X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 13691

Tydzień Kultury Słowackiej - cykl zajęć integrujących naród polski ze słowackim

CYKL ZAJĘĆ INTEGRUJĄCYCH NARÓD
POLSKI ZE SŁOWACKIM
SZKOŁA PODSTAWOWA W GRODZISKU
ZAJĘCIA DLA KLAS I - III

Cele ogólne:
- wzbogacenie wiedzy uczniów na temat Słowacji
- ukształtowanie poczucia przynależności do europejskiej społeczności,
- uświadomienie uczniom potrzeby dbania o narodową odrębność w dziedzinach takich jak: wiara, tradycje, kultura, historia
- wykształcenie nawyku sięgania do różnych źródeł informacji i technologii informacyjnej.
Cele szczegółowe:
Uczeń:
- rozpoznaje charakterystyczne miejsca, zabytki, wydarzenia związane z omawianym państwem, miastem, wsią,
- dowiaduje się, że na świecie żyją ludzie mający podobne problemy, pragnienia, marzenia,
- rozumie potrzebę dbania o własną narodową odrębność,
- identyfikuje się z własną lokalną społecznością,
- wie, czym różni się omawiane państwo od Polski,
- korzysta z różnych źródeł informacji, wyszukując wiadomości o Słowacji i miejscowości Terchowa encyklopedie, atlasy, internet, encyklopedie multimedialne.
Metody:
- poszukująca,
- aktywizująca
- podająca.
Formy:
- indywidualna
-zespołowa

Pomoce dydaktyczne:

komputery, drukarki, kartki z bloku, masa solna, farby, pędzle, papier kolorowy, klej, nożyczki,
magnetofon, płyta z nagraniami piosenek, hymnu słowackiego, teksty bajek, pytania konkursowe, składniki pokarmowe do wykonania dań słowackich, naczynia, fartuszki, serwetki, sztućce, talerze,
płyty z filmami: „Krecik”, „Janosik”,mapa Europy,


DZIEŃ PIERWSZY

1.Integracja grupy – nauka I zwrotki piosenki słowackiej pt „Asny sciasny”( źródło: internet)

Asny sciasny a viesz o tom zaklieskaj /dz.klaszczą 2 razy/
Asny sciasny a viesz o tom zaklieskaj /2 X/
Asny sciasny a viesz o tom,ukaż nam to aspon potom,
Asny sciasny a viesz o tom zaklieskaj /2 X/

Asny sciasny a viesz o tom zatupaj /dz. tupią 2 razy/
Asny sciasny a viesz o tom zatupa /2 razy/
Asny sciasny a viesz o tom ,ukaż nam to aspon potom,
Asny sciasny a viesz o tom zatupaj /2X/

Asny sciasny a viesz o tom skryć ahoj! /dz. krzyczą 1 raz ahoj!/
Asny sciasny a viesz o tom skryc ahoj
Asny sciasny a viesz o tom ukaż nam to aspon potom
Asny sciasny a viesz o tom skryć ahoj!

Asny sciasny a viesz o tom skryć to raz /dz.2 X klaszczą, 2X tupią,1krzycząahoj!/
Asny sciasny a viesz o tom skryc to raz
Asny sciasny a viesz o tom,ukaż nam to aspon potom
Asny sciasny a viesz o tom skryć to raz ./ dz.2 X klaszczą, 2X tupią, 1krzyczą
ahoj!/

2 Rozmowa z dziećmi przy mapie politycznej Europy na temat dwóch zaprzyjażnionych
państw- Polski i Słowacji
-wskazanie granic państw
-wskazanie wspólnej granicy
3.Prezentacja flagi Polski i Słowacji – wskazanie różnic i podobieństw
FLAGA SŁOWACJI
Kolory flagi to: biały., niebieski i czerwony

