X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 5243
Dział: Artykuły

Rehabilitacja Słowackiego w okresie Młodej Polski - Ignacy Matuszewski

ROZDZIAŁ III. Recepcja Słowackiego

III. I. Sądy współczesnych.

Z niezwykłości i wielkości poezji Słowackiego poczęto sobie zdawać sprawę już za życia poety, co najmniej od pojawienia się Beniowskiego. Nie znano jednak wówczas ani całego dorobku pisarza, ani też nie orientowano się w rozległych horyzontach, które zakreślił w swej poezji.
Najwcześniejsze próby pisarskie poety: Elegia, tłumaczenie z Lamartine’a i Księżyc,pochodzą z początków 1825 roku. Kolejne utwory pojawiają się w drugiej połowie 1829 roku, są to powieści poetyckie Hugo, Mnich, Jan Bielecki i Arab oraz dwa dramaty: Mindowe i Maria Stuart.
Nadchodzi dzień, w którym Słowacki zdecydował się poddać swą dotychczasową twórczość próbie druku. Wprawdzie już wiosną 1830 ogłosił bezimiennie Hugona i doczekał się pierwszych słów krytyki: zdawkowej zachęty w „Pamiętniku Umiejętności Moralnych i Literatury” i ostrego potępienia „powieści krzyżackiej, wiernie przypominającej Wallenroda, i nieoddzielnej cechy naśladownictwa - niedołężności” w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, ale to go nie zniechęciło. Oddaje do cenzury i druku swoje wiersze.
Na początku 1832 roku spotkały go dowody uznania ze strony rodaków, które zawdzięczał przede wszystkim sławie swojej powstańczej poezji. Oda do wolności, Pieśń Legionu Litewskiego, przedrukowany wielokrotnie Hymn, i najpiękniejszy, przyjmowany brawami po kawiarniach warszawskich Kulik – rozsławiły imię autora. Kiedy w drugą rocznicę bitwy grochowskiej deklamował na zebraniu emigranckim swoje wiersze „na uwielbienie dnia tego”, sala brzmiała oklaskami. Uchwalono dla niego pierścień z napisem: „Rodacy wdzięczni-Słowackiemu, poecie rewolucyjnemu”.
W tym czasie „rewolucyjny poeta” przygotowywał druk swoich pierwszych, zupełnie nierewolucyjnych tomików. 12 kwietnia 1832 roku pisał do matki: „Mam poezje moje - pierwszy dzień ich wyjścia był dla mnie źródłem nieskończonych przyjemności.... Matko moja, cóż Ty, cóż Wy wszyscy o waszym Julku powiecie?”.
Rozsyłał znajomym egzemplarze, zabiegał o przekłady. Wkrótce jednak entuzjazm młodego autora przygasł: wokół tomików zapadła żenująca cisza, emigracyjna prasa milczała. Poeta Zaleski pisał do przyjaciela: „Poezje Słowackiego niewiele warte. Mozaika Mickiewicza i moja, a przy tym dużo własnej miki w szczelinach. Coś na kształt Odyńca, Korsaka. Duszy nigdzie nie dojrzysz, ale wiersze ładne, często przepyszne, ale tylko wiersze.”
Inny emigrant notował w dzienniku: „ W Słowackim dużo czułości nie ma i ani jednego osobliwego obrazu- i o Polsce zapomniał, rzekłbyś”.
Latem do Paryża przybył A. Mickiewicz, by wydrukować Dziady cz.III. Słowacki czekał na jakąś opinię o swoich tomikach z ust największego polskiego poety. Doczekał się, 3 września pisał do matki:
„Jeden z Polaków mówił mi zdanie, jakie dał Mickiewicz o moich dwu tomikach.... Powiedział, że moja poezja jest śliczna, że to gmach piękną architekturą stawiany, jak wzniosły kościół - ale w kościele Boga nie ma....”
Młody poeta nie wiedział jeszcze, że zdanie to będzie powtarzane jeszcze długo, nawet wtedy, gdy nie będzie już miało pokrycia w nowych jego utworach.
Paryż, w którym zamieszkał wielki Adam, stał się dla Słowackiego za ciasny, Juliusz wyjeżdża do Szwajcarii. Tutaj powstaje Godzina myśli włączona do nowego tomiku Poezji, w którym miały się również znaleźć Lambro i Duma o Wacławie Rzewuskim.
Na początku 1833 roku Słowacki doczekał się nareszcie życzliwej, choć dość krytycznej oceny swoich dwu pierwszych tomików. Wydał ją cudzoziemiec Luis Lemaitre na łamach „Revue Europe’enne”. Nie tając słabych stron tej młodzieńczej poezji dostrzegał niezwykłość talentu Juliusza. Nie zawahał się mówić o nim jako „współzawodniku” Mickiewicza, o jego dramatach Mindowem i Marii Stuart pisał: „Jeśli nawet można im wiele zarzucić, jest to co najmniej szczęśliwa próba stworzenia teatru narodowego, teatru, którego przed Słowackim nie było”.
W tym samym roku powstaje Kordian. Słowacki, zdając sobie sprawę z wagi utworu, 30 listopada pisał do matki: „Wierz mi, Matko droga, że się nie zaślepiam - żem te dzieło osądził po napisaniu obcego człowieka rozwagą... i drukuję bezimiennie-będzie tak równiejsza walka z Adamem”.
Dramat został wydany w Paryżu w 1834 roku. Prędko rozeszła się wieść, kto jest jego twórcą, Redakcja emigracji stała się natychmiast nieprzychylna. Wspomniany już wcześniej Zaleski pisze do przyjaciela: „Nie warto byś Słowackiego zamieszczał w swej rozprawie. Jest to istny indyk, puszy się i puszy, lecz ani śpiewać ani latać nie umie. Biedny mierzyna! Wszystko w poezjach jego i cudze i ladaco. W dawniejszych powieściach, aż do Lambro błyszczało jakieś pożyczane, bajońskie światełko, teraz i to zgasło, a tylko kopci i smrodzi knotem wciąż dymiącym...Kordian jest nec plus ultra głupstwo. Małpuje w nim na przemiany to Dziady to Wacława”.
W obszernej recenzji w „Le Polonais” również brak zrozumienia. Pobrzmiewają natomiast echa opinii, która przywarła do Słowackiego po ogłoszeniu dwóch pierwszych tomików: „ ...na każdy utwór poetycki składają się dwie rzeczy: duch i forma; pomysł i wrażenie [...]. Ten nowy utwór, podobnie jak pierwsze poezje tego twórcy, wyróżnia się bogactwem rymu, czystością i siłą języka, harmonią i doborem wrażeń. Czytelnika uderza u poety śmiały sposób wypowiadania się i rozwijania myśli. Nie przemawia on jednak zbyt mocno do serca, nie wywołuje dość silnego wrażenia”.
Zwycięstwa odnosiły natomiast nieliczne egzemplarze Kordiana ,które dotarły do kraju, zaczytywane do cna, ścigane przez władze zaborcze. Dla krajowych konspiratorów Kordian był wyrazem ich sytuacji, ich wątpliwości. Ale o tym zwycięstwie Słowacki nie wiedział.
Wydany jesienią 1838 w Paryżu Anhelli wbrew nadziejom autora nie obudził większego zainteresowania. Krótką recenzję zamieściła „Kronika Emigracji Polskiej”. Pochwaliła patriotyczny zamysł przedstawienia „obrazów męczarni dręczonych [...] wolą wściekłego tyrana braci naszych, i zarzuciła Słowackiemu, brak wątku i jasności, sferę nadnaturalną, osoby cudne i niepojęte, kiedy prawda tak ostateczna być mogła, niektóre wrażenia przesadzone, naśladowanie śmiałe, a nie zawsze szczęśliwe Biblii” .
Zasadniczy problem utworu pozostał dla recenzenta niezrozumiały, a może nie chciał go zrozumieć; Anhelli godził przecież w moralne stanowisko emigracji. Wydawca – Januszkiewicz, pisał do przyjaciela: „[...] wyjdzie...poemat Anhelli Słowackiego prozą. Cudnie, ładnie napisany - Ale co to jest? Jak się dowiesz, to mi powiesz”. Jedynie przebywający wówczas w Wenecji Krasiński zrozumiał i zachwycił się Anhellim i zachwyt ten wyrażał w listach do przyjaciół. Paryski światek emigracyjny przyjął Juliusza z wyraźną niechęcią . Poeta Witwicki donosił poecie Zaleskiemu:
„Widziałem się na moment ze Słowackim, krótko z nim mówiłem, ale zdaje mi się, że nie bardzo się zmienił i, że w tę suchą strukturę żaden jeszcze gość nie wstąpił” co miało oznaczać, że Słowacki wydał się Witwickiemu pusty wewnętrznie.
