomu Ocalenie (1945)

Kiedyśmy z płonącego uchodzili miasta,
Na pierwszej drodze polnej wstecz zwracając oczy
Mówiłem: „Niechaj trawa ślad nasz pozarasta,
Niech umarli umarłym mówią, co się stało,
Nam znaczono gwałtowne, nowe zrodzić plemię,
Wolne od zła i szczęścia, które tam drzemało.
Idźmy”. A miecz płomieni otwierał nam ziemię.

Narrator: Jakby na przekór otaczającemu chaosowi wojny poeta przypomina, że istnieje gdzieś ład i porządek, że jest na ziemi stała, niepodważalna oaza, której symbole wywoławcze stanowią: dom, droga, ojciec, matka, ogródek, książka, słońce, a wszystkiemu przyświecają Wiara, Nadzieja i Miłość: Z cyklu „Świat (poema naiwne)” z tomu „Ocalenie” (1945)

„Wiara”
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są- bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne

„Nadzieja”
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

„Miłość”
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

„Na ziarnku maku” z tomu „Ocalenie” (1945)

Na ziarnku maku stoi mały dom,
Pieski szczekają na księżyc makowy
I nigdy jeszcze tym makowym psom,
Że jest świat większy, nie przyszło do głowy.

Ziemia to ziarnko- naprawdę nie więcej,
A inne ziarnka- to planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
Domek z ogrodem może stać na każdej.

Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
Dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej.


Narrator: Od 1945 do m1949 r. Miłosz przebywał na placówkach dyplomatycznych w USA, potem w Paryżu. W 1960 roku przenosi się na stałe do Ameryki, gdzie na uniwersytecie kalifornijskim w Berkeley otrzymuje stanowisko wykładowcy na wydziale Literatur i Języków słowiańskich. Będącemu na obczyźnie Miłoszowi język pełnił funkcję zastępczej ojczyzny, język ratował przed utratą tożsamości, język ojczysty pozwalał wreszcie drążyć najgłębsze, najsubtelniejsze tematy, które w obcym byłyby nie do pomyślenia. O ważności trwania przy mowie rodzinnej pisarz wypowiadał się niejednokrotnie. W Abecadle Miłosza (1997), podsumował niejako swoje przemyślenia na temat języka: „Język jest moją matką, dosłownie i przenośnie. I pewnie moim domem, z którym wędruję po świecie. (...) W odmowie narzucenia sobie przełomu, czyli przejścia w pisaniu na inny język, dopatruję się obawy przed utratą tożsamości, bo na pewno, zmieniając język, stajemy się kimś innym”.

„Moja wierna mowo”

Moja wierna mowo,
służyłem tobie.
Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,
żebyś miała i brzozę i konika polnego i gila
zachowanych w mojej pamięci.

Trwało to dużo lat.
Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.
Myślałem że będziesz także pośredniczką
pomiędzy mną i dobrymi ludźmi,
choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,
albo nie urodzili się jeszcze.

Teraz przyznaję się do zwątpienia.
Są chwile kiedy wydaje się, że zmarnowałem życie.
Bo ty jesteś mową upodlonych,
mową nierozumnych i nienawidzących
siebie bardziej może od innych narodów,
mową konfidentów,
mową pomieszanych,
chorych na własną niewinność.

Ale bez ciebie kim jestem.
Tylko szkolarzem gdzieś w odległym kraju,
a success, bez lęku i poniżeń.
No tak, kim jestem bez ciebie.
Filozofem takim jak każdy.

Rozumiem, to ma być moje wychowanie:
gloria indywidualności odjęta,
Grzesznikowi z moralitetu
czerwony dywan podścieła Wielki Chwał,
a w tym samym czasie latarnia magiczna
rzuca na płótno obrazy ludzkiej i boskiej udręki.

Moja wierna mowo,
może to jednak ja muszę ciebie ratować.
Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami
jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe,
bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.
Narrator: Miłosz był przez kilkadziesiąt lat skazany w Polsce na zapomnienie. Jego wierszy nie można było drukować. Wreszcie nadchodzi czas w pewnym sensie przełomowy, zarówno dla Miłosza, który będzie się musiał zmierzyć ze sławą i popularnością wprost niebywałą, a w szczególności dla polskich czytelników i polskiej krytyki literackiej. Rok 1980 zaowocował literacką Nagrodą Nobla dla Czesława Miłosza. Została ona przyznana przez Szwedzką Akademię za całokształt twórczości. Przywołajmy fragment wyznań poety na temat Nagrody Nobla:
„Jeden z laureatów Nobla Saul Bellow powiedział, że Nobel może być takim "kiss of death" - pocałunkiem śmierci dla pisarza. Mnie jednak spotkał ten wielki przywilej, że po Noblu bardzo dużo napisałem. Zdawałem sobie sprawę, że ta nagroda była wynikiem spokojnego robienia tego, co powinno się robić. Jakoś mnie pycha nie rozdęła, ani nie sparaliżował strach, że nie będę dostatecznie na poziomie tego, co poprzednio stworzyłem. Wiedziałem, że ludzie, których interesują sprawy w istocie drugorzędne w twórczości; sława, rozgłos, cała ta otoczka noblowska, i tak nie czytają moich książek (...) Uważałem, że muszę ciągle rozwiązywać problemy religijne, moralne, artystyczne i że wszystkie moje książki są stosunkowo mało warte. Pisarstwo polega właśnie na ciągłym poszukiwaniu. Pisze się i wydaje jedną książkę, lecz już po pewnym czasie zaczyna się ona nie podobać. Pozostaje nadzieja, że napisze się następną, lepszą książkę. I tak ciągle idzie...”

