X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer: 8090
Przesłano:
Dział: Języki obce

Jak uczyć dzieci języka obcego, na przykład angielskiego?

Małe dzieci uczą się języków łatwo. Chodzi tylko o to, jak te ich zdolności wykorzystać. Chciałabym podzielić się moim doświadczeniem w tym zakresie. Chcę wyjaśnić jak można ułatwić dzieciom i młodzieży poznanie języka obcego, w taki sposób aby później mogli oni biegle się nim posługiwać i cieszyć się absolutną swobodą w porozumiewaniu się angielszczyzną. Moje uwagi kieruję zarówno do rodziców jak i nauczycieli, którzy przecież nie raz zadają sobie pytanie: jak nauczyć dziecko języka obcego? Jestem nauczycielem języka angielskiego, dlatego w swoim artykule będę nawiązywać do tego właśnie języka. Moje uwagi natomiast odnoszą się w pewnym stopniu do każdego języka obcego, którego będziemy się chcieli nauczyć.
Najpierw chciałabym opowiedzieć trochę o sobie, o tym czym się zajmuję, a następne przedstawić swój pogląd na to, jak najlepiej wprowadzić dziecko w świat języka obcego.
Od ośmiu lat pracuję jako nauczyciel języka angielskiego w Gimnazjum 67 w Poznaniu. W pracy mam kontakt z nastolatkami. Jestem mamą trójki dzieci, chłopca i dwóch dziewczynek, co najbardziej pokazało mi jak skutecznie oswajać dziecko z językiem obcym i spowodować, że w krótkim czasie staje się on nieomal drugim językiem dziecka. Nieskromnie powiem, że sposób, w jaki prowadziłam moje dzieci nauczył je - nie wiedzieć kiedy - języka angielskiego.
Dobrym i pożądanym wprowadzeniem w świat języka dla nas obcego jest otoczenie się tym językiem od początku, najlepiej zanim zaczniemy sami mówić. W psychologii rozwoju dziecka mówi się o tzw. „cichym okresie” (silent period), tj. czasie, kiedy dziecko tylko słucha, jeszcze nic nie mówi. Najpierw rejestruje to, co słyszy, żeby później zacząć to powtarzać. Nie trzeba się martwić, że dziecku wszystko się pomiesza, bo słyszy dwa różne języki. Rozmawiałam z pediatrą w Hamburgu, który powiedział mi, że jego mali pacjenci, dzieci tureckiego pochodzenia, urodzone i zamieszkałe w Niemczech zaczynają mówić później niż niemieckie dzieci, ale za to mówią bezbłędnie od razu dwoma językami. Ta uwaga mojego znajomego pediatry potwierdza, że jeśli dziecko odpowiednio wcześnie usłyszy inną mowę, niż jego pierwszy język, ma szansę stać się świetnym użytkownikiem tego języka w przyszłości. Oswojenie się z dźwiękami, melodią języka, zdaniami, treściami wyrażonymi w charakterystyczny dla danego języka sposób otwiera, powiedziałabym, całą sferę w umyśle dziecka, którą już później należy tylko systematycznie zapełniać następnymi dobrymi materiałami językowymi.
Na chwilę wrócę do mojej pracy z gimnazjum. Praca z gimnazjalistą, czyli osobą w wieku od trzynastego do szesnastego roku życia daje mi dużo satysfakcji. Jest też oczywiście sporym wyzwaniem. Gimnazjaliści to osoby, które przeżywają burzliwy okres w swoim życiu. Nie są już małymi dziećmi, ale osobami, które już po części stanowią o sobie i swoim życiu, wiedzą co im odpowiada, a czym absolutnie się nie zajmą. Pomysłowość i różnorakie talenty, które objawiają się podczas moich spotkań z młodzieżą nie raz wywołują we mnie poczucie niższości w stosunku do nich. Są to jednym słowem młodzi, utalentowani ludzie, buzujący pomysłowością.