Opinię tą ugruntowały wydane na początku 1839 roku Trzy Poema i Poema Piasta Dantyszka. Stanisław Ropelewski w swej recenzji Ojca zadżumionych określił utwór jako „ustęp żywy i zajmujący”, ale tylko „ustęp”, skrytykował Wacława, a o poemacie miłosnym W Szwajcarii pisał, że „należy do tej osobliwej poezji, która gdy nie jest wyrazem typu czasowego, skreślonym ręką geniusza, albo też źródłem jakichś nowych, lirycznych natchnień, zajmuje więcej samego pisarza niż czytelników”. W tej samej recenzji Poema i Piasta Dantyszka określił po prostu mianem cudactwa. Ropelewski był nie tylko ostrym krytykiem, ale wręcz paszkwilantem twórczości Słowackiego. Gdy ukazała się Balladyna, Ropelewski nie zostawił na niej suchej nitki. Dostrzegał wprawdzie jej całkowitą odmienność od wszystkiego, co do tej pory powstało, nie tylko w poezji polskiej, ale i europejskiej, i zaraz tę odmienność wyśmiał: „[...] istna bajka, jakie stara kucharka przy piecu opowiada kredensowej i kuchennej gawiedzi[...]. Nie jest to trajedia grecka, ani szekspirowska, ani hiszpańska, ani z tych wyrodzona niemiecka, i w całej książce nie widać nawet życzenia ze strony poety, aby to była trajedia polska; powiedzielibyśmy, że arabska, ale jak się z tak awanturniczej definicji wytłumaczyć?”.
Krytykom prasy emigracyjnej wtórowała prasa poznańska, w owym czasie najswobodniejsza, najmniej skrępowana przez cenzurę. Analiza Anhellego zamieszczona w „Tygodniku Literackim”, utrzymana w poważnym tonie, podnosiła piękność poematu, wyrażała nadzieję ,że Słowacki trafił do kręgu, w którym „ może coś zdziałać”, ale uważała Anhellego za słabe odbicie Iridiona .Autor, Jan Nepomucen Sadowski, wypowiedział w nim niezwykle znamienne zdanie : „ Dotychczasowy pochód poemów jego lepszych /Żmija, Jan Bielecki / do coraz gorszych, kończących się na Kordianie, najlepiej maluje niewłaściwość zakresu, w jakim dotąd działał”.
Wrogość, jaka spotkała utwory Słowackiego, przyjmowała niekiedy wręcz drastyczne formy. Londyńscy emigranci postanowili utworzyć polska bibliotekę. Wśród projektodawców znaleźli się i tacy, którzy chcieli z tego zbioru wykluczyć pisma Słowackiego. Rozsądniejsi przeciwstawiali się temu, o czym świadczy np. list Leonarda Niedżwieckiego: „Pochwalam zamysł wasz założenia Biblioteki z książek polskich, ale nie rozumiem, dlaczego wykluczyć chcecie Słowackiego. On zaczyna znaczny wpływ wywierać poezjami swymi, już to powszechnie mu przyznano ,że ma talent niepospolity[...].”
Pomimo tych pojedynczych głosów aprobaty, Słowacki pozostaje samotny. Wierzy już jedynie w poezję, jej siłę wobec historii, jej rolę w życiu narodu. O sobie pisał jako o tym, który godzi się mieć „niepłakaną trumnę „obywać się bez świata oklasków” /Testament mój 1839/. Jak długo jednak można żyć bez odezwu słuchaczy?
Po krytykach Anhellego i drwin z Balladyny nastąpiła cisza. Lillę Wenedę prasa emigracyjna przyjęła pogardliwym milczeniem.
Wprawdzie Słowacki wielokrotnie mówił, że czuje się wyższy nad niezrozumienie i przemilczenie, jednak ta wyniosła postawa przestała mu dawać rekompensatę. Sytuacje Juliusza rozumiał nieodzowny przyjaciel – Krasiński. W lutym 1840 roku, pisał do niego: „Znam takie trzy duchy, każdego wielkim w swoim okręgu. Jeden przeszedł - minął, zostawił za sobą obelisk granitowy wśród pustyni - obelisk stoi - ten, co go postawił, uczy Szwajcarów jak mają nigdy umieć po łacinie. Drugi posiadł wszystko, na czym zbywało pierwszemu, posiadł język polski tak, jak się posiada kochankę gotową na każde skinienie, na śmierć, gdy każesz- na życie, gdy spojrzysz - posiadł i objął ten język magnetyzera cudną potęgą, tak, że nie on językiem, ale język za nim goni[...] ten drugi zagarnął pod siebie wszystkie widnokręgi wyobraźni: to co w pierwszym było jednością twardą, granitową, w siebie garnąca świat, w pewne ciaśniejsze kluby nim sam wszechświat chwytającą, tu stało się rozpłynieniem, powrotem do szerzy , do płynności świata[...], do wszystkiego co tylko chce się rozprysnąć i rozwiać na wszystkie strony, aby znaleźć nie znalezionego Boga [...]Ten drugi, ty wiesz , że to ty!”.
W tym samym liście Krasiński charakteryzuje niechętnych czytelników: „ [...] Przymięszaj trochę żółci do twoich laurów - obaczysz, jak ten ziemski pierwiastek chemiczny ziemię przynęci do siebie - więcej jest wątrób na świecie niż serc - ach, jakże cię wtenczas będą rozumieć wątroby! Dalej, niezawodnie żółć jest poecie tym klejem, co spaja rozerwane cząstki jego bytu - co świat cały przeistacza w jego osobę! Spróbuj! - oni niezawodnie się o to domagają. Dopiero uczują twoją rękę, gdy z gruba na nich uderzysz[...]”.
Kiedy Krasiński pisał te słowa, powstawały już oktawy Beniowskiego. Prosta opowieść o prozaicznym konfederacie jest pretekstem, by mówić o sobie, swoich przeżyciach miłosnych i boleśnie odczuwanej samotności wielkiego twórcy; pretekstem do drwin z romantycznych mód: osjanizmów, werteryzmów, bajronizmów i pretekstem, aby wyrazić swą aprobatę dla prostych, całkowicie oddanych swojej idei ludzi czynu; pretekstem nade wszystko do mówienia o swojej twórczości, prezentowania swojego wirtuozerstwa poetyckiego i rozprawienia się z nie rozumiejącą krytyką pozycji zwycięzcy.
Piąta część Beniowskiego, która miała skończyć się liryczna apostrofą do matki, przerodziła się tymczasem w poetycki atak na Mickiewicza. Stało się tak w konsekwencji pamiętnych spotkań wieszczów 25 XII 1840 roku i 1 I 1841. Wprawdzie, jak wynika z licznych i bardzo różniących się między sobą relacji, Mickiewicz mówił o różności poetyckich dróg – swojej i Słowackiego, uznawał jednak w jakiś sposób wielkość poezji Juliusza. On sam pisał w liście do matki :
„...tego wieczora byliśmy z nim jak bracia - ściskaliśmy się – chodziliśmy, opowiadając sobie nasze przeszłe zatargi...i gdyby nie ludzie, którzy to wszystko popsuli, byłoby dotychczas zupełnie dobrze” .
Istotnie ludzie popsuli wszystko, gospodarz obu uczt wydawca Juliusza, Eustachy Januszkiewicz, nie zawahał się ogłosić w poznańskim „Tygodniku Literackim” obszernej relacji z tego spotkania pt. „Improwizatorowie” , w której pisał :
„[ Juliusz] wystąpił z całą dumą szatańską, którą jednak geniuszowi Adama kładł do nóg [...] Adam odpowiedział Juliuszowi, że on nie jest poetą. Tłumaczył, co go zgubiło. Nie jesteś poetą – mówił - bo nie masz wiary i miłości”.
W tych ciężkich chwilach Słowacki jak zwykle znalazł pomoc w Krasińskim Autor Nieboskiej Komedii nie tylko podtrzymywał jego wiarę we własne siły listami, w których ostro krytykował metody jakich używali jego przeciwnicy, ale ponadto ogłosił w „Tygodniku Literackim” rozprawę pt. Kilka słów o Juliuszu Słowackim, w której przeciwstawiając się paryskim krytykom dobitnie udowadniał wielkość poezji Słowackiego. W liście zaś do R. Załuskiego z 13 maja 1840 roku tak określił jego rolę w literaturze: „Gdyby słowa języka polskiego mogły stać się indywiduami, powinny by się zebrać i złożył posąg dla Juliusza z napisem: Patri Patriae, bo język wtedy byłby całą ojczyzną”.
Sam Słowacki protestował przeciwko lekceważącej opinii Januszkiewicza w „Trzecim Maju”, ale przede wszystkim w Beniowskim:

„Choć mi się oprzesz dzisiaj-
przyszłość
moja -
I moje będzie za grobem zwycięstwo.
[...]
Bóg mi obronę przyszłości poruczył”.

Beniowski w znacznej mierze spełnił swoje zadanie wobec współczesnych Słowackiemu. Przerwał lekceważącą obojętność, wywołał najżywsze zainteresowanie, podziw, wściekłość. J. B . Zaleski pisał do Lucjana Siemieńskiego: „ /Beniowski/ najlepszy ze wszystkiego co dotąd napisał. Ogromna fantazja, a serca ani źdźbła. W nic nie wierzy, nikogo nie miłuje, niczego się nie spodziewa. Siebie uważa za centrum i świata i Polski [...] ma się słowem, za Boga. Nieznośny pyszałek, zapalczywy i złośliwszy stokroć niż Bajron”. Sam Mickiewicz stwierdzał w liście do Zaleskiego /23 VI 1841/: „...nie masz na ten raz współbiegaczów prócz Słowackiego”. W końcu mimo woli i grymasząc na Beniowskiego przyznawał to także Zaleski we wcześniejszym o kilka dni liście do Mickiewicza / z 19 VI 1841/: „Ja taki niepoczesny, a wcale się nie stracham i spodziewam się, że kiedyś po latach zsadzę go z pegaza. A cóż dopiero ty, nasz Adamie taki doświadczony i zawołany jeździec”.
