X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer: 36108
Przesłano:

Scenariusz przedstawienia bożonarodzeniowego

• PIOSENKA „CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA”
• PIOSENKA „HEJ, LUDZIE, IDĄ ŚWIĘTA...”

• KRÓTKA PRZERWA, „DRIVING HOME FOR CHRISTMAS”

/Przygotowanie do wyjazdu; pakowanie walizki – ubrania, prezenty, zabieranie ostatnich rzeczy przed podróżą – pieniędzy, dokumentów; poprawienie wyglądu przed wyjściem – krawat, kaszkiet, płaszcz itp.; bohater zwraca się do publiczności/

• /ściszona muzyka/ „DRIVING”...

R.: Nie planowałem tego. Naprawdę nie planowałem, że znów tutaj zawitam. Ale niejednokrotnie już się przekonałem, że planowanie przyszłości odziera mnie z poczucia pewności i bezpieczeństwa... już dziś. Bo co, jeśli jutro w ogóle nie nadejdzie? Cóż warta chwila, która właśnie mija i następna, czekająca pospiesznie w kolejce? Dlatego w tym roku nie pla-no-wa-łem. W tym roku... po prostu wziąłem sobie wolne. Spakowałem się; parę drobiazgów /wskazanie na walizkę/ i ruszam w drogę. Chcę spędzić z bliskimi trochę czasu. Z rodziną, z przyjaciółmi... Kocham ich; nadal ich kocham, mimo że minęło sporo czasu... A... co może być ważniejszego w święta? /Patrzy na zegarek/ No to ruszam. Życzcie mi powodzenia!

/Wychodzi z domu; /DAĆ PARAWAN/ ma jeszcze trochę czasu; siedzi na ławce do końca wypowiedzi narratora, czyta gazetę, folder świąteczny, *potem rusza w drogę, przechadza się po rynku/

KRÓTKA PRZERWA, CISZA, *„SOMEWHERE IN MY MEMORY”

NARRATOR: Nasz bohater za chwilę wyruszy w drogę, choć nie wie jeszcze, jak długa i trudna ona będzie. Ale o tym... może za chwilę, bo... przepraszam... pozwólcie, że się przedstawię. Jestem skromnym narratorem tej opowieści. Nikim ważnym. Nie będę się narzucał. Usiądę sobie z boku i będę się tylko przyglądał. Wy też oglądajcie. Oglądajcie i słuchajcie /pauza/ historii o poszukiwaniu miłości i zrozumienia, o szczerości i bliskości, a może... o czymś jeszcze?

• MUZYKA GŁOŚNIEJ „SOMEWHERE IN MY MEMORY”

/Robert kupuje choinkę (jedna osoba sprzedaje), dokupuje prezenty, bombki (targ - druga osoba, która ma kiermasz)/

• /PARAWAN WZIĄĆ/, MUZYKA CISZEJ, DZWONEK, PUKANIE DO DRZWI

/drzwi otwierają się/
ROBERT: /po chwili/ No to... jestem.
MATKA: No, to widzę... Cześć, synku.
ROBERT: Muszę przyznać, mamo, że wprawdzie liczyłem na ciepłe powitanie, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Czy mogę wejść?
MATKA: Tak, naturalnie. Witaj (3*pocałunek). Wejdź, rozpakuj się. Może zaparzę herbatę? A może zjadłbyś coś. Rozgość się, a ja pójdę ci coś przygotować do kuchni.

• /WYJŚCIE ZA DRZWI matki/, „SOMEWHERE...”

NARRATOR: I poszła. Nasz bohater, początkowo trochę niepewny, szybko odzyskał... wiarę w to, że marzenia czasem się spełniają, a ludzie... ludzie szczerze i wiele sobie wybaczają. Mimo że spodziewał się innego powitania swojej dawno niewidzianej matki, nie dał po sobie poznać żalu i rozczarowania. Nasz bohater przez moment nawet poczuł się jak dawniej, kiedy był małym, kochanym przez wszystkich chłopcem; kiedy miał jeszcze nadzieję, że gdy dorośnie, magiczny czas świąt Bożego Narodzenia będzie się zdarzał częściej niż raz do roku.

