W labiryncie sprzecznych znaków, gdzie mgła myśli gęstnieje,
Idzie samotny władca przez splątane knieje.
Omija ostre głazy, co los pod nogi rzuca,
W ciszy, bez skargi zbędnej, trud drogi w mądrość przekuwa.
Ma w oczach tajemnicę, co widzi poprzez mroki,
Zna cenę kroków, gdy świat wokół dołów głęboki.
Z pamięci starych borów tka własną mapę cienia,
Gdzie każda nowa ścieżka to próba ocalenia.
Przemierza dzikie jary, urwiska pełne lęku,
Gdzie łatwo stracić dumę i ulec sile wdzięku.
Jednak on ma serce czyste, choć pancerz z cętek nosi,
I o żadne laury u świata się nie prosi.
A jednak pod pędzelkiem, co chwyta wiatr i chmury,
Skrywa się cicha prawda o kruchości natury.
Bo nawet tak potężny, tak mądry król przestrzeni,
Gdy mróz uwięzi serce, w bezbronny kamień zmieni.
Czasem i jemu droga zbyt stroma się wydaje,
Gdy wokół obce cienie i nieprzyjazne kraje.
Wtedy i dumny strażnik potrzebuje dłoni,
Co czułym, ciepłym gestem od zguby go ochroni.
Bo siła i wytrwałość, choć chronią przed zamiecią,
Bez wsparcia i miłości jak zimne gwiazdy świecą.
I nawet najmądrzejszy, gdy noc go zewsząd goni,
Szuka drugiego serca, by schronić się w jego dłoni.
#zpoezjawtle