Słowacki i Mickiewicz coraz częściej charakteryzowani są jako równorzędni i równowartościowi przedstawiciele dwóch przeciwstawnych nurtów w rozwoju poezji. Do opinii tej nawiązywał Władysław Jabłonowski w entuzjastycznej recenzji Beniowskiego w „Trzecim Maju” z 5 X 1841 roku i Cybulski w wykładach berlińskich. Dla tego ostatniego Mickiewicz był „arcymistrzem poezji polskiej” – ale tylko do roku 1840, Słowacki - poetą „na wskroś narodowym, najbardziej twórczym, a szczególniej poetą twórczym teraźniejszości”. Tymczasem w Słowackim rosło poczucie bezsilności własnej poezji, tracił wiarę w sens historii. Wtedy właśnie spotkał na swej drodze Towiańskiego, który stał się nie tylko dla niego rewelatorem nowej wiary. Nauka Towiańskiego trafiła w tym przypadku na przygotowany grunt: pragnienie przełamywania starych form.
Jednakże początkowa fascynacja przerodziła się w bunt. Słowacki nie chciał i nie potrafił podporządkować Mistrzowi całego siebie - a wiec i swojej literackiej twórczości. Przekonania żywione przez Słowackiego w ciągu całego życia znalazły sobie podbudowę w utworzonym przez niego własnym systemie mistycznym. Swoich nowych bohaterów obdarza mocą czynu, powstaje Ksiądz Marek, Zawisza Czarny, Fantazy.
W sierpniu 1844roku podczas pobytu w Parnie, nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, poeta ostatecznie formułuje własny system filozoficzno- mistyczny, wyrażony przede wszystkim w nie opublikowanym nigdy za życia Genezis z Ducha, którym zachwycą się wkrótce młodopolanie, a także niedokończonym poemacie Krół Duch, którego pierwszy rapsod ogłosił bezimiennie w roku 1847. Jak można się było spodziewać Słowacki nie znajduje entuzjastów, intrygująca wydaje się ocena niedawnego przyjaciela Z. Krasińskiego:
„Nic prawiem nie zrozumiał w Królu Duchu, jeśli 10 strof to najwięcej; wiersz prześliczny, ale to jak w kalejdoskopie rysunki barw pełne, lecz bez treści żadnej; dźwięki najdźwięczniejsze, ale bez myśli [...]. Albom ja wariat czytelnik, albo autor, co pisał”.
Słowacki stał się głosicielem mistycznej prawdy tak trudnej, iż nieustannie próbował ją wyrazić: wierszem, prozą, dramatem, epiką, liryką. Pisał jak gdyby ciągle jeden utwór, utwór o tym samym, przełamując oporną formę literacką, znajdując niebywałe w literaturze polskiej środki wyrazu.
W czasie wybuchu Wiosny Ludów był już ciężko chory. Usiłował zawiązać w Paryżu konfederacje, skupiającą wszystkie siły emigracji do walki o wolność kraju. Aż trudno uwierzyć, że kolejne pokolenie będzie zarzucało mu brak troski o dobro Polski. W czasie swej ostatniej podróży do kraju, w kontaktach z rodakami, spotkał wielu, którzy znali jego poezję, którzy uważali go za wielkiego narodowego poetę. Zapewne sprawiło mu to radość, choć przychodziła ona za późno.
Zmarł wkrótce po powrocie do Paryża, 3 kwietnia 1849 roku. Zawiadomiony o jego śmierci Krasiński pisał do przyjaciela: „Na pogrzebie było 30 ziomków - nikt głosu nie zabrał, nikt nie rzucił choćby słowem jednym pamięci największego mistrza rymów polskich”. Po śmierci poety jego twórczość powoli docierała do czytelników. W pierwszym dziesięcioleciu miała stale powiększającą się liczbę wielbicieli; wśród nich spotykamy takie nazwiska jak C.K.Norwid, Kornel Ujejski, krytyk Henryk Lewestam czy Karol Szajnocha, którego matka poety, pani Bec’u obdarzyła zaufaniem i misją opublikowania rękopiśmiennej spuścizny syna. Już po roku 1856 na łamach „Tygodnika Literackiego”, którego redaktorem był S. Dobrzyński, pojawiają się utwory Juliusza. Popularne były herbatki literackie, w czasie których czytano i dyskutowano nad pismami poety.
Wzrost zainteresowania Słowackim około roku 1859 tłumaczy K. Poklewska w swej pracy; Recepcja Słowackiego we Lwowie w latach 1852-1870. Wtedy to wraz z wybuchem wojny francusko – włosko - austriackiej ożywa nadzieja na odzyskanie niepodległości, a nadziei tej patronuje Słowacki. Grób Agamemnona i Testament mój cytuje się jako wiersze wzywające do czynu. Młodzież szuka w poezji wieszcza treści głównie politycznych, co, biorąc pod uwagę czynione wcześniej przez jemu współczesnych zarzuty, wydaje się teraz ironią losu. Dla „czerwonej młodzieży lwowskiej owych czasów – pisze Poklewska - jest Słowacki kontynuatorem idei Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako przeciwnik supremacji panów i szlachty a obrońcą ,<zasługi osobistej>,< racjonalista i libertyn>, < radykał i rewolucjonista>”.
Wydane za życia poety tomiki były trudno dostępne, jeszcze gorzej było z recepcją teatralną jego dzieł. Sytuacja zmieniła się radykalnie w 1860 roku, gdy w Lipsku wyszło czterotomowe wydanie Pism, którym towarzyszyły pierwsze publiczne dowody uznania. W Paryżu Norwid ogłosił sześć prelekcji będących niezwykle odkrywczą interpretacją poezji Słowackiego, pominiętego niegdyś zupełnym milczeniem przez Mickiewicza w jego wykładach w Collége de France. Najistotniejsze jest jednak to, że poeta zyskuje powszechne i gorące uwielbienie wśród młodego pokolenia. Pisał w roku 1866 Ignacy Kraszewski:
„ W ostatnich latach stał się on [ Słowacki] tak dalece ulubieńcem młodego pokolenia, jego wyrocznią i gwiazdą, że słoneczny blask Mickiewicza pobladł chwilowo przy tym ogoniastym, płomiennym komecie[...]”.
Cytowana wypowiedź jest już głosem zapowiadającym pozytywizm, „Zdaje się wszakże, iż czas jakiś jeszcze uwielbienie bezwzględne dla Słowackiego potrwa, dlatego, że jest on istotnie sobą, chorobliwością swoją, rozbujałą fantazją - najlepiej, na nieszczęście młodych pokoleń uosabia uosobienie, uczucia, marzenia[...]. Ta gra świateł i cieni na tle ciemności, ten kataklizm, który nie wiadomo czym się rozwiąże i jak skończy, ten szał dla szału, to odtrącenie logiki dobrowolne, które charakteryzuje poezje Słowackiego przypadły dziwnie do ostatnich wypadków i serc ludzi, którzy w nich uczestniczyli”. „Zdaje się wszakże, że czas jakiś to potrwa” - pisał melancholijnie o fascynacji Słowackim Kraszewski. I trwało, wbrew pozytywistycznej epoce.

III. II. Pozytywistyczna recepcja Słowackiego.

Należy pamiętać, że literatura pozytywistyczna nie była wdzięcznym polem dla kwiatów poezji. A. Asnyk dworował sobie, że przedmiotem zainteresowań poetyckich jego epoki jest „romans dwu komórek w pacierzowym tkwiących rdzeniu”.
Niechęć do tradycji romantycznej potęgowała obojętność do poezji skazanej na zamkniecie się w granicach tematów z pogranicza nauki, a wiec rozważań filozoficznych, społecznych i historycznych. Miejsce poezji zajęła bezapelacyjnie powieść. „Czas poezji przeminął, myśmy zabici”. – pisał Leonard Sowiński, liryk, satyryk, dramaturg i powieściopisarz.
Na tle uporczywych ataków na przejawy romantyzmu zrozumiała staje się aktualność jego poetyckich apologii podjętych przez Adama Asnyka i Marię Konopnicką, która z niezwykłą łatwością odświeżała pomysły wyczytane w Mickiewiczu, Zaleskim, Ujejskim, Słowackim.
Słowacki patronował M. Konopnickiej w poemacie „Przez głębię” /1902/, gdzie akt odnowienia Unii Horodelskiej w 1861 roku zrelacjonowała z dokumentalną dokładnością, wydobywając równocześnie dynamikę manifestacji masowej, która staje się symbolem „królewskiej a polnej” Polski zjednoczonej w uniesieniu patriotycznym, w oczekiwaniu na nadejście cudu niepodległości. Ostentacyjnie wtórny i imitacyjny w stosunku do Beniowskiego był jej poemat Imagina, bogaty w charakterystyczne metafory i porównania, zwłaszcza w upodobaniu do szeroko rozbudowanej, skomplikowanej frazy, w stosowaniu licznych przerzutni czy wyszukanych rymach oktawy.
Konopnicka pozostaje pod silną sugestią genezyjskiej filozofii Słowackiego i często posługuje się jego obrazowaniem, odsłaniając spod powierzchni konfliktów rozumna harmonię bytu, który ma swój początek w Bogu, który zatracił swa pierwotna doskonałość i twórcza potęgę, ale przez trud zmierza do uduchowienia.