Do gimnazjum rejonowego, czyli takiego, w którym pracuję, przychodzą uczniowie o różnym stopniu zaawansowania językowego. Kiedy rozmawiamy o tym, jak zaczynali uczyć się języka angielskiego, najczęściej pada hasło „przedszkole”. Jest to sygnał, że uczeń poznał w jakimś stopniu melodię języka angielskiego i fonetykę w wieku trzech , czterech i pięciu lat. Zakładam, że śpiewu i różnorakich rymowanek angielskich tam nie zabrakło. I bardzo dobrze. Ale na tym etapie edukacji językowej można by było zrobić do tego czasu dużo więcej. Im wcześniej, tym lepiej a w ogóle najlepiej jest zacząć jeszcze zanim dziecko zacznie chodzić. Najlepiej uczyć się języka w sposób naturalny, tj. tak jak uczą się małe dzieci. One nie korzystają ze słowników, nie przerabiają podręczników, nie korzystają z korepetycji, a mimo to przyswajają sobie język. Każdy człowiek, niezależnie od zdolności, jest w stanie nauczyć się języka.
A teraz powiem, jak taka nauka może wyglądać. Oto co ja bym zrobiła, zanim moje dziecko zacznie chodzić. Oczywiście mi jest łatwo dobrać dobre materiały pod względem językowym, bo jestem w stanie ocenić jakość danego nagrania. Rodzice nie znający języka angielskiego albo znający go nie aż tak dobrze mają zapewne z tym większe problemy. A muszę Państwa uprzedzić, że wiele produktów językowych dla dzieci na rynku nadaje się tylko do wyrzucenia do śmieci. Wszyscy mniej więcej wiemy, jak nasze pociechy uczą się języka ojczystego. W pierwszym rzędzie od nas, z tego co słyszą od osób, które przebywają w ich otoczeniu; w dalszym etapie uczą się z przeczytanych przez rodziców książeczek, a ostatnio z tak bardzo modnych słuchowisk, tzw. audiobooków. Słyszą, a więc czerpią z wszystkiego co dotrze do ich uszu. W takim razie proponuję rozejrzeć się za słuchowiskami dla maluchów w języku angielskim. I tu uwaga. To jest ten moment, który może nam nastręczyć trochę kłopotów. Dlaczego? Bo bardzo ważna jest jakość nagrań i słuchowisk, które podsuniemy naszemu maluszkowi. Mam tu na myśli wymowę, jakość muzyczną rymowanek angielskich i melodykę. To, co ja bym najchętniej kupiła swoim dzieciom to audiobooki i piosenki nagrane przez BBC. Są to dopracowane pod każdym względem programy wysokiej jakości, przeznaczone dla brytyjskich dzieci dla telewizji BBC. Jeżeli dziecięca brytyjska widownia polubi dany program, po pewnym, niedługim czasie program ten pojawia się w sklepach w formie filmu DVD i często jako pyta CD z piosenkami z programu. Są to rzeczy, na które zawsze bardzo polowałam i właściwie dzięki którym moje dzieci mówią dziś ładną, naturalną angielszczyzną. Programem, który uważam za ponadczasowy, wręcz idealny pod każdym względem dla dzieci trzy-, cztero- i pięcioletnich był kilka lat temu program pt. Tweenies”. Myszka Maisy też była lubiana, ale jest to historyjka dla nieco młodszych dzieci. Płyty z tym programem widziałam swego czasu w sklepach Empiku. Nagrania i książki dla młodszych dzieci są też dostępne w księgarniach Polanglo i Omnibus w Poznaniu i innych dużych miastach w kraju. Jeżeli już zdecydujemy się kupić coś takiego w sklepach, np. w Empiku, to trzeba się upewnić, że płyta może być odtwarzana w oryginale, czyli w języku angielskim. Idealnie by było, żeby do tego dało się jeszcze włączyć napisy (tzw. subtitles). Może nie w przypadku dwu-, trzylatka ale choćby dla nas, dorosłych po to, żebyśmy mieli pewność, że to co słyszymy, to na pewno to, i będziemy