GODŁO NA FLADZE
-Za pośrednictwem świętych: Cyryla i Metodego podwójny krzyż bizantyjski trafił na ziemie Słowaków. Znalazł tu swe miejsce związane z kultem chrześcijańskim oraz pojawił się na tarczach herbowych. Jakkolwiek obecnie stosowana nazwa tego symbolu - krzyż lotaryński sugeruje pochodzenie krzyża z Lotaryngii Krzyż umieszczony jest na trójwzgórzu, symbolizujące trzy pasma górskie: Tatry, Fatrę Wielką i Fatrę Małą

4. Słuchanie w polskiej wersji hymnu słowackiegi i hymnu polskiego (M Tomaszewska
„Muzyka dla klasy VI}– omówienie treści

5.Zabawa ruchowa do piosenki „Asny Sciasny”- ilustracja ruchowa

6.Wykonanie flagi Słowacji z różnych materiałów
- klasy: 0-1 – wg szablonu
- klasy: 2-3 – wg własnego pomysłu

7.Wykonanie wystawy wszystkich prac.

8.Nauka podstawowych słówek w języku słowackim
havorit’ – mówić
žiak – uczeń
včitel’ – nauczyciel
telocvičňa – sala gimnastyczna
koliko rokov – ile lat, ...).
ano - tak
nie - nie
Ďakujem. - Dziękuję.
Prosím. - Proszę.
Dobré ráno! -dzień dobry
Dobrý večer! - Dobry wieczór!
Dovidenia! - Do widzenia!
Dobrú noc! - Dobranoc!
Ahoj! - Cześć!
Je mi to ľúto. - Przepraszam. Przykro mi.
Prepáčte! - Przepraszam!


DZIEŃ DRUGI

1.Wspólna zabawa przy piosence „Asny sciasny” - nauka 2 zwrotki piosenki z ilustracją ruchową.
2.Prezentacja multimedialna o Słowacji
-miasta
-zabytki
-roślinność
-zwierzęta
-góry
3.Samodzielne wyszukiwanie najważniejszych informacji o Słowacji w komputerze.

4.Słuchanie słowackiej piosenki ludowej pt. „Rumiane Jabłuszko” (M Tomaszewska
„Muzyka dla klasy VI}
-podział na chłopców i dziewczęta
-grupowe opracowanie układu tanecznego do piosenki
-prezentacja tańca
-połączenie najlepszych elementów poszczególnych tańców w jeden wspólny taniec
-nauka tańca do melodii „Rumiane Jabłuszko”

5.Oglądanie 2 bajek:
-słowackiej- „Krecik”
-polskiej - „Reksio”


DZIEŃ TRZECI

1.Wspólna zabawa przy piosence „Asny sciasny” - nauka 2 zwrotki piosenki z ilustracją
ruchową.- nauka 3 zwrotki.

2Wskazanie na mapie zaprzyjażnionej miejscowości Terchowa
-oglądanie ilustracji, zdjęć tej miejscowości
-praca z komputerem- komputerowe rysowanie jednego z obiektów Terchowej

3.Taniec „Rumiane jabłuszko” oraz „Krakowiak”- różnice i podobieństwa.
Wykonanie tańców

4.Wysłuchanie legendy o Janosiku z Terchowej

5.Wykonanie z masy solnej, plasteliny lub glinki Janosika z Terchowej

6.Oglądanie kilku fragmentów z polskiego filmu „Janosik” - różnice i podobieństwa między
Janosikiem z Polski a Janosikiem z Terchowej


DZIEŃ CZWARTY

1. Wspólna zabawa przy piosence „Asny sciasny” - nauka 2 zwrotki piosenki z ilustracją
ruchową.- nauka 4 zwrotki.
2. Wykonanie albumu „Piękna jesteś, Słowacjo”- wykorzystanie prac wykonanych przez
uczniów w ciągu ostatnich 4 dni.- rysunki, fotokopie, widokówki.

3.Słuchanie słowackiej baśni pt. „O Janku, Aniczce i Lisku” ( źródło: internet) lub
„O złotej dziewczynie, która wzięła się z jajka' ( źródło: internet).