Z kolei A. Asnyk w wierszu Na obchód Słowackiego, drukowanym jednocześnie w Czasie /1882,nr 63/ i Reformie, zwraca się przeciwko galicyjskim oskarżycielom poety z pierwszych lat postyczniowych a równocześnie polemizuje z samym sobą jako autorem Snu grobów, gdy pisze teraz:

„ Jeśli to twoja winą ,że pchany rozpaczą
Naród zerwać chciał więzy- to możesz być dumny !
Ci, którzy ucierpieli najwięcej- przebaczą,
Polska ci przebaczy, kochający synu,
I nie będzie dla ciebie żałować wawrzynu.
Bo święte hasła twoje- to nie hasła chwili,
Co przepadają marnie w ciężkich dniach rozbicia :
Wiara twa nie zawiedzie, miłość nie omyli,
Lecz poprowadzi naród do nowego życia.

Głosy obrony były początkowo odosobnione.
Pozytywiści interesowali się romantyzmem głównie ze względu na problematykę ideowa tej literatury i epoki. Dokonali równocześnie wyraźnej selekcji treści ideowych uznanych za żywe, twórcze i tych ,które wydawały się im martwe lub wręcz szkodliwe.
Kiedy nadszedł czas rozrachunków za klęskę powstania, odpowiedzialność zrzucono przede wszystkim na Słowackiego.
„W ostatnich szczególnie latach – pisał z ubolewaniem Józef Szujski - kult Słowackiego wygórował do wysokości pod wieloma względami szkodliwej, wyzyskano jego chorobliwy często nastrój do usprawiedliwiania własnego nienaturalnego usposobienia, używano go niby zabójczego haszyszu do utwierdzania się w teoriach politycznych i społecznych, których apostołem go czyniono”.
Zdaniem pozytywistów Słowacki nie był zaangażowany w sprawy narodu, pierwszeństwo wciąż przyznawano Mickiewiczowi i jego dorobkowi szczególnie bogatemu w treści a także Krasińskiemu. Mówią o tym m.in. wspomnienia uczniów galicyjskich gimnazjów z drugiej połowy XIX wieku. W szkicu pod znamiennym tytułem Trzeci, pisał Jerzy Żuławski: „Tamtych dwóch [Mickiewicz i Krasiński] uczono mnie już w szkole podziwiać, wielbić, czcić.... Mówiono mi o nich wiele, bardzo wiele pięknych rzeczy. Dowiedziałem się, że byli wielcy, że kochali swój naród, że byli szlachetni, patrzyli w przyszłość i myśli mieli głębokie i serca duże [...]. Ale i o Nim mówiono mi czasem. Słyszałem że miał „piękny język”, ale był złośliwy, samolubny, kapryśny i zarozumiały. Nieco później przekonałem się, że do tej litanii zapominano w pośpiechu dodać zazwyczaj jednego, że był poetą!”. Twórczość Słowackiego spotyka się niemal z powszechną dezaprobatą do chwili, gdy w roku 1886 P. Chmielowski w książce Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki dodatnio określa wkład poezji romantycznej w dzieje literatury polskiej, przyznając duszy równorzędne miejsce z rozumem i rozsądkiem. Tutaj za duchowego przywódcę romantyzmu został uznany właśnie Słowacki, podczas gdy Mickiewicza postrzega Chmielowski jako „umiarkowanie romantycznego”, co miało stanowić niewątpliwie jego dodatnią cechę. Nie był to zresztą pierwszy głos Chmielowskiego, kilka lat wczesniej w 1873 roku w studium literackim Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego, także przyznawał Słowackiemu pierwszeństwo w mistrzostwie językowym, wysuwając przeciw niemu równocześnie zarzut braku równowagi i dojrzałości duchowej-stąd nadmierna samowola fantazji, rozpacz i wreszcie ucieczka w mistykę. Zachwycał się Chmielowski energią słowa i plastyką opisów w Królu Duchu, nie znajdował tu jednak „karmy duchowej”. Równocześnie wyszukiwał argumenty przemawiające za „warunkowym uznaniem” dla poezji Słowackiego. Przypominał wiec, że autor Beniowskiego bolesnym szyderstwem starał się rozbudzić samowiedzę społeczeństwa, a zatem chciał wpływać na losy ogółu „w kierunku nie już czysto artystycznym, lecz społecznym”.
Nie znajdowały u Chmielowskiego zrozumienia indywidualne powody kryzysów duchowych Słowackiego, ale w mglistych aluzjach napomykał krytyk o „istotnych przyczynach smutku” , które znajdowały się w „sercach ogółu”, i kończył ten pokrętny wywód wyrazami hołdu:
„Uwielbiamy tego, co słowem potężnym, grzmiącym lub łagodnym jak szmer liści potrafił objawy owego smutku wyśpiewać”.
Wprawdzie Chmielowski lękał się destrukcyjnego wpływu „narzekania i rozpaczy”, ostatecznie jednak dochodził do wniosku, że utwory Słowackiego powinny należeć do lektury domowej młodzieży, „raz z powodu cudnej formy poetyckiej jakiej u żadnego innego poety nie spotkamy; i po wtóre z tego względu, że poznawszy go, będziemy już znali wszystkich tych, którzy w tak wielkiej liczbie jego nutę śpiewać zaczęli...”.
Dowodem zainteresowania Słowackim niechaj będzie także fakt dwukrotnego wznowienia monografii A. Małeckiego pt. Juliusz Słowacki, jego życie i dzieła w stosunku do współczesnej poezji /1866-7,1901/. Małecki podobnie jak Chmielowski uważa, że typowe cechy romantyzmu są negatywnymi właściwościami tego prądu. Casus Słowacki wybrany został po to, by szczegółowo zademonstrować pogląd uczonego na sztukę i skutki romantyzmu. W dorobku Juliusza dostrzega anormalność twórcy, cechę znamienną dla całej generacji. W przedmowie do drugiego wydania monografii Małecki pisze: „Dzieła tego poety, niesłusznie przez ogół mało poszukiwane, zaczęły od lat kilku tu i ówdzie prawie znowu nad miarę i zasługę entuzjazmować pewną liczbę czytelników zwłaszcza między młodzieżą. Według wszelkiego podobieństwa do prawdy, będzie się to z czasem jeszcze powiększać”. Słowa Małeckiego okazały się prorocze, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż obaj krytycy,i Chmielowski, i Małecki, zajmowali się sylwetką Słowackiego nijako w opozycji do Mickiewicza, którego twórczość cenili o wiele bardziej, dostrzegając w niej elementy realizmu. W przeciwieństwie do Mickiewicza, Słowacki to marzyciel, wyobcowany z rzeczywistości, nie usiłujący określić swego stosunku do życia: „ [...] dar oglądania wszystkiego jedynie w cudownych światłach poezji przyprawił poetę [...] o stratę zdolności pojmowania rzetelnych świata tego stosunków w ich warunkach rzeczywistych. Jest on na podobieństwo owych wieszczów mitycznej starożytności, którym bogowie w zamian za lutnie do rąk podanie i za poetyckie jasnowidzenie odjęli widzenie przyrodzone i zamknęli oczy na wszystko, co ich z zewnątrz otaczało. Słowacki nie miał zmysłu niczego, co się zwie rzeczywistością. Zrażała go ona ,bo nie była piękna; oburzała go, bo mu nie była zrozumiała”.
Oderwanie się od życia niesłusznie uznanego jedynie za uosobienie zła, źródło udręki i cierpień to podstawowy zarzut fałszywej perspektywy widzenia świata, stanowiącej przyczynę konfliktu miedzy poetą, jego twórczością a życiem. Z tego faktu uczynił Małecki Słowackiemu główny zarzut. Według uczonego poeta nie posiada dostatecznie umotywowanego pozytywnego programu poprawy tej rzeczywistości, którą uważał za złą. Natomiast dewizę walki „ze snem ducha”, z bezczynnością, którą Słowacki głosił, postrzega Małecki jedynie jako ideę ciągłego ruchu, fermentu i parcia naprzód: „...w świecie bohaterów stworzonych przez Słowackiego byłoby nie do zniesienia niweczą oni bowiem spokój i szczęście drugich sami go nie zaznając [...] narobiwszy zamętu, klęsk na drodze swego żywota, przeklinani, przeklinając, kończą marnie jako...ofiary przewrotności świata i zwyczajnej natury ludzkiej”.
Krytykuje także stosunek poety do ludzi i świata, deklarując się jako przeciwnik teorii Juliusza o tłumie i indywidualnościach wybitnych, przewodnich duchach ludzkości. Są one zdaniem Małeckiego nieszczęśliwe i złowrogie dla innych: „ Stawiał [ Słowacki] jako ideały, jako bohatery w swoich dziełach takie natury, które dowodzić miały, jakie to życie jest nędzne, a my sami jacy maluczcy i podli! Choćby to była i prawda, to i jakiż skutek być może takich dowodzeń? Uderzać na błędy, na głupstwa ludzkie...rozumiem. Ale cóż pomoże utyskiwać nad natura człowieka ? My tego nie odmienimy !.”