Narrator: Miłosz także ma możliwość częstszych wyjazdów do Polski. Odtąd do Polski będzie przyjeżdżał coraz częściej, aż Kraków stanie się jego kolejnym domem, w którym zamieszkał na stałe.

„W Krakowie”

Na granicy świata i zaświatów,
w Krakowie.
Tup, tup po wytartych flizach
Kościołów,
Pokolenie za pokoleniem. Tutaj coś zrozumiałem,
Z obyczaju moich sióstr i braci.

W 1981 roku odbył się tryumfalny powrót poety do Polski. Od początku lat 90 regularnie przyjeżdża do Polski.

„Obudzony” z tomu „To” (2001)

W głębokiej starości, z pogarszającym się
zdrowiem, obudziłem się w środku nocy
i wtedy tego doznałem. Było to uczucie
szczęścia tak olbrzymiego i doskonałego,
że w życiu minionym istniało tylko jego
zadatki. I to szczęście nie miało żadnych
powodów. Nie usuwało świadomości
i nie znikała przeszłość, którą w sobie nosiłem
razem z moją zgryzotą. Teraz nagle została
włączona jako potrzebna część całości.
Jakby jakiś głos mówił: „Nie martw się,
wszystko odbyło się tak, jak być musiało,
zrobiłeś, co tobie było wyznaczone,
i nie musisz już myśleć o rzeczach dawnych”.
Spokój, który czułem, był spokojem
zamknięcia rachunków i łączył się z myślą
o śmierci. Szczęście po tej stronie było niby
zapowiedź tego samego po drugiej stronie.
Zdawałem sobie sprawę, że otrzymuję dar
nieoczekiwany, i nie mogłem pojąć,
dlaczego spadła na mnie ta łaska.


Wiersze Miłosza z ostatnich lat życia przesuwają granice jego metafizycznych poszukiwań. Z niespotykaną odwagą i szczerością dotyka kwestii najważniejszych: wiary i zwątpienia, pytań o wszechmocność Boga i jego obojętność wobec zła. Jest bezkompromisowy w dążeniu do prawdy.

„ O modlitwie”

Pytasz mnie, jak się modlić do kogoś, kogo nie ma.
Tyle wiem, że modlitwa buduje most z aksamitu(...)
Ten most prowadzi na brzeg Odwrócenia,
Gdzie wszystko już na opak i słowo „jest”
Odsłania sens przeczuwania .

„Jeżeli nie ma”

Jeżeli Boga nie ma,
To nie wszystko człowiekowi wolno.
Jest stróżem brata swego
I nie wolno brata swego zasmucać,
Opowiadając, że Boga nie ma.

„Późna dojrzałość”

Nieprędko bo dopiero pod
dziewięćdziesiątkę, otworzyły się
drzwi we mnie i wszedłem
w klarowność poranka.

Czułem, jak oddalają się ode mnie,
jeden po drugim,
niby okręty, moje wcześniejsze żywoty
razem z ich udręką.

„Wiek nowy”

Ciało nie chce słuchać moich rozkazów.
Przewraca się na równej drodze, trudno mu wejść na schody.
Mam do niego stosunek satyryczny. Wyśmiewam
Sflaczałość mięśni, powłóczenie nogami, ślepotę,
Wszystkie parametry głębokiej starości.

Na szczęście dalej w nocy układam wiersze.
Choć kiedy zapiszę rano, nie mogę później odczytać.
Wspomagają mnie powiększone litery komputera.
Którego doczekałem, co już jest zaletą.


Narrator: Lekcja prawie skończona. Miłosz po długim, ciekawym i bujnym życiu, pozbył się „tępych zmysłów i ociężałych kości” i „ zobaczył podszewkę świata(...).
I to, co za życia było dlań niepojęte...”
W sobotę, po godzinie 11.00 -14 sierpnia 2004 roku w swoim krakowskim mieszkaniu przy ulicy Bogusławskiego, zmarł Czesław Miłosz. Miał 93 lata.

”Sens” Cz. Miłosz

Kiedy umrę, zobaczę
podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem,
Górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się,
będzie się zgadzało,.
co było niepojęte.

Świat uważał za dar dla siebie. Sam był darem dla świata.

„Dar „

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

Narrator: Na zakończenie zapraszam do wysłuchania wiersza pt. „Drzewo” czytanego przez Czesława Miłosza.

Opracowała: Aneta Mołodecka

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.