X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 32752
Dział: Analiza

Pojęcie osoby, pojęcie "ja" w oparciu o analizę tekstu M. Maus

Historia personalizmu jest długa i swoje korzenie ma w filozofii starożytnej. Określenie zatem pojęcia „osoby”, idei „ja” nie jest proste – jak zaznacza autor artykułu, ponieważ trzeba ukazać niezwykłą transformację „od przebierania się do maski, od indywiduum do osoby, od nazwiska do jednostki, zaś od nie do bytu o wartości metafizycznej i moralnej, od świadomości moralnej do bytu świętego” . W literaturze przedmiotu można wiele przeczytać na temat pojęci „osoby”, a stanowiska bywają bardzo różne. Jest to problem interdyscyplinarny. Zajmują się nim m. in. filozofowie, teologowie, prawnicy, psycholodzy. Najpełniejszym rozwiązaniem problemu jest zatem jego analiza z perspektywy rożnych dziedzin nauki.
W celu zobrazowania istoty owych zmian postrzegania „osoby”, M. Mauss dokonuje przekrojowej analizy patrzenia na nią w rożnych okresach czasu. Wywód swój rozpoczyna od podjęcia do niej przez Indian. W obecnym Meksyku u dawnych Indian Pueblo choć „osoba” przynależała do klanu, to miała ona swoją podmiotowość poprzez posiadanie własnej maski, tytułu, pozycji, roli, własności, a także nieśmiertelności i powrotu na ziemię we wcieleniu potomka, który miał takie same atrybuty. Podobne wyłanianie się „osoby ludzkiej” miało miejsce u Indian z północno – zachodnich obszarów Ameryki. Warto zwrócić uwagę na sferę sacrum i profanum w kontekście nadawania podwójnych imion członkom klanu. Można powiedzieć, że w dzisiejszej religii chrześcijańskiej również ma miejsce takie zjawisko w przypadku sióstr zakonnych. Niektórzy Indianie przybierali jedno imię świeckie (lato) a drugie święte (zima). Warto też zwrócić uwagę na fakt nadawania nowych imion dla oznaczenia kolejnego ważnego momentu w życiu człowieka – na pewno zachodziło to u Kwakiutlów. Dotyczyło to obu płci, oczywiście kobieta nie mogła nosić imienia „wojownik”, co było w owych czasach naturalne i wypływało z pełnionych ról. Jednakże imiona przeznaczone były nie tylko dla ludzi, ale też „tajnych stowarzyszeń”, domów, rzeczy: „imiona mają także: dom wodza (jego dachy, słupy, drzwi, ozdoby, belki, otwory, wąż z podwójną głową i twarzą), odświętne czółno, psy. [...] talerze, widelce, łyżki wszystko jest oznaczone, ożywione, jest częścią persona właściciela i familia oraz res jego klanu” . Wszystko to celem ukazania bądź indywidualności człowieka bądź jego przynależności.
Między innymi u plemion Arunta, Loritja, Kakadu klas jest konsekwencją reinkarnacji – w klanie stale dochodzi do odradzania się duchów. U dwóch pierwszych odradzają się one precyzyjnie w trzecim pokoleniu, czyli wnuk przychodzi na miejsce dziadka, a także piąty, kiedy zastępowany jest przez prawnuka. Zarówno wnuk, jak i prawnuk otrzymują imię swojego poprzednika – są to maski stałe. Ale także, jak u Indian, plemiona Australijskie przywdziewały maski niestały, bowiem „człowiek wytwarza sobie w tych społeczeństwach narzuconą osobowość, prawdziwą w obrzędzie, udawaną w grze. Jednak między malowaniem głowy, często także ciała, a szatą czy maską występuje tylko różnica stopnia a nie funkcji” .
Kolejnym etapem było przechodzenie od indywiduum do „osoby” i pojęcia „ja”. Obok klasycznego łacińskiego pojęcia persony warto zwrócić uwagę na dorobek w tej mierze bramińskich i buddyjskich Indii oraz starożytnych Chin. Autor sugeruje, zgodnie z literaturą przedmiotu, że te pierwsze są najstarszą cywilizacją, w której wystąpiło pojęcie „ja” (aham), które jest równoznaczne z europejskim ego. Starożytni Hindusi zwracali uwagę na iluzoryczny charakter „ja”, a słowo ahamkara ma charakter techniczny. Z kolei w starożytnych Chinach indywidualność jednostki to jej imię (ming) – rzeczownik zbiorowy, który jest na zawsze połączony z człowiekiem.
U Rzymian nie od razu persona była synonimem prawdziwej natury. Należy przypomnieć, iż istniało też sztuczne indywiduum; obce „ja”. Łacińskie persona nie było początkowo jednoznaczne z homo. Wywodziło się od greckiego prosopon, a wcześniej etruskiego phersu i oznaczało maskę zakładaną przez aktora na scenę teatralną. Była to nazwa rekwizytu nadającego postaci określoną cechę, będącego symbolem tej cechy. To na drodze konsekwencji teog teatralnego ujęcia przenikającego do innych dziedzin życia jedna osoba mogła być jednocześnie wieloma innymi, gdyż persona to był tylko status prawy, będący niezależnym od wielu innych. Oznacza to, iż Rzymian był kimś innym jako persona i kimś innym jako np. pater familias czy z uwagi na pełnioną funkcję publiczną. Persona było więc bardzo wygodne, ponieważ pozwalało przywdziewać różne maski w zależności od okoliczności. Warto w tym miejscu przytoczyć łacińską sentencję: unus homo sustinet plures personas (jeden człowiek może być jednocześnie kilkoma osobami) Choć termin prosopon zaczął jak widać przenikać na grunt filozofii wciąż jednak nie odnosił się do człowieka, a do roli jaką może on odgrywać w świecie, społeczeństwie czy państwie. U starożytnych Rzymian nie zaszła zatem początkowo istotna zmiana w rozumieniu persona względem ujęcia znaczeniowego u Greków. Rzymianin miał prawo posługiwania się nome, praenomen i cognomen. „imię oddaje np. porządek narodzin przodków, którzy je nosili: Priums, Secundus itd. Nazwisko (nomen – numen) uświęcone przez gens. Cognomen, przydomek (...), na przykład Naso, Cicero itd.”
Persona miała zatem wciąż swoje dawne znaczenie, a niekiedy tylko posługiwano się nią do pokazania funkcjonowania jednostki ludzkiej w społeczeństwie. Jednak wraz z ustaleniem osobowego charakteru prawa rozumienie to uległo to przemianie. Jednak niewolnicy nie mieli osobowości – ciała, przodków, nazwiska, własności. Rzymskiej pojęcie zostało wzbogacone przez stoików. Sens prawny został uzupełniony o sens moralny, bowiem tylko ona daje możliwość podlegania prawom.
Wzbogacenie rzymskiego pojęcia persona zaszło dzięki stoikom i ich woluntarystycznej, osobowej moralności. Znaczenie prawne i moralne osoby wiązało się ze świadomością, niezależnością, wolnością i odpowiedzialnością. Choć Epiktet zachowywał wciąż znaczenie dwóch podobizn, posługując się sformułowaniami: „wyrzeźbij swoja maskę”, „upozuj swoje indywiduum”, „typ”, „swój charakter” wdrażał jednostkę ludzką do czegoś, co chrześcijaństwo nazywa rachunkiem sumienia.
Silna podstawa metafizyczna, której jednak brakowało personie, została nałożona przez chrześcijaństwo, które z osoby moralnej z ogromny potencjałem religijnym uczyniło z niej osobę metafizyczną. Dogmat Trójcy Świętej opiera się przecież na rzymskim rozumieniu persona. Istota jest jedna. „sformułowanie, iż Bóg jest jeden ale w trzech osobach, znalazło się w dokumentach Soboru w Aleksandrii (362r. n.e.)” . Ujęcie takie sugerował teolog Tertulian. Była bardzo dobrze wykształcony, znał prawo rzymskie i filozofie grecką. Uważa się do za jednego z ojców filozofii chrześcijańskiej. Łacińskie ujęcie persony wykorzystał on w tekście pt. Przeciw Prakseaszowi Tertuliana i właśnie w nim próbował wyjaśnić tajemnice Trójcy Świętej, tak jak nadmieniono wcześniej – Bóg składa się z jednej substancji, jednak przejawia się w trzech personach (osobach), czyli ma możliwość nakładania masek – trzech różnych twarzy, a każda z nich oddaje inną cechę Stwórcy. Należy jednak nadmienić, że proces kształtowania się omawianego pojęcia, był niewygodny dla niektórych członków wspólnoty kościelnej, w związku z tym przez kilka stuleci skupiano się na wyjaśnianiu tego samego. „Mentalność naszych przodków aż do XVII wieku, a nawet do końca XVIII wieku była opętana przez pragnienie wyjaśnienia, czy dusza ludzka jednostki jest substancją, czy substancjalność jest jednym z jej atrybutów; czy jest naturą człowieka, czy jest jedną z dwu jego natur; czy jest jedna i nierozłączna; czy też podzielna i rozłączna; czy jest wolna – absolutne źródło działania, czy też jest określana i przykuta przez przeznaczenie do innych celów” . W tym miejscu można odnieść się do filozofii Św. Tomasza z Akwinu - filozofa, który „pokładał świat” przedstawiając go w formie drabiny bytów. Ten najwybitniejszy przedstawiciel filozofii bytu, opisał strukturę ontyczną człowieka za pomocą teorii hylemorfizmu - przejętej od Arystotelesa, ale zmodyfikowanej, bowiem starożytny filozof zastosował ją do zinterpretowania całego istniejącego bytu. Tomasz wyróżnił w bycie ludzkim czynnik kształtujący, czyli duszę będącą formą i czynnik kształtowany, czyli materię, która zdeterminowana przez duszę jako formę staje się organizmem ludzkim.
Ogromny wpływ na ukształtowanie się pojęcia „ja” miały sekty religijne, które „postawiły kwestie wolności indywidualnej, świadomości indywidualnej, prawa do bezpośredniego porozumienia, bezpośredniej łączności z Bogiem, prawa do bycia swoim własnym kapłanem, do posiadania wewnętrznego Boga” .
Autor krótko wspomina też o takich twórcach koncepcji persony jak Berkeley, Hum, Fitche – a przed nim Immanuel Kant, który sprzeciwiał się wyłącznie psychologicznemu definiowaniu osoby. Uważał ja za niepełną. Zaproponował teorię etyczną.
Jak słusznie udowadnia autor artykułu świadomość „ja” wzrastała wraz z rozwojem nauk psychologicznych. Jego obecna forma wciąż nie jest całkowicie zamknięta. Cały czas kształtuje się, wyjaśnia i utożsamia ze znajomością siebie samego. Uprzednio wypracowane koncepcje są jednak bardzo ważne i nie można ich krytykować bez spojrzenia na kontekst. Każda z nich opiera się na jakichś założeniach i tylko w oparciu o nie można dyskutować o jej słuszności lub nie. Niemniej jednak zawsze w centrum wszelkich rozważań stoi osoba.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.