4.Malowanie , wydzieranka, kolaż, na temat „Krajobrazy Słowacji”

5.Nasze imiona w języku słowackim:
Marcin – Martin, Mikołaj – Mikulasz, Agnieszka – Aneżka, Jadwiga – Hedvika,
Kasia – Katerina, Katka, Kaczenka, Bartek – bartolomeja, Bartosz – Bartosz, Jakub – Jakub, Norbert – Norbert, Roksana – Roxenne, Ola – Ola, Maj – Mają, Błażej – Błażej
Sebastian – Sebastian, Wiktoria – Wiktoria, Patryk – Patrick, Jolanta – Jolanta
Maria – Marie, Marużka, Mareńka
6.Nauka kołysanki ( źródło: internet)
„ Spi de tatko, spi
Zavri ocka svy
Pan Buch bude stebou spati
Andelici kolebati.”
Układanie melodii do słów kołysanki.


PIĄTY DZIEŃ Z UDZIAŁEM ZAPROSZONCH GOŚCI

1.Nauka tańca – polki „Tańcuj, tańcuj, okręcaj”

2 Zapoznanie dzieci z kuchnią słowacką.
Słowackie tradycyjne menu zawiera unikatowe dania, takie jak:
bryndzové halušky – drobne kluseczki z ziemniaków przecierane przez sito, podawane z bryndzą (ser z mleka owczego), z roztopioną słoniną i skwarkami,
zemiakové placky – placki ziemniaczane smażone w oleju z czosnkiem i mąką,
granadír – makaron z ziemniakami,
smażony ser – ser smażony w bułce tartej,
schnitzel – sznycel,
lokse – placek ziemniaczany,
ser liptowski – miękki ser wytwarzany z owczego mleka, przypominający bryndzę, nadaje się do smarowania,
langosz – placek z mąki pszennej, drożdży, gotowanych tłuczonych ziemniaków i mleka, smażony na głębokim oleju, podawany najczęściej z masłem czosnkowym i śmietaną.
Słodkie posiłki w kuchni słowackiej obejmują w szczególności następujące dania:
dolky - mniejsze i grubsze naleśniki,
nákyp Ryzovy – słodkie ciasto,
zemlovka – biały chleb pieczony z owocami,
buchty parene – kluski gotowane na parze z dżemem,
rezance Siroke – makarony,
sisky – smażone pierogi.
Tradycyjne zupy słowackie, to:
kapustnica – zupa z kapustą i wędzoną kiełbasą wieprzową,
zupa fasolowa – orzechy i różne warzywa korzeniowe, takie jak marchew i pietruszka,
zupa czosnkowa – zwykle gotowana w bulionie z kurczaka,
zupa gulaszowa – gotowana przy użyciu wołowiny, papryki, majeranku i ziemniaków,
żur – zakwaszana zupa mączna, bywa zabielana mlekiem.

-podział dzieci na 3 grupy- przydzielenie opiekunów
-prezentacja składników potrzebnych do wykonania 3 słowackich dań


I grupa wykonuje bryndzowe haluszky

1 kg ziemniaków,
2 jaja,
500 g kg mąki,
1 łyżka masła,
250 ml szklanki mleka,
400 g bryndzy,
sól,
nieco oleju
Ziemniaki obieramy, gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie. Po ostudzeniu przyrządzamy z nich puree, ucierając z masłem i mlekiem. Po ok. 10 minutach dodajemy jaja i mąkę. Ciasto dokładnie wyrabiamy, aż stanie się gładkie.
Dłońmi oprószonymi mąką formujemy niewielkie placuszki o grubości ok. 1 cm. Na środek każdego placuszka nakładamy ok. pół łyżeczki bryndzy i zalepiamy do środka, tocząc kulki.
Gotujemy kilka minut w osolonej wodzie z odrobiną oleju do momentu, aż wypłyną. Delikatnie wybieramy z garnka łyżką cedzakową.
Podawać można z rozpuszczonym masłem, sosem grzybowym czy podsmażonymi pieczarkami


II grupa wykonuje palacinki

Składniki:
1 szkl. mleka
1 szkl. mąki
1 jajo
łyzeczka cukru waniliowego
łyżeczka cukru
szczypta soli
2 łyżki oleju
Nadzienie : 1 wersja
dowolne owoce ,bita śmietana
2 wersja: dżem lub ser biały