Surowo krytykując, Małecki dostrzega nieprzeciętny język, styl, wiersz i obrazowanie jakim posługiwał się Słowacki: „Najwięcej jednakże to w pracach Słowackiego podnieść należy, że je owiewa jakiś urok tonu, jakiś czar kolorytu dziwnie poetycznego, który się zresztą usuwa spod analizy. Nie jest to myśl głęboka, nie jest to owa wieszcza mądrość i intuicyjne znawstwo serca ludzkiego, nie jest to wreszcie ani siła woli męskiej, skłaniająca do podziwu w tworach mistrzów pierwszego rzędu. Z tego wszystkiego mało znajdziesz w dziełach, które mamy przed sobą. Ale uderza cię w nich natomiast urok poetycznego na świat spojrzenia”.
Jak łatwo zauważyć, niezależnie od różnic ideologicznych, zgodnie uznawano nieprześcignione i nieprzedawnione mistrzostwo artystyczne Słowackiego. Wyłam w tej zasadzie uczynił Bolesław Prus, z pogardliwą wręcz niechęcią wypowiadając się o poecie i jego utworze W Szwajcarii: „Są to zwykłe gadaniny o uczuciach nie ogólnie ludzkich, ale wyjątkowych, może dobre dla zdenerwowanych symbolistów, ale niesmaczne dla męskiego podniebienia”.
Wcześniej jeszcze pisał: „Anhellii – jak wiele innych utworów Słowackiego, jest stekiem barwnych, a dajmy na to brylantowych wyrazów i zdań, ale prawdy tam nie ma. To nie jest dzieło sztuki, tylko gorączka ślicznych frazesów. Słowacki z naszego języka kopał złoto i diamenty, poprzewracał do góry nogami, potrząsał wzdłuż i wszerz uczucia, ale – robił bigosy, których nie wypada stawiać wyżej od sztuki realnej, bałamucąc tym sposobem nowe pokolenie artystów”.
Wbrew takim głosom krytyki wciąż sukcesywnie powiększało się grono wielbicieli Słowackiego.
Warto przypomnieć wypowiedzi na temat wieszcza , jakie wyszły spod pióra Mariana Zdziechowskiego. Są one charakterystyczne, ponieważ ich autor pod wpływem młodych zasadniczo zmienił swoje poglądy. Wydając w roku 1888 książkę Mesjanisci i słowianofile uważał Zdziechowski, że główną wadą Słowackiego jest marzycielstwo:
„[...] Marzycielstwo jest niebezpieczne, ponieważ paraliżuje wolę, pozbawiając ją gruntu z powodu zupełnej niemożności urzeczywistniania chwiejnych wytworów wyobraźni, nie trzymanej w karbach rozumu”.
Tym samym poezja Słowackiego, z powodu zawartych w niej treści podsyca niebezpieczną predylekcje Polaków do marzeń: „Niemożność dla nas nie istniała, złote marzenia swe pragnął poeta widzieć przekształconymi w czyn, wieszcze nawoływania jego przeniknęły w krew społeczeństwa – stąd donkiszoteria w polityce a mistyka w filozofii i sztuce”.
Nie miał Zdziechowski w ogóle dobrego zdania o Polakach i całym narodzie. Przytoczmy jeszcze jedną jego wypowiedź: „Mickiewicz i Słowacki stojąc na dwóch przeciwległych końcach mesjanizmu, stanowią dwa odmienne, ale równie wykończone i doskonałe typy kierunku wzniosłego i przeto sympatycznego, ale niestety bezpodstawnego. Ta zaś okoliczność, ze dwaj najwięksi polscy poeci byli zarazem najzapaleńszymi wyznawcami mesjanizmu, rzuca jaskrawe światło na charakter narodu i jego historie uczącą, ze nie zawsze umiał iść za głosem rozsądku”.
Opinia krytyka zmieniła się, gdy uświadomił sobie sytuację, z której poezja oraz myśl Słowackiego wyrosła, a na dodatek, gdy stwierdził istnienie wyraźnych analogii między punktem wyjścia romantyzmu i epoki współczesnej. Król Duch wydaje się teraz Zdziechowskiemu poematem, który nie ma sobie równego w literaturze światowej, ani w zastanej rzeczywistości, ani też w chęci przejawianej przebudowy świata. Uważa go za typowy rezultat rozczarowania w wyniku „duchowej katastrofy”, jaką była Rewolucja Francuska. Rehabilitacja filozofii mistycznej dokonuje się u Zdziechowskiego w sposób generalny. Krytyk twierdzi teraz, że wezwanie Boga do walki o szczęście człowieka to pomysł, który nie wystąpił w żadnej innej literaturze, a stanowi szczyt indywidualizmu poezji romantycznej. Atak zawarty w Mesjanistach i słowianofilach i swe dawne sądy uważa teraz za dowód „niezrozumienia i lekceważącego traktowania dzieł jednego z najświetniejszych i najżywszych umysłów, jakie Polska wydała”.
Podobnej ewolucji uległy opinie Józefa Tretiaka, surowego krytyka, niekiedy wręcz paszkwilanta Słowackiego. W 1879 roku określił on poetę mianem „talentu naśladowczego”, wymawiał mu brak silnych wrażeń, brak walki z życiem realnym. Zaatakował powszechnie uznane za arcydzieła: Balladynę, W Szwajcarii, Ojca zadżumionych. Względy narodowo wychowawcze skłoniły Tretiaka do rozprawy, z jego zdaniem społecznie szkodliwym kultem Słowackiego.
W pracy Historia ducha poety i jej odbicie w poezji /1903/, krytyk nie szczędził Słowackiemu złośliwości i szyderstwa, nie cofał się przed gołosłownymi zarzutami i bezpodstawnymi podejrzeniami. Nazwał Słowackiego „patologicznym indywidualistą ze skłonnościami do samouwielbienia”, egoistą i pozerem, zdolnym tylko do miłości przyrody. Artyzm poszczególnych dziel omawiał Tretiak mimochodem, szeroko natomiast rozpatrywał grzechy i niedociągnięcia, ostro wytykając „chorobliwość obrazów i ułomność budowy”. Monografia Tretiaka to dwa niejednolite człony, początkowa krytyka przeradza się w sympatię dla Słowackiego - towiańczyka, ogarniętego ideą miłości i poświecenia dla ogółu, dla Ojczyzny.
Po raz pierwszy Tretiak przedstawił poglądy filozoficzne poety, ukazał ich genezę, rozwój, podkreślił oryginalność. Za pomocą tego klucza wyjaśnił sens wielu niewłaściwie pojmowanych utworów. Dał pierwsza i wnikliwą interpretację poezji Słowackiego tego okresu. Bronił Genezis z Ducha przed sądem Chmielowskiego, doceniał Króla Ducha :
„Ale co przede wszystkim trzeba zaznaczyć dla nauki naszych dzisiejszych nastrojowców, dla których Król Duch jest najwyższym wzorem, że ta niejasność, chaotyczność poematu nigdzie nie jest sztuczna, wyrachowana, poniekąd kuglarską tajemniczością, której sporo było w romantyzmie i jest niemniej w dzisiejszym neoromantycznym symbolizmie, ale była tylko następstwem obłocznej ruchomości wyobraźni Słowackiego...”.
Poezja Słowackiego w końcu rozbroiła niechętnego krytyka.
Jak można się domyślić, praca Tretiaka wywołała żywą reakcję. Protestowano przeciwko początkowym sądom autora. P. Chmielowski pisał: „Mamy do czynienia z pamfletem zabarwionym pozorami mowy krytycznej”. Nagrodzenie pracy Tretiaka przez Akademię Umiejętności w 1905 roku wysoką nagrodą wywołało nową burzę. Lewicowa publicystyka uznała książkę za przejaw polityki kulturalnej obozu stańczyków, którzy propagowali postulaty trzeźwości sądów i realizmu. Protestowało Towarzystwo Literackie im. A. Mickiewicza we Lwowie, poddano nawet pod wątpliwość polskie pochodzenie autora. W. Hahn zakwestionował naukowość większej części książki, okazując jej „publicystyczne a także polityczne cele i potknięcia”, natomiast St. Brzozowski zaatakował filozoficzny kierunek badań literackich.
Odpowiedzią na monografię Tretiaka była książka Wilhelma Feldmana Pomniejszyciele olbrzymów /1907/. Autor dostrzega w pracy romantyków przede wszystkim słuszne pragnienie przekształcenia komórki duszy, a wraz z nią całego świata, w obliczu bankructwa dotychczasowych idei. Słowackiego natomiast postrzega jako: „jednego z największych artystów świata, a największego artystę języka polskiego”. Zdaje sobie również sprawę z niezwykłości duszy, która wyprzedziła swoje pokolenie: „Pozostaje kwestia Słowackiego - człowieka, tragedia Słowackiego, tragedia człowieka opanowanego demonem sztuk i, do którego świat i życie nie chciały, a właściwie nie mogły się dostroić”. Feldman dostrzega charakterystyczne dla Słowackiego przedkładanie wartości uczucia nad wartości rozumowe: „Raz ustaliwszy te kwestię mamy klucz do życia, twórczości poety. Ta kwestia psychologiczna determinuje, nadaje prawo- wszystko inne jest kronikarstwem”. Wiadomości biograficzne, szczegóły zewnętrze i wpływy uważał Feldman za fakty drugorzędne. Ostro krytykował Tarnowskiego, Kallenbacha i Tretiaka, którzy głównie tym się zajmowali. Zaciekli przeciwnicy Tretiaka przeoczyli tylko jedno; oto końcowym latom życia Slowackiego i jego twórczości po roku 1841, którym Małecki poświecił kilkadziesiąt stron, Tretiak poświecił ogromny tom i wbrew własnej niechęci, pobity czarem geniusza, stworzył studium naukowe w miejsce dawniejszej, entuzjastycznej, ale płytkiej wiedzy o Słowackim.