• WYŁĄCZYĆ MUZYKĘ

/Wchodzi matka z herbatą i poczęstunkiem; siedzą przy stole/

ROBERT: Dziękuję za herbatę. Mamo, a gdzie tata?
MAMA: Tata? Hmmm.... Tata... Taty nie ma.
ROBERT: Jak to nie ma? Mamo, czy tacie coś się stało?
MAMA: Stało, stało... Nie, właśnie nic się nie stało! Od 30 lat mam poczucie, że zupełnie nic się nie stało w moim życiu takiego, abym mogła je nazwać szczęśliwym i spełnionym. Dlatego miałam już tego wszystkiego po prostu, najzwyczajniej w świecie dość!
ROBERT: Ale jak to dość? Mamo, o czym ty mówisz?
MATKA: Widzisz, synku, wy z ojcem zawsze mieliście ze sobą wiele wspólnego. On też nigdy zbyt dużo nie widział, a i zrozumienie nie było jego najmocniejszą stroną. Jedyna różnica między wami polega na tym, że w twoim przypadku to ty okazałeś się tym, który postanowił swojego szczęścia szukać poza domem rodzinnym, a w naszym przypadku, to ja ułatwię ojcu decyzję i po prostu odejdę. Nie mam już siły, synu, całe życie odbijać się od ściany. Wiesz, nagle zaczęło mnie to strasznie uwierać, a może nawet boleć...
ROBERT: Mamo, ja nic z tego nie rozumiem.
MAMA: No właśnie o tym mówię. On też nie rozumiał, patrzył i nie widział. Niby czasem wydawało się, że nawet słucha, ale tak naprawdę niewiele do niego docierało. Co to za życie? Ja już naprawdę miałam dość!
ROBERT: Ale co teraz, co ze świętami? Zawsze spędzaliśmy je razem.
MAMA: Zawsze nie oznacza wiecznie. A co do świąt, no cóż... Ja już mam pewne plany, ale... wybacz, nie przewiduję w nich męskiej części naszej rodziny, choć nie jestem pewna, czy określenie „męskiej” jest tu akurat na miejscu.
ROBERT: A ja?
MAMA: Co ja? Nie było cię kilka lat, Robercie. Nie interesowało cię ani to, co dzieje się z nami, twoimi rodzicami, ani jak się ma twoja żona czy dzieci.
ROBERT: Ich też chciałem odwiedzić...
MAMA: Odwiedzić? Teraz? Przepraszam cię, ale... nie mogę już dłużej z tobą rozmawiać. Za chwilę mam samolot i nie zamierzam się na niego spóźnić. Powodzenia, synku.
/*Żegna się, bierze walizkę, odwraca się, podnosi rękę, wychodzi – drugie drzwi. Robert na chwilę jeszcze krząta się zdezorientowany po domu, po czym wychodzi – drzwi przy ławce; /DAĆ PARAWAN/

*„WHAT THE WORD NEEDS NOW”; ŚCISZENIE PODCZAS WYPOWIEDZI NARRATORA

NARRATOR: I poszli. Każdy w swoją stronę, choć tak naprawdę droga, którą wybrali, była do siebie bardzo zbliżona. Ich wspólnym celem była ucieczka; pozostawienie za sobą wszystkiego, co choćby w najmniejszym stopniu mogłoby im przypominać tę drugą osobę. Ale nasz bohater nie poddał się. Miał przecież swoją rodzinę. Jedynym problemem... był znów czas, który zweryfikował wiele pragnień i oczekiwań. Nasz bohater pozostawił kiedyś swoją rodzinę. Początkowo na chwilę; mówił, że wychodzi do sklepu. Ale chwila zamieniła się w 365 długich, samotnych, pozbawionych sensu dni. A potem, potem już nikt niczego nie liczył i na nic nie czekał.

/WZIĄĆ PARAWAN/; PUKANIE DO DRZWI. Otwiera zdziwione dziecko/

ROBERT: Cześć mały... /z radością i wzruszeniem/
SYN: Dzień dobry... Kim pan jest?
ROBERT: Bartuś, nie poznajesz mnie?
CHŁOPIEC: Mama zabroniła mi rozmawiać z nieznajomymi i wpuszczać ich do domu.
/z oddali, z kuchni/

MAMA: Bartusiu, z kim tam rozmawiasz? Zamknij drzwi, bo zmarzniesz.