Składniki wymieszać, odstawić na 30 minut.
Smażyć naleśniki z obu stron .Z owocami polecam składać w chusteczkę (nakładamy owoce na to kleks śmietany) górę można polać polewą czekoladową .Lub 2-ga wersja z dżemem (smarujemy )zwijamy w rulon ,górę posypujemy cukrem puderm lub polewamy polewą do lodów .Naleśniki smażymy bez tluszczu.Są bardzo cieniutkie .Jeśli do ciasta nie damy cukru możemy zrobić naleśniki na słono.


III grupa wykonuje knedle ze śliwkami

Składniki:
- 1 kg węgierek
- 1 kg ziemniaków
- 25 dag mąki
- 1 jajko
- sól
do polania: masło i 2-3 łyżki tartej bułki (albo śmietana)

Opis przygotowania:
Ziemniaki ugotuj (najlepiej poprzedniego dnia), przeciśnij przez praskę, przykryj i wstaw do lodówki. Ostudzone ziemniaki szybko zagnieć z jajkiem i solą, podsypując przesianą mąką. Zrób próbę: oderwij kawałek ciasta, ulep kulkę i ugotuj ją we wrzącej wodzie. Jeśli będzie za miękka, dodaj do ciasta jeszcze trochę mąki. Gotowe ciasto krój na kawałki, wciskaj w nie śliwki i formuj knedle. Śliwka musi być z każdej strony zawinięta w ciasto.
Porcjami wkładaj knedle do wrzącej, osolonej wody, 3 minuty od chwili, aż woda ponownie się zagotuje. Knedle wyjmij łyżką cedzakową i dokładnie osącz. Podawaj polane tartą bułką zrumienioną na maśle lub śmietaną. Obok postaw cukier

Degustacja przygotowanych słowackich dań.


3.Mecz piłki nożnej pomiędzy dwoma drużynami Karpie kontra Kapory

4.Konkurs Wiedzy o Słowacji

5 Wspólne układanie z gośćmi puzzli „Zamek w Bojnicach”

6.Prezentacja Piosenki pt. „Asni sciasny” z ilustracją muzyczną oraz tańca „Rumiane jabłuszko”

7.Prezentacja albumów o Słowacji oraz innych prac plastycznych związanych ze Słowacją.

8.Wręczenie nagród dla laureatów Konkursu Wiedzy o Słowacji

9. Zakończenie zajęć.


ZAŁĄCZNIKI

O JANKU, ANICZCE I O LISKU
(baśń słowacka)