Nietrudno zauważyć, jak niejednolite były oceny Słowackiego zarówno w czasach mu współczesnych, jak i w kolejnej epoce literackiej. Krytykowany przez emigrację, nie rozumiany, ośmieszany, w końcu znalazł słuchaczy i uznanie wśród rewolucyjnej młodzieży. Odę do wolności, Kulik, Hymn przyjęto gorąco w powstańczej Warszawie. Z kolei utwory drukowane w Paryżu przyjmowane były przeważnie nieżyczliwie. Trudno mówić o popularności poety w zaborze pruskim czy rosyjskim dokąd ze względu na cenzurę twórczość poety niemal nie przenikała. Najżywiej interesowano się twórczością Słowackiego na terenie zaboru austriackim, gdzie czasopismo „Rozmaitości” życzliwie informowało w latach 1832-1839 społeczeństwo o twórczości Słowackiego.
Wiadomość o śmierci poety wywołała żywy oddźwięk w byłym zaborze pruskim i b. Galicji. W prasie pojawił się szereg nekrologów, we Lwowie, w kościele Karmelitów, odbyło się uroczyste nabożeństwo żałobne z inicjatywy wielbicieli poety. Głucho natomiast było o Słowackim w prasie polskiej zaboru rosyjskiego. Dopiero w roku 1856 i 1860 Jan Prusinowski w warszawskiej „Gazecie Codziennej” w dwóch artykułach przypomniał społeczeństwu postać poety.
Podczas gdy romantycy dostrzegają jeszcze patriotyczny charakter twórczości Słowackiego, pozytywiści zdają się postrzegać go głównie jako Króla Ducha, genialnego marzyciela - mistyka, odwróconego od świata, by tonąć w niesamowitych mrokach urojeń, rzadko dostrzegało zaś tego, który mimo wszystko „twardo” i „jasno” stał w życiu i promieniował ideami rewolucyjnymi.
Nie jest możliwe ustalenie jednoznacznego stosunku romantyków czy pozytywistów do Słowackiego i jego twórczości, ponieważ takowy nie istniał. Obydwie epoki wybierały z jego dorobku treści przydatne w kreowaniu własnego światopoglądu.
Pozytywiści zdawali się jednak przeczuwać, że przyszłość należeć będzie do tego, którego sytuowano dotychczas na ostatnim miejscu w trójce wieszczów: „Za jego rozigraną fantazją, za niedocieczonymi tajemnicami czy obłędem jego ducha nikt nie poleci - bo to są tajemnice wulkanicznej natury wieszcza, zdolne tylko podobnych sobie pobudzić do lotu: w tym atoli, co jasne i przystępne wszystkim, znajdzie ogół zdrowa karmę, bo wszystko tam, czy miłość, czy gryzący sarkazm, dotyka rzeczywistości, a budzi nie do zaświatowych, bezcelowych marzeń, lecz do zdrowej myśli, za którą postępuje czyn”.

III. III. Młodopolski wizerunek Słowackiego.

U schyłku wieku pojawiła się sztuka masowa, łatwa, nie posiadająca większych ambicji artystycznych, sztuka zastępująca kunszt rękodzielniczy indywidualnego artyzmu. Epoka, wobec, której używano nazwy neoromantyzm , szukając dla siebie miejsca, tradycję romantyczną uznała w samoświadomości teoretycznej za najbliższą sobie duchowo, Młoda Polska przywołując tradycję romantyczną nie zamierzała jednak wprost jej przedłużać, dokonywała raczej niejako jej przestrukturalizowania na własny rachunek. Przede wszystkim znalazła w nim własną historyczną genealogię i praktyczne sposoby walki z demonami współczesności. Ucieczka w stronę irracjonalizmu to równocześnie ucieczka od nieprzyjaznego i wrogiego świata, dążność do odnalezienia racji przeciwstawnych aktualnemu stanowi rzeczy i racji gwarantujących spełnienie tęsknot. W ślad za tym literatura zaroi się postaciami chorobliwymi, pozostającymi na granicy obłędu. Te bowiem tylko jednostki posiadały ułatwiony sposób komunikowania się ze światem nadziemskim. Mówiąc o kultywowaniu tradycji romantycznej w epoce Młodej Polski, należy pamiętać, że funkcjonowały jak gdyby dwa rodzaje romantyzmu: światowy- uniwersalny i polski – narodowy. W pracy o I.Matuszewskim pisał na ten temat Samuel Sandler:
„nawrót do romantyzmu w okresie Młodej Polski i w czasie dlań analogicznym w innych krajach dokonywał się przez nawiązanie do takich tradycji romantyzmu i takich jego kanonów, które w Polsce przejawiały się najsłabiej i napotykały na olbrzymie trudności rozwoju lub tez przejawiały się w opozycji do górujących i hegemonicznych tendencji polskiego romantyzmu[...]. Jeśli w wypadku polskiego romantyzmu akcent nieuchronnie pada na kompleks spraw polityczno - narodowych i społecznych [...], to w bardziej uniwersalnej charakterystyce romantyzmu europejskiego akcent pada na problematykę filozoficzno-światopoglądową, estetyczną, filozoficzno-moralną”. W zakresie ogólnoeuropejskiego czy też „uniwersalistycznego” romantyzmu mieszczą się takie problemy jak: irracjonalizm, pesymizm, tendencje indywidualistyczne a nawet egotyczne, kult podświadomości i tajemnicy, zawierający niekiedy elementy satanizmu. W tej wersji zostaną także zaakceptowane wszelkie przekonania o wyjątkowej roli artysty i sztuki. Artysta jest w tym rozumieniu wyższym gatunkiem człowieka i z tej racji nie podlega normom społecznym ustanowionym dla przeciętnego ogółu, jest też prorokiem i rewelatorem tajemnych praw świata duchowego, kapłanem – absolutu. Ten rodzaj romantyzmu kultywowali młodopolanie pomijając wypracowany przez polski romantyzm, specyficzny nurt narodowy, w którym dominującym motywem był nakaz służby narodowej.
Nie problemy społeczne i narodowe, problemy III Dziadów, spisku koronacyjnego z Kordiana, rewolucji społecznej z Nie-Boskiej uznane zostały przez Młodą Polskę za najtrwalsze i najistotniejsze elementy romantycznego światopoglądu. Akcent położono na burzliwej miłości Gustawa z IV cz. Dziadów, problemach moralnych cz. II, egotyzmie i znużeniu światem, kwestionowaniu systemu wartości ludzkich i religijnych przez Kordiana z aktu I i II dramatu Słowackiego, pogoni Męża za złudą marzenia i poezji w dramacie rodzinnym Nie-Boskiej.
Tutaj za najbardziej reprezentatywnego nosiciela indywidualizmu romantycznego uważano Słowackiego. Słowacki modernistów, Słowacki młodopolski, to autor dramatów mistycznych takich jak Ksiądz Marek i Sen srebrny Salomei, a przede wszystkim Słowacki z okresu genezyjskiego, mówiący o kosmogonii i wędrówce Ducha przez kolejne wcielenia, autor Genezis z Ducha i Króla Ducha.
Charakter recepcji Słowackiego w modernistycznej fazie Młodej Polski trafnie określa H. Floryńska pisząc ,iż : „Wartość recepcji Słowackiego jako geniusza - artysty to wartość osobowości zbudowanej na antynomiach, osobowości dialektycznej obejmującej >>świętość i zbrodnię<<, cierpiącej. Słowacki, szukając oparcia tylko we własnej duszy, wyraża w sztuce całe uniwersum psychiczne jednostki twórczej, wyraża byt w jego rozdarciu i sprzeczności. Jako artysta tworzy przez to wyższą /niż Mickiewicz/ syntezę metafizyczną, jako indywidualista składa z siebie większą ofiarę ludzkości, nie cofając się przed przeżyciem grozy i cierpienia istnienia, jako prawodawca stawia większe wymagania społeczeństwu, ukazując walkę i ból jako konieczność w drodze do doskonałości.”
W takim to Słowackim przeglądała się Młoda Polska. W świadomości ówczesnego pokolenia reprezentował on indywidualistyczny i „uniwersalistyczny” polski romantyzm, tak jak Mickiewicz stawał się uosobieniem „służebnej”, polskiej wersji tego prądu.
Prawdziwą wielka gloryfikacją Słowackiego – artysty stało się studium Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka, któremu poświęcę IV rozdział swojej pracy. Wprawdzie Matuszewski już w 1892 roku w artykule: Doktryny współczesnego spirytyzmu i okultyzmu a mistyka Słowackiego rewaloryzował indywidualizm, emocjonalizm, mistykę i symbolizm - te stany romantyzmu, które traktowane były z rezerwą i niechęcią, ale dopiero teraz jego przemyślenia przybrały skończoną formę.
Równie ważną rolę w dyskusji o Słowackim odegrał Wincenty Lutosławski, europejskiej sławy znawca Platona. Podstawą systemu filozoficznego Lutosławskiego było „odkrycie jaźni” , inaczej mówiąc twierdził, iż „dusza ciała żyć będzie w różnych wcieleniach”. Teoria jaźni została przez niego włączona w system teorii ewolucji i tu za swego protoplastę uznał właśnie Słowackiego.