mogli wyjaśnić dziecku, w razie pytań, o co chodziło w tej historyjce. Inna możliwość, to zakup tych programów w angielskiej księgarni internetowej. Wówczas nie mamy żadnych obaw, że programu nie da się odtworzyć w języku docelowym. Mało tego, być może płyty nie da się odtworzyć w języku polskim i to bardzo dobrze, bo to zmusza nas do przyswajania sobie rzeczy w języku angielskim Jednym słowem, warto otoczyć naszą latorośl angielszczyzną dobrej jakości, jaką jest na pewno angielszczyzna prezentowana w programach BBC. Dziś żyjemy w takich czasach, że wiele materiałów jest już ogólnie dostępna. Pamiętam, kiedy jako licealistka, polowałam na jakąkolwiek książkę do nauki języka angielskiego, bo tych rzeczy po prostu nie było na rynku albo jak już były to trzeba było się postarać, żeby je kupić. Dziś jest zupełnie inaczej. Jest wszystko, tylko trzeba umieć wybrać to, co naprawdę dobre. Tu dodam jeszcze,że nieważne jest, że dziecko nie rozumie wszystkiego z nagrania. To jest zupełnie nieistotne. Ono się oswaja i proszę mi wierzyć, z czasem będzie wszystko rozumieć. Jeśli piosenka czy słuchowisko je zainteresują, czy się spodobają to jest właśnie najważniejsze. Dziecko nie musi wszystkiego rozumieć a i tak sobie przyswaja słowa, melodię i rytm. Poza tym przecież my sami nie zawsze za pierwszym razem rozumiemy wszystko co słyszymy czy przeczytamy w naszym ojczystym języku ale się nie zrażamy i dalej drążymy dany temat.
Jeżeli chodzi o to kiedy słuchać, to mogę powiedzieć, że „angielska” edukacja moich dzieci zaczęła się w samochodzie, podczas krótszych lub dłuższych podróży. Na początku były to opowiadania na taśmach magnetofonowych, a później na tak dobrze nam dziś znanych płytach kompaktowych. Idealnie było, jeśli nagranie danej książki było nieokrojone (unabridged) tzn. cała książka była nagrana w wersji płytowej i dziecko słuchając mogło śledzić początkowo obrazki i spoglądać na linijki teksu, hurra, w języku angielskim, czasami nawet nie wiedząc, że to co powtarza jest właśnie napisane na kartce w książeczce. A powtarzało, ponieważ wcześniej słyszało dany tekst kilkakrotnie albo wielokrotnie. Tak wyglądały pierwsze kontakty moich dzieci z językiem angielskim. Uważam, że właśnie te momenty, te minuty i godziny spędzone w samochodzie oswoiły moje dzieci z językiem obcym. Tutaj muszę znowu Państwa ostrzec. Jak już wspomniałam, mam troje dzieci, a każde z nich jest inne i ważne było, aby trafić w ich indywidualne upodobania. I tak, na przykład, najstarsze dziecko, dziś już osiemnastoletni młodzieniec, nigdy nie przepadało za „Koszmarnym Karolkiem” (w wersji oryginalnej Horrid Henry, autorka Francesca Simon). Wcześniej, nie przewidując, że synowi Karolek nie przypadnie do gustu postarałam się, żeby syn miał te książki wraz z płytami (w Anglii mnóstwo książek z tej serii jest dostępnych wraz z płytą nie tylko w księgarniach ale również w dużych supermarketach typu ASDA czy Sainsbury's). I nic. Koszmarny Karolek nie przemówił Kubie do wyobraźni. Postacią, od której mój syn nauczył się angielskiego był Harry Potter. Wyglądało to tak, że kiedy na rynku w Polsce pojawiła się pierwsza historia o młodym czarodzieju, Kuba został nim oczarowany. Po tym jak jego tata przeczytał mu pierwszą część w języku polskim, Kuba miał niedosyt. W ciągu paru dni kupiłam mu angielskie wydanie Harry'ego Pottera, więźnia Azkabanu” wraz z całą książką na taśmach. Co zrobił Kuba? Nie zrażając się faktem, że nie rozumie wszystkiego zaczął słuchać taśm i jednocześnie (ale nie zawsze) zerkać do książki, i po kilku tygodniach nauczył się całej książki na pamięć, wymawiając zdania, żywcem wyjęte z książki tak pięknie jak to robi Stephen Fry, angielski aktor, który jako lektor nagrał całą siedmiotomową historię o Potterze. Dlaczego tak szczegółowo opowiedziałam tę historię o Kubie? Ano po to, żeby pokazać, jak ważne jest utrafić w gusta naszego dziecka. To co liczyłam, że załatwi Koszmarny Karolek, zrobił Harry Potter. Z moją młodszą córką było zupełnie na odwrót. Młody czarodziej do tej pory nie jej ujął jako postać literacka, za to Marysia, bo tak ma na imię moja młodsza córka, jest wielbicielką wszelkich niegodziwości, jakich dopuszcza się Koszmarny Karolek. I ona też, dzięki płytom, audiobookom, zna całe historie na pamięć. Jakie są tego korzyści? Żeby uczyć się książek na pamięć? Na pewno nie. Ale korzyści są wielorakie. Po pierwsze, jeśli dziecko odpowiednio wcześnie usłyszy prawidłową fonetykę języka, będzie mówić tak, jak rodowity Anglik albo prawie jak rodowity Anglik. Po drugie, dziecko poznaje słowa w kontekście, a nie poprzez język polski, nie wyucza się ich sztucznie z listy słówek, co jest naszą codzienną, szkolną i domową rzeczywistością. Taka metoda jest łatwa i przyjemna, i syn mówi, że miło leci czas a słówka same zostają w głowie. Poznając słowa w taki sposób kojarzymy je z aurą, sytuacją, w jakiej się pojawiły , co też jest cenne jeśli chodzi o język obcy. Następna rzecz to prawidłowa intonacja, której trudno się nauczyć na lekcji w klasie. To musi być autentyczny język. I wreszcie piękny akcent. On może nie jest najważniejszy, jako że dziś chodzi nam przede wszystkim o umiejętność komunikowania się w języku obcym. Tym niemniej proszę mi wierzyć, nasi rozmówcy zwracają uwagę na to jak mówimy, zwracają również uwagę na naszą wymowę. Może chodzi tu bardziej o ogólne wrażenie językowe, jakie sprawiamy w kontaktach z naszymi rozmówcami. Uważam, że to też jest ważne. No i na koniec coś, o co chodzi mi najbardziej a mianowicie swoboda językowa. Lektura w języku angielskim, czytana bardziej lub mniej regularnie, oswaja nas z danym językiem. Świat ujęty słowami w języku angielskim staje się nam bliższy, nie czujemy dystansu językowego, który jest nagminny, jeśli dysponujemy językiem opartym tylko i wyłącznie na materiale wyuczonym z podręcznika w szkole na lekcji. Parę lat temu, kiedy seria amerykańskiej autorki, Stephanie Meyers pt. Twilight” stała się tak popularna wśród młodzieży, nabyłam kilka części w języku angielskim dla gimnazjalistów, czy raczej gimnazjalistek. Efekt był taki, że uczennice zaczęły pisać fantastyczne pod względem językowym listy. Był to nieomal namacalny wpływ anglojęzycznej lektury. Coś wspaniałego. Język wyniesiony z książek daje pewność, że to co mówię jest poprawne gramatycznie i fonetycznie, a poza tym używam bogatego słownictwa, które nabyłem nieświadomie pochłaniając kolejną ciekawą opowieść w języku angielskim. Nie mam wątpliwości, że to co mówię jest prawidłowe, co jednocześnie daje swobodę i pewność siebie. Wypowiadam się nie myśląc o tym, jakich słów użyć, tylko o tym, co chcę powiedzieć. Osoby, które w ten sposób opanowują język obcy nie mają potrzeby uczyć się reguł gramatycznych a jeśli już tak, to w bardzo małym zakresie. One „słyszą”, czy wypowiedziane zdanie jest prawidłowe, czy nie.
Chcę jeszcze dodać, że co roku przygotowuję uczniów naszej szkoły do konkursów językowych, organizowanych przez kuratorium w Poznaniu. Jak Państwo myślicie? Którzy uczniowie mają jakąkolwiek szansę zaistnieć na tych konkursach? Oczywiście tylko ci, którzy czytają po angielsku. Często jest tak, że np. na teście dotyczącym słownictwa, uczeń wpada na właściwe słowo tylko dzięki temu, że wcześniej spotkał się z nim w którejś książce. Nawet nie zawsze wie czy pamięta, gdzie widział dane słowo ale już je zna.
Myślę, że w niczym nie przesadziłam pisząc o wartościach jakie daje nam angielska lektura wzmocniona słuchowiskiem o ile jest to możliwe. Potem, w którymś momencie można zarzucić słuchowiska ale to już na etapie., kiedy wiem, że moja wymowa jest piękna. Muszę dodać, że nie wszyscy lubią czytać i słuchać jednocześnie. Mam uczniów, którzy nigdy nie pożyczają ode mnie nagrań. Mówią, że w którymś momencie przestają słuchać, wyłączają się i po prostu wolą czytać. No, cóż. Całkowicie to to rozumiem. Ja sama, słuchając słuchowisk w samochodzie w drodze do pracy i z powrotem często uciekam gdzieś myślami. Dużo zależy od mojego samopoczucia. Trzeba też pamiętać o tym, że każdy z nas reprezentuje pewien typ ucznia. Niektórzy są słuchowcami i dla tych osób audiobooki to po prostu rewelacja. Inni łatwiej i szybciej przyswajają słowo pisane, są to tzw. wzrokowcy. Jest jeszcze typ kinetyczny ucznia, który uczy się najlepiej wykonując zadanie samodzielnie. Jest to idealny typ ucznia, który wyżyje się w scenkach, dialogach i dramach na lekcjach języka obcego.
Moje uwagi może dobrze brzmią i to wszystko wydaje się być do zrobienia, ale musimy być też świadomi mogących się pojawić trudności. Z mojego nauczycielskiego doświadczenia wiem, że nie zawsze jest łatwo zachęcić małe dzieci, powiedzmy siedmiolatki, do słuchania nagrań w języku obcym. Wydaje im się to trudnością nie do przeskoczenia i za nic nie chcą podjąć tej próby. Dlatego proszę pamiętać, czym wcześniej dziecko usłyszy drugi język, tym lepiej. Dla mnie jest to jeszcze jedno potwierdzenie opinii, że dziecko należy otoczyć językiem jak najwcześniej, aby oswoiło się z obcymi dźwiękami, dzięki czemu te dźwięki przestaną być „obce” i nie wywołają silnego oporu wobec zaproponowanego przez rodzica czytania i słuchania. To, że czyta w języku angielskim jest rzeczą naturalną.
Kończąc, życzę Państwu i Państwa dzieciom wielu miłych chwil spędzonych przy obcojęzycznej lekturze w formie książki i może jeszcze nagrania. Jestem pewna, że obcojęzyczność przerodzi się w lepszą znajomość nowego języka i dostarczy Państwu wielu niezapomnianych wrażeń. Książki są przecież najlepszymi przyjaciółmi człowieka. Wprowadźmy nasze dzieci w świat języka angielskiego jak najszybciej aby w pełni mogły cieszyć się doskonałą znajomością tego języka. Korzyści będą wielorakie i na całe życie.
Powodzenia,

Grażyna Strzelecka-Rypniewska
(grypniewska@poczta.onet.pl)

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.