Działo się to nie wiadomo kiedy, gdzieś w siedemdziesiątej siódmej krainie, za czerwonym morzem i z tamtej strony szklanej góry, gdzie woda sypie się jak piasek, a piasek płynie jak woda, tam, gdzie dachy kryją połciami słoniny, a płoty splatają z kiełbasek. 
W takiej to krainie żył pewien ubogi wieśniak, a miał dwoje dzieci: chłopcu na imię było Janko, a dziewczynce Aniczka. Żyli i utrzymywali się z małego poletka za chałupką. Rodzice tak mówili do dzieci:
-Tu orzcie, tu siejcie, i niech was żywi ta ziemia!
Dziewczynka, młodsza, miała około dziesięciu lat, chłopiec miał czternaście, gdy umarli im rodzice. Wtedy Aniczka powiedziała do brata:
Braciszku, zostaliśmy sami, będziemy teraz tak żyć, jak nam przykazali rodzice: będziemy orać i obsiewać naszą rolę, a ona będzie nas żywić.
Pewnego razu, gdy pracowali w polu, przybiegł do nich lisek.
- Szczęść Boże, Janku i Aniczko! Jak idzie robota?
Wtedy dzieci zaczęły się użalać na swoją biedę, mówiły, że nie mają co jeść i w co się ubrać.
- Nie martwcie się, zatroszczę się o was. Wkrótce wrócę - a na razie
- trzymajcie się!
To powiedziawszy lisek pobiegł dalej. Po drodze był strumyczek, w którym właśnie kąpali się mężczyźni i kobiety. I co robi nasz lisek? - Jednemu zabiera spodnie, innemu koszulę i kapelusz, a każdemu coś innego.
Tak zebrał sporo rzeczy dla obojga rodzeństwa i zaniósł to do chatki.
- No, Aniczko, martwiłaś się, że chodzicie goło i boso. Tu jest coś dla każdego z was, ubierzcie się! - Dał im rzeczy, a potem spytał: - Hej, Janku, nie chciałbyś się ożenić?
- Ależ, lisku, przecież jestem jeszcze wciąż obdarty i biedny. Kto mnie zechce, skoro nie mam nawet porządnego ubrania.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze! - pocieszył go lisek, potem pożegnał się z nimi i pobiegł dalej.
Przyszedł pod pewną górę, gdzie spotkał zająca.
- Kumie, lisku, dokąd tak spieszno?
- Ach, mój drogi, wszystkim lisom pozłacali ogony, a ja się spóźniłem; teraz pędzę do złotnika, żeby mi także pozłocił moją puszystą kitę.
- Słuchaj, kumie lisie! Myśliwi dość się nauganiają za mną, żeby złapać takiego ładnego długoucha, ale gdybym miał złote uszy, byłbym wtedy jeszcze więcej wart!
- Owszem, masz rację, ale przecież tobie jednemu złotnik nie będzie pozłacał uszu! Gdyby was było więcej, to kto wie... Wiesz co! Przyprowadź choćby ze dwanaście zajęcy, być może, wówczas złotnik zgodzi się pozłocić wam uszy
Zając krzyknął w kierunku góry i po chwili zebrała się spora gromada szaraków. Było ich około dwunastu. Zając ustawił je parami w szeregu. Lisek wyskoczył przed nich i tańcząc przywiódł całą gromadkę przed królewski pałac. Tu rzekł do zajęcy:
- No, to jesteśmy na miejscu. Tu właśnie mieszka złotnik. Poczekajcie, pójdę i dowiem się, czy zechce wam pozłocić uszy. Szaraki czekały cierpliwie, a lisek pobiegł do pałacu.
Młoda księżniczka wyglądała właśnie oknem. Zdziwiła się niepomiernie, widząc zające, i powiedziała do ojca:
- Chodź prędko, ojcze, powiedz mi, jak się nazywają te zwierzątka!
- To są zające, córeczko!
Tymczasem liska przyprowadzono przed króla. Ten zapytał go, czego sobie życzy. Lisek oświadczył, że przysyła go książę Santokop podarunkiem oraz z prośbą o rękę księżniczki.
Król wysłuchawszy, polecił przekazać wzajemne pozdrowienia księciu Santokopowi, oraz prośbę o cierpliwość, bowiem księżniczka jest jeszcze za młoda do małżeństwa.
Lisek pożegnał się i wrócił do zajęcy. Tu powiedział im, że złotnik zgodził się pozłocić im uszy, ale że on sam, niestety, musi jeszcze z pozłoceniem ogona poczekać jakiś czas. Potem wprowadził zające do ogrodu, pożegnał się z nimi i poszedł sobie.
Wtem przyszło mu na myśl, że Janko i Aniczka mogą być znowu głodni. Właśnie mijał górę, gdzie pracowali drwale. Podkradł się do nich, jednemu zabrał kawałek słoniny, innemu chleb i - hop! - już był u Janka i Aniczki.
Dzieci pracowały na swoim poletku, ale - wyczerpane głodem - ledwo się ruszały. Wraz z jedzeniem, które im przyniósł lisek, wstąpiły w nie nowe siły. Jadły więc i jadły, popijając wodą.
Po jakimś czasie lisek pyta: - No i co, Janku, jak tam z żeniaczką? Namyśliłeś się?
- Ach, lisku, daj mi spokój! Czy nie widzisz, że nasza chata się rozpada? