X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 1582
Dział: Artykuły
Rozmiar tekstu: A A A

Czego możemy nauczyć się od Małego Księcia A. de Saint - Exupery?

„Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi. Choć niewielu z nich o tym pamięta.” Cytat ten oddaje przesłanie zawarte w „Małym Księciu” Antonie Saint - Exupēry’ego. Wiele jest płaszczyzn postrzegania życia przez tytułowego bohatera.
Wymawiając pierwsze sylaby jeszcze nie wiemy tego, że „ma - ma – ma” to akurat jest ta istota, która ciągle z nami przebywa, a „ta - ta – ta” nazywa człowieka noszącego nas na rękach. Z upływem lat wszystko przed nami zostanie odkryte, ale nim to się stanie, nasza wyobraźnia dostarczy nam wielu zachwytów. Sięgając po kredkę tworzymy kreski, które dla innych są bazgrotami, a my widzimy w nich ślimaczki, słoneczka, wężyki. Możemy o nich opowiadać, a dorośli pokiwają głową, udając zainteresowanie, tak naprawdę jednak plątanina kresek jest dla nich plątaniną, a na pewno nie żadnym ślimaczkiem. Zamykamy się przed dorosłymi, czując to jak daleko są od nas. Oni nie mają czasu stanąć, pomyśleć, przywołać obrazy z dzieciństwa. Ciągle do „czegoś”, „gdzieś” się spieszą. Mały Książę potrafi odczytać „bazgroty”, stworzyć ich historię. Nie opanowało go wieczne: -„Nie mam czasu!”. Patrząc na życie z perspektywy dorosłego człowieka muszę stwierdzić fakt, że przestałam postrzegać rzeczy takimi jakimi się jawią. Może prościej byłoby żyć nazywając wszystko po imieniu. Dziecko nie potrafi ukryć zainteresowania ciekawymi dla niego strefami życia, zjawiskami, pyta o wszystko- „A po co?”, „Dlaczego?”. Po którymś „A po co?”, „Dlaczego?” dorośli mają jedną odpowiedź: „Daj mi spokój!”. Tym jednym, często warkniętym zdaniem, ranimy dziecięcą ciekawość życia. Powinniśmy jak Lotnik spokojnie i rzeczowo odpowiadać na zadawane nam pytania. Tym sposobem uczymy dziecko tego, że ilekroć o coś spyta, nigdy go nie zlekceważymy.
Świat dzieci jest prostszy od tego dorosłych, piękniejszy. Zastanówmy się nad kolorystyką. Dominują mocne, nasycone barwy. Każda mała istota sięga po nie chętnie. Wiele kartek w blokach rysunkowych zajmują postacie królewnych, książąt, królewiczów ubranych w niebiesko – czerwono - złociste odzienie. I chyba nie przypadkowo Mały Książę jest ich reprezentantem, a ukochana róża – czerwona. Te czyste barwy świadczą o konieczności ożywienia naszego, dorosłego życia, w którym tyle panuje szarości. Może już czas, byśmy tak jak dzieci, zaczęli barwniej spoglądać na nasze życie? Abyśmy stali się tolerancyjnymi wobec tych, którzy starają się nie powielać przyjętych kanonów stroju, mających inną kulturę, religię. Już czas, by ludzie typu tureckiego odkrywcy gwiazdy B-612 mogli zaistnieć na forum europejskim, nie musząc się „cywilizować”. Przecież ważne jest to, co chcą przekazać, a nie ich strój. A jednak oglądając sprawozdanie z uroczystości wręczenia Nagrody Nobla mogę stwierdzić, że nadal sztywna reguła jest górą.
W „Małym Księciu” padły zaledwie dwa zdania na temat domu, ale jak głęboki sens zawierały: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z geranium w oknach i gołębiami na dachu.” Dziecko postrzegające tak dom, czuło jego przyjazne mury, miłość w oknach i serce na dachu. Niestety taki obraz do wielu z nas nie dociera, my musimy mieć podane: za ile? Słysząc satysfakcjonującą liczbę, określamy jego wartość. Dlaczego przestaliśmy odczuwać ciepło domów, ich przyjazne znaki? Dla nas liczy się blichtr, coś co będzie stanowiło o naszej pozycji w hierarchii społecznej.
Z domami to tak jak z ludźmi: jedni przestali się dla nas liczyć, ponieważ już nic nie znaczą zawodowo, towarzysko, szkoda dla nich czasu; kolejni nudzą nas śmiertelnie, w głębi duszy nawet nimi gardzimy, ale oni błyszczą, są na świeczniku, trzeba więc o nich zabiegać. A może czas pomyśleć o prawdziwym przyjacielu, który uświadomi nam starą prawdę, że „(…) dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Szukamy tych od znajomości, kariery, brylowania towarzyskiego, atrakcyjnego wyglądu, oryginalnych pomysłów, często odrzucając ciepło drugiego człowieka jako zbyt trywialne, będące nie na topie. Mężczyzna zmienia kobiety jak rękawiczki w pogoni za ideałem, a kobieta w kolejnym partnerze chce znaleźć „chodzący ideał”. Przecież „(…) widzi się tylko sercem”. Mały Książę wypowie znamienne zdanie o swojej róży do innych, tak wiele czasu go kuszących: „(…) dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem (…).” Postarajmy się posłuchać naszego wnętrza, ono najlepiej wie, kto dla nas będzie najlepszy, nie zagłuszajmy go, a już w najgorszym razie, nie pozwólmy stłamsić.
Ileż w nas ludziach drzemie próżności. Gdziekolwiek się nie ruszymy, pragniemy być zauważani, doceniani, uwielbiani. Tkwi w nas istota próżna, łaknąca poklasków, jak ryba powietrza. Może należałoby się zastanowić nad tym, kim chcemy być: zauważalnymi przez innych, czy żyjącymi dla siebie, reprezentującymi przede wszystkim siebie samych?
Często próżność łączona jest z absolutyzmem. Liczy się „Ego” i to, że: „Ja mam prawo żądać (…)”, cokolwiek i czegokolwiek, a ty masz mnie słuchać, jakiekolwiek będą moje rozkazy. I nie ogranicza się to tylko do rządów państwami, lecz również do „zaciszy domowych”. W iluż jeszcze mężczyznach tkwi pojęcie pana i władcy, wymagającego całkowitego poddaństwa. Mały Książę piętnuje wszelkie takie postawy.
Kolejnym obrazem słabości jest nie tylko chęć władzy za wszelką cenę, lecz także posiadanie, gromadzenie wszystkiego, liczy się konto w banku. Ludzie zaślepieni cyframi kwot, które zgromadzili w zimnych bankowych sejfach są tacy sami: „zimni” na wszystko i dla wszystkich. Mały Książę po raz wtórny odkrył przed nami prawdę, że pieniądze szczęścia nie dają. A nadmierne gromadzenie jest nałogiem, w którego szpony wpadło i wpada wielu z nas. Często takie uzależnienie przypomina błędne koło zamykające się nad nami. We wszystkim szukamy usprawiedliwienia, bo nie wyszło, trzeba zapomnieć. I nikt nam nie będzie w stanie pomóc, jeśli my sami nie wyrwiemy się ze szponów nałogów, jakkolwiek by nie było to nazwane. Mały Książę zrozumiał tę gorzką prawdę i dla niego „Dorośli są naprawdę bardzo, bardzo śmieszni”.
Kolejną lekcję życia otrzymał od dorosłego, który: „wiernie wypełniał rozkaz”. Cóż z tego, że był on niedorzeczny, liczył się tylko on – rozkaz. Ileż takich bezdusznych rozkazów wypełnił świat, ile istnień ludzkich, tragedii było ich udziałem. Mały Książę chciał wyraźnie dać dorosłym wskazówkę, iż nie wszystkie rozkazy należy wypełniać, trzeba przeanalizować ich sens, nie działać wbrew swoim przekonaniom. Należy mieć odwagę powiedzenia: „Dość!”
Skostniałe ramy nauki przypominają dawno wydane, a nie odwołane rozkazy. Nie liczy się to, co nowe, odkrywcze, lecz przede wszystkim uczony, o którego słuszności sądów cały świat jest pewien. To co nowe stanowi zagrożenie. Mały Książę zadając wielkiemu geografowi proste, wydawałoby się, banalne pytanie zdemaskował skostniałe poglądy, często głoszone przez Wielkich świata tego.
Tych kilka prawd, tak bezlitośnie postrzeganych przez Małego Księcia, próbuje wskazać nam ludziom to, czego możemy nauczyć się od bohatera tytułowego. Jego pytania są jakby drogowskazem dla dorosłych, pocieszeniem, że na to wszystko można spojrzeć inaczej, prościej, bez zbytniego zagmatwania. Należy tylko popatrzeć na siebie z dystansem, jak czynił to wiele razy Mały Książę.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2014 Bartosz Musznicki, Elżbieta Musznicka.
Wszystkie prawa zastrzeżone. | Polityka prywatności | XHTML | CSS |
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.