Zestawiając teorię ewolucji Słowackiego, zawartą w Genezis z Ducha, z teorią ewolucji Darwina, widział Lutosławski wyższość polskiego poety w duchowości, która była „naczelnym źródłem wszystkich zmian w wewnętrznych, materialnych warunkach i kształtach”. Skoro zaś Darwin uważał, iż czynnikiem decydującym o ewolucji jest nacisk okoliczności zewnętrznych, konstruując tym samym teorię genezis z ciała, to teoria Słowackiego jest nauką genezis z ducha, nauką o nacisku ducha na kształt zewnętrzny.
Przezwyciężenie przez Lutosławskiego materialistycznego sensu ewolucjonizmu Darwina wywodzi się, podobnie jak źródło filozofii genezyjskiej, z przekonania, iż prawa natury mogą być zmienione przez siłę ducha. Słowacki twierdził przecież, że postęp świata jest ciągłym łamaniem praw, to właśnie przełamywanie prawa natury stanowi o postępie. W naturze ducha leży potrzeba wychodzenia ponad samego siebie, doskonalenia się, potrzeba, która nie posiada innej przyczyny niż ta, która tkwi w samym duchu. Trwałość kształtu jest wroga rozwojowi. Postęp jest możliwy jedynie w chwili gdy duch zrzeknie się trwałości kształtu, gdy zgodzi się by ziemskie kształty były przejściowe, nietrwałe. Warunkiem postępu musi być śmierć, ofiara pojęta jako wyzwolenie z martwych form .W związku z tym istotą wszelkich ewolucyjnych przemian jest dla Słowackiego cierpienie, tragedia, rozpacz. Tego jednak aspektu filozofii genezyjskiej Słowackiego Lutosławski nie podejmuje. Skupia się na twierdzeniu, że wszystko z ducha i dla ducha, nic nie istnieje dla celu ziemskiego, Bóg zaś jest sprawiedliwy a duchy są same winne swej doczesnej nędzy.
To raczej druga z przesłanek filozofii genezyjskiej była mu szczególnie bliska. Słowacki twierdził mianowicie że konieczna faza ewolucji jest naród, to przez naród jako zbiorowość musi przejść duch, by osiągnąć dalszy stopień rozwoju. To była teza nie tylko Króla Ducha, ale i mesjanizmu narodowego. Skoro człowiek w wyniku duchowej ewolucji staje się podobny do Boga, zyskuje jego siłę. Ostatecznym celem genezyjskiej filozofii Słowackiego był ideał Polski; ideał pozostawienia całkowitej swobody wszelkim duchom, ich twórczość jest warunkiem rozwoju, lecz musi mieć zapewnioną taka formę społecznej egzystencji, która by nie hamowała jego rozwoju.
Polska, która posiadała niegdyś system społeczno -prawny zapewniający wybitnej jednostce twórcza swobodę, jest krajem, gdzie: „żaden wyższy duch nie będzie ulegał niższemu”, można wiec przypuszczać, że w naszym społeczeństwie istnieją warunki pozwalające na hodowlę Królów Duchów. Jaźnie duchowe posiadają w polskim społeczeństwie stara, bogatą, ewolucyjną przeszłość, dlatego Polsce, względnie polskim Królom Duchom, przypadnie w udziale zbawienie nie tylko własnego narodu, ale i innych narodów świata. Podstawową ambicją Lutosławskiego było stworzenie filozofii narodowej, system ewolucyjny zawierał wszystkie przesłanki takiej filozofii.
Lutosławski twierdził, że narody są duchowymi indywidualnościami, a dążeniem każdego narodu winno być kształcenie własnych, indywidualnych cech, bowiem tylko naród posiadający świadomość własnej odrębności duchowej, może spełnić misję dziejową całej ludzkości: „Celem rozwoju zarówno jednostek jak i narodu jest geniusz i świętość, czyli moralna doskonałość”.
Teoria ewolucji spirytualistycznej Lutosławskiego opiera się na tych samych przesłankach co teoria zawarta w Genezis z Ducha Słowackiego. Zahamowanie ewolucji ku doskonałości jest w jednym i drugim wypadku funkcją grzechu. Mówiąc o Lutosławskim, nie sposób pominąć Eleusis, czasopisma zrzeszającego wyznawców „sprawy”, którego był założycielem. Członkowie tego ugrupowania zakładali, że źródłem postępu jest wola i działanie jednostek wybitnych, które miały pełnić misję przekształcania społeczeństwa w społeczeństwo doskonałe. Tom V Eleusis poświęcony został Juliuszowi Słowackiemu w stuletnia rocznicę urodzin wieszcza. Redaktor w artykule wstępnym pisał: „Nieliczna do tej pory gromadka wielbicieli J.Słowackiego wiedzie już całe zastępy z tysięcy nawróconych złożone, idące za wozem zwycięzcy, nieustannie rosnące w liczbę i zapał dla tego Wodza-Ducha narodowego; tymczasem niechętni topnieją, jak śnieg od rażących wiosennych promieni słońca[...]”.
W tym samym tomie ogłosił swój szkic pt. Trud Słowackiego St.Pigoń. Ten znakomity polonista twierdził, iż należy: „ ...uświadomić sobie z cała mocą, z całym poczuciem odpowiedzialności, że poza wieszczami nie masz dla nas życia, że przez nich wskazana droga jest jedyną w przyszłość, ku odrodzeniu, wyzwoleniu[...]Ludzkość wyprowadzić na drogę
>>Prawdy<<, która jest mocą najwyższą i najszczytniejszą miłością, nauczyć ją życia wyższego- toć to posłannictwo nasze, polskie”.
Wśród artykułów znajdujących się w e wspomnianym tomie na uwagę zasługuje również studium Tadeusza Strumiłły zatytułowane: Pojęcie Boga u Słowackiego, które jest próbą obrony Słowackiego przed zarzutem odstępstwa od zasad kościoła katolickiego.
Teoria egzaltacji pojęta jako punkt wyjścia dla obudzenia duszy z letargu i zespolenie jej z absolutem, bliska jest podobnie jak Elsom – Tadeuszowi Micińskiemu. W odczycie wygłoszonym we Lwowie w marcu 1905 roku pod tytułem: Król Duch-Jaźń, poemat Słowackiego, dowodził:
„Król Duch Słowackiego to najwyższy i najpiękniejszy kościół gotycko-słowiański w Polsce[...]. Napawa nas wiara w ideę olbrzymiego przemienienia i w to, ze Polska zwycięży w walce o nieśmiertelność”.
Miciński wierzy w prometejskość człowieka, upadki i zwycięstwa to dowód jego wielkości. Wierzy także w systematyczną pracę wewnętrzną, która uformuje nowy typ nadczłowieka, panującego we wszechświecie.
Apogeum badań nad twórczością Słowackiego przypadnie na rok 1909, gdy stulecie urodzin poety spopularyzuje szeroko jego życie i twórczość. Wtedy podobnie jak w roku 1899 / 50 rocznica urodzin i 90 zgonu/, uroczyście obchodzono dni poświecone pamięci wieszcza.
W roku 1899 mnożyły się wydania utworów Słowackiego, wystawiano liczne przedstawienia teatralne jego dzieł, odsłonięto pomnik dłuta Władysława Marcinkowskiego w Mirosławcu – pierwszy zresztą pomnik Słowackiego na ziemiach polskich / uroczystość tą zaszczycił swoja obecnością Henryk Sienkiewicz wygłaszając okolicznościowe przemówienie/, teatr krakowski pod dyrekcją Józefa Kotarbińskiego wystąpił z premierami Złotej Czaszki i Kordiana. Wspomnieć też warto o wydanych w tym roku Pismach Słowackiego pod redakcją Piotra Chmielowskiego, w czterech tomach, gdzie uwzględniono również pisma pośmiertne.
W roku 1909 dorobek prac dotyczących Słowackiego jest już wtedy tak duży, że B. Gubrynowicz po uroczystym posiedzeniu Zjazdu im. J. Słowackiego we Lwowie, ogłasza broszurkę, podsumowującą stan badań nad twórczością poety, Wiktor Hahn układa Bibliografię ,liczącą 5030 pozycji. O gigantycznych rozmiarach uroczystości w tym jubileuszowym roku zapoznaje książka tegoż autora pt. Rok Słowackiego .Księga pamiątkowa obchodów urządzonych ku czci poety w roku 1909. /Lwów 1911, stron 394/. Z ważniejszych wydawnictw tego roku nie sposób pominąć < Dzieł> J. Słowackiego, wydanych staraniem B. Gubrynowicza i W. Hahna, i wreszcie wydanej staraniem młodzieży lwowskiej pozycji pt. Cieniom Juliusza Słowackiego. Podobnie jak wcześniej w centrum zainteresowania staje głównie dorobek okresu mistycznego. Widać to w znamiennej publikacji Księdze pamiątkowej ku uczczeniu setnej rocznicy urodzin J.Słowackiego /t. I-II , Lwów 1909 /, gdzie czytamy za Józefem Kantorem: „Mistycyzm podnosił potęgę ich /wieszczów/ uczciwości i natężenie wyobraźni, wypełniał ich utwory rodzajem świetlnego fluidu dziwnych odcieni i barw. Ich poezja odziewała się dzięki nim, w blaski nadzwyczajne, choć straciła na prawdzie ziemskiej, codziennej, zwyczajnej”.