SYN: Kim pan jest?
ROBERT: Jestem... jestem twoim tatą...

/Przychodzi Bartek do kuchni/
SYN: Mamusiu, przyszedł jakiś pan.
ŻONA ROBERTA: Jaki pan?
BARTEK: Nie wiem, mówi, że nazywa się... tata

• „WHAT THE WORD NEEDS NOW” – fragm.
/Wchodzi Robert, Bartek powoli wycofuje się, siostra go woła do zabawy/
ŻONA: Robert??! Co ty tutaj robisz??
ROBERT: Witaj, Aniu. Byłem niedaleko i chciałem... Pomyślałem, że... może to jest dobry czas, aby spędzić go znów razem? Tyle o tym mówią teraz. Wiesz, magia świąt - wszystko może się zdarzyć.
ŻONA: Wszystko może się zdarzyć? Razem?? Dlaczego używasz słów, których znaczenia zupełnie nie znasz? Nie było cię dwa lata. Dwa okropne, najgorsze i egoistycznie ciągnące się lata, a teraz nagle przychodzisz i myślisz, że wszystko naprawisz?
ROBERT: Aniu, pozwól mi wyjaśnić. Wtedy, gdy to się stało, gdy nas zostawiłem, nie byłem sobą. Bałem się, że nie sprostam , że nie będę dość dobrym mężem, ojcem. Zagubiłem się.
ŻONA: Zostawiłeś mnie. Zostawiłeś nas, tak po prostu!
ROBERT: A potem zostawiłem samego siebie – wśród lęku, niepewności, braku wiary, a przede wszystkim wśród ogromnego poczucia winy. Ale jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę...
ANNA: Nie wiem, Robercie, muszę to przemyśleć. Boję się, jak zareagują dzieci...

• „WHAT THE WORLD...” /GŁOŚNIEJ/
Bohater podchodzi do dzieci, wita się z nimi, po cichu wyjaśnia coś, podaje klocki; dzieci uśmiechają się, podchodzi żona Roberta i przygląda się wszystkiemu z boku/

ŻONA /do Roberta/: Usiądź, zagrzej się. Straszny dziś ziąb na dworze. /Robert kiwa głową, bierze dzieci za rękę, ściąga płaszcz. Siadają do stołu./

• ŚCISZONA MUZYKA „SOMEWHERE”

NARRATOR: Niesamowita kobieta. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak zachowałbym się na jej miejscu. Nie wiem, czy umiałbym wybaczyć; przyjąć na nowo; usiąść razem przy wigilijnym stole na przekór... wciąż obijającym się o siebie kawałkom serca.

ŻONA: Posłuchaj, Robercie, było miło, ale robi się już późno, dzieci muszą iść spać...
BARTUŚ: Mamusiu, a czy pan – tata jeszcze nas kiedyś odwiedzi?
SIOSTRA: Jeśli nie zapomni /przytula brata/
ROBERT: Obiecuję, że jeśli tylko mama się zgodzi, na pewno jeszcze się spotkamy.
/Wstaje, zabiera swoje rzeczy, walizkę, kieruje się w stronę wyjścia/
Bądźcie grzeczni i opiekujcie się mamą. I jeszcze jedno. Widziałem, że pod choinką ktoś zostawił dla was prezenty.
SIOSTRA: Tato, ale my wiemy, że prezenty nie są najważniejszym elementem naszego życia.
ROBERT: Teraz i ja to wiem, córeczko.
/do żony/ - Dziękuję za wszystko. Mam nadzieję, że mimo wszystko, nie myślisz o mnie aż tak źle. Do widzenia. /Robert wychodzi za drzwi. Żona podnosi tylko rękę na pożegnanie, dzieci przytulają się do mamy, obejmują ją, machają tacie; /DAĆ PARAWAN/./
• ”NADZIEJA” SOUND’N’GRACE /NA TLE MIASTA/ - wykonanie piosenki przez uczennicę i ucznia.

Robert idzie zagubiony, siada na ławce obok narratora – cały czas go „nie widzi”. Narrator spogląda na Roberta i patrzy w tym kierunku, co on; Robert jeszcze przez chwilę obserwuje rodzinę z boku; mama z dziećmi uśmiecha się, bawi... /”z boku” miasta//

• ŚCISZONA MUZYKA „SOMEWHERE”

NARRATOR /wzrusza ramionami, wstaje/: Szczerze mówiąc i ja miałem nadzieję, że tym razem Robert zagości w końcu gdzieś dłużej. Jak widać, czasu nie da się tak łatwo oszukać i – wbrew pozorom – nie zawsze leczy rany. Czasem tylko nieco je zabliźnia. Stają się bledsze i na szczęście mniej widoczne na zewnątrz. Bo ślad, który zostawiają w środku, może przypominać o nich długie lata; czasem nawet całe życie...

/DAĆ PARAWAN/,
• „CICHA NOC” instr.
Robert jakiś czas chodzi po ulicy, ogłada ludzi, którzy się uśmiechają, przytulają, cieszą świętami.

• „BYŁEM SAM” – wykonanie piosenki przy akompaniamencie przez dwie uczennice.

/WZIĄĆ PARAWAN/

W końcu wraca do domu, otrzepuje się ze śniegu, rozbiera. Zastaje pusty stół, leżącą choinkę, patrzy z żalem na wszystko wokół niego. Siada smutny przy pustym stole. Zwraca się do publiczności...

ROBERT: Myślałem, że życie zawsze przewiduje dla nas najlepszy, wymarzony wręcz scenariusz, a los obdarowuje wyśnionymi darami od tak. Ale to nieprawda. Życie daje nam tyle, ile – wg niego - jesteśmy w stanie unieść. /po chwili/
Nie zawsze jednak dostrzega to, że już dawno zabrakło nam sił... /Bierze koc, siada skulony, wpatrując się w okno/
NARRATOR: I kiedy wydawało się, że tego dnia nie wydarzy się już nic, co sprawi, że miłość, bliskość i zrozumienie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki staną się obecne w życiu Roberta, a on sam zrozumie, że nic od losu nie jest dane nam raz na zawsze; że należy o to dbać i pielęgnować z największą pokorą, nagle... wydarzył się cud.
• /Światłość – blask gwiazdy, pukanie; zza drzwi wychodzą śpiewające „PIERWSZĄ GWIAZDĘ” – mama z tatą z pierwszych drzwi, z drugich – żona z dziećmi; zaskoczenie i radość Roberta. Potem wszyscy siadają przy stole – częstują się, dzieci bawią się przy choince. Po piosence wstają; w tle podkład „PIERWSZEJ GWIAZDY”/

ROBERT: Teraz, gdy już wiem, że to, co ważne, bywa również ulotne, trochę inaczej myślę o życiu i czasie. Staram się pielęgnować chwile z tymi, którzy dają mi siłę i wiarę w lepsze jutro. Nie pędzę na oślep, zauważam innych /wskazanie na narratora/, ale... nie zapominam również o sobie. Każdego dnia próbuję wstać i znaleźć coś, co sprawi, że poczuję... jakby znów było Boże Narodzenie i odnajdę gwiazdę, która będzie świecić tylko dla mnie. Dla nas?

NARRATOR: A wy, o czym marzycie na święta? Czy pragniecie wielkiej miłości, czy choćby... małej radości? Czy szukacie wielkich uniesień, czy tylko odrobiny... ciepła i zrozumienia? A może po prostu i najzwyczajniej w świecie chcecie tylko spokoju i pewności, że obok was, tak na wszelki wypadek, zawsze ktoś jest?
ROBERT: Bez względu na to, w jakim momencie życia właśnie jesteście, bądźcie przyjaciółmi samych siebie. Jeśli będziecie dobrzy i wyrozumiali dla siebie, będziecie umieli być dobrzy dla innych i dla świata.
MAMA: ... A wtedy i świat stanie się waszym przyjacielem...
TATA: I będzie się do was uśmiechał nie tylko w Boże Narodzenie.
ŻONA Z DZIEĆMI: Pięknych, błogosławionych i magicznych świąt.
SYN: I niech ta magia w waszym życiu trwa...

• „CHCĘ Z TOBĄ SPĘDZIĆ ŚWIĘTA”
• „KOLĘDA DWÓCH SERC”

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.