Wzorem poety romantycznego jest dla Kantora Słowacki, właśnie w okresie mistycznym, kiedy najdosadniej wyrażał swa pogardę dla świata zewnętrznego, jednocześnie dążąc do doskonałości duchowej.
Podobnego zdania jest Józef Wiśniowski, dla którego dominującą właściwością poglądów Słowackiego jest pogarda dla „przyziemności”, rwanie się w błękity, by doświadczyć wzruszeń, jakich nie daje szara, smutna ziemia. Interesujące są tez inne rozważania autora. Twierdzi bowiem Wiśniowski, że to pod wpływem Słowackiego dokonał się zwrot we współczesnej poezji; „Wpływ jego da się odczuć w każdym dziele, w każdym poecie wstępującym w szranki”.
Rzeczywiście współcześni poeci pod wpływem Słowackiego zajmują się formą, żywiąc niechęć do opisywania rzeczywistości. Marek Piekarski w szkicu Mistrzostwo formy u Juliusza Słowackiego, mówił wprost o „nowoczesności” języka romantycznego poety, ukazywał na przewagę rzeczowników „zmysłowych” nad „umysłowymi”. Z kolei w artykule M. Janika pt. Próba syntezy , poznajemy Słowackiego, który podjął sprawę nadczłowieka daleko wcześniej niż Nietzsche. Był znawcą relacji kobieta-mężczyzna, zajmował się miłością kazirodczą, zdradą małżeńską, miłością „czystego” człowieka do prostytutki, miłością kazirodczą ojca do córki. W sumie wszystkie nienormalności stosunku erotycznego, stanowiące tak znamienne dla modernizmu zainteresowanie tematyczne, miały swojego prekursora w Słowackim. To on jest również, zdaniem Janika, propagatorem zainteresowań i rozwiązań psychologicznych charakterystycznych dla współczesnej literatury.
Generalnie można wyróżnić trzy przyczyny, które spowodowały entuzjastyczne przyjęcie twórczości Słowackiego przez młodych. Pierwsza z nich to pokrewieństwa światopoglądowe przeanalizowane przez Matuszewskiego. Po drugie pokrewieństwa w technice pisarskiej, w kierunku poszukiwań rozwiązań artystycznych. Po trzecie wreszcie podobieństwa sympatii tematycznych i rozwiązań w dziedzinie erotycznej i psychologicznej.
Uderzające jest w tych wszystkich rozważaniach, że początkowo właściwie nie dostrzegano zaangażowania Słowackiego w problematykę patriotyczną, w sprawę polską. Słowacki traktowany jest konsekwentnie jako poeta apolityczny i aspołeczny, jako myśliciel i artysta.
To właśnie takie przekonanie stało u podstaw książki J.G.Pawlikowskiego . Autor bada filozofię Słowackiego uwypuklając apolityczny charakter jego systemu myślowego i wskazuje właściwości światopoglądu autora Genezis, które można uznać za wspólne ze sposobem rozumowania współczesnych. Pawlikowski podkreślał jedno z głównych założeń mistyki, jakoby dusza ludzka była częścią duszy Bożej, a tym samym ludzkość istnieje tylko po to, aby wydać nadczłowieka.
Sposób rozumienia Słowackiego charakterystyczny dla „młodych” reprezentują także dwa główne studia poświęcone Królowi Duchowi. Autorem pierwszego był Jerzy Żuławski, drugie napisała Stefania Tatarówna. J. Żuławski opublikował swoje studium O Królu Duchu w tomie Prolegomena w roku 1902. Jego praca obrazuje kierunek ówczesnych poszukiwań analogicznych cech między tęsknotami współczesności a jej duchowym ojcem, Słowackim.
Żuławski dostrzega wyraźną aktualność koncepcji skrajnego indywidualizmu stworzonego przez Słowackiego, równocześnie zadaje sobie pytanie czy owa koncepcja jest możliwa do zrealizowania. Negatywna odpowiedź doskonale współbrzmi ze znanymi tezami, lansowanymi przez twórców literatury Młodej Polski, poczynając od Forpoczt ewolucji psychicznej na artykule z Chimery pt. Los geniuszów kończąc. Wszystko co wybitna indywidualność wypracuje, szybko staje się własnością mas, w ten sposób indywidualność natychmiast ginie.
Podjęta przez Słowackiego i Młoda Polskę walka o prawa jednostki wybitnej, o los geniusza jest immanentnie tragiczna. Zawdzięczając wszystko swoim genialnym synom, ludzkość obchodzi się z nimi bezwzględnie, niszczy, unicestwia.
Podobny tok wywodów podejmuje S. Tatarówna. W studium Słowacki i Nietzsche , wskazuje na analogię między myślą Słowackiego a Nietzschego, ostatecznym jednakże celem polskiego romantyka czyni dobro społeczne a nie dobro jednostki- nadczłowieka. Jest Tatarówna w odróżnieniu od Żuławskiego autorką, która wskazuje ostatecznie na związek idei Słowackiego z sytuacją polityczną Polski. Wkrótce odzywają się podobne głosy. Zapoczątkowany przez wyznawców „czystego piękna” kult Słowackiego, to zagadnienie myśli współczesnej, zagadnienie swobody, a co za tym idzie konieczność przygotowania Polski do samodzielnego bytu narodowego.
St. Pigoń analizując myśl Słowackiego o syntezie Życia, Piękna, Religii, widzi w poecie przede wszystkim myśliciela, którego zajmowała struktura moralna narodu polskiego. Bo „[...] Słowacki nie tylko do wzruszeń nastraja, nie tylko uczy ustawiać wysoko osobista godność, lecz także jest mieczem i tarczą za sprawę wolności Ojczyzny i postępu całego świata” , jak wyznawała redakcja Eleusis .
Generacja młodych czciła nie tylko mistycyzm ducha ale też ducha „wiecznego rewolucjonistę”, przeciwnika wstecznictwa i stagnacji, wierzącego, że ludy „ jak łańcuch żurawi idą w postęp”.
Wśród wypowiedzi i prac , wydanych w roku 1909 nietrudno wskazać na takie, które potwierdzają tezę Elsów. Michał Sokolnicki tytułuje swoją książkę w znamienny sposób: Juliusz Słowacki, wychowawcą narodowym , Michał Janik we wspomnianym już wcześniej artykule pt. Próba syntezy stawia miedzy innymi tezę, że Słowacki uważał za przyczynę klęski narodowej „niedopełnienie sprawiedliwości społecznej”, Uczniowie Wszechnicy Lwowskiej wydają w tym samym roku publikację: Cieniom Juliusza Słowackiego, rycerza napowietrznej walki, która się o narodowość naszą toczy /Lwów 1909/. T.Dąbrowsk , wybitny krytyk debiutujący pod koniec okresu Młodej Polski pisze: „W Słowackim widzieć należy życie, tryskające i po długie czasy niewyschłe źródliska narodowej energii”.
Należy pamiętać, że zwracając się ku Słowackiemu jako swojemu patronowi, moderniści konstruowali swój własny model poety. Znamiennym świadectwem są wspomnienia młodzieńcze Boya: „Nowa nutę wniósł przyjazd Przybyszewskiego [...] w czasie gdy mówiło się o Beniowskim, Nowej Dejanirze, Złotej Czaszce, on uwielbiał Słowackiego twórcę Genezis z Ducha, Listu do Rembowskiego, Króla Ducha. Resztę z właściwą sobie ekskluzywnością, ignorował.
Mało skłonna do myślenia metafizycznego, natura polska w modernizmie wspina się na wyżyny. Cała praca duchowa obraca się wokół problemu przebóstwienia człowieka. Ludzie tej epoki to rewolucjoniści mający poczucie, że wszystkie wartości obowiązujące dziś świat współczesny, z jego cywilizacją, kościołem, ustrojem, wszystko to zbankrutowało a nowy świat musi się na nowo stworzyć, przede wszystkim z wewnątrz, z ducha.
Oto fragment przemówienia S.Twardowskiego z 1909 roku: „Imieniem nauczycielstwa [...] mam zaszczyt wypowiedzieć słowa hołdu dla ducha, który lat temu sto na świat zstąpiwszy, odtąd mieszka między nami, chociaż ciałem dawno już od nas odszedł”.


Z przedstawionego przeglądu opinii o Słowackim wynika niewątpliwie, iż zasadniczy kierunek interpretacji jego dorobku inspirowany był potrzebami duchowymi modernizmu. Przeważająca większość interpretacji dotyczy spuścizny Słowackiego z okresu mistycznego. Poza małymi wyjątkami abstrahuje się niemal zupełnie od treści politycznych czy patriotycznych, pomijając takie utwory jak Kordian czy Lilla Weneda. Intencją komentatorów jest zgodnie z zapotrzebowaniami epoki dążenie do obwarowania wyjątkowej pozycji artysty argumentami czerpanymi z teorii o roli oraz prawach geniusza. Autorytet Słowackiego stanowi tutaj argument za słusznością, zasadniczością współczesnej niechęci do świata i zrodzonego z niej kultu romantycznego indywidualizmu oraz kultu dla artysty - geniusza, odsłaniającego człowiekowi zwykłemu nowe horyzonty, otwierającego ludzkości tajemnice Bytu.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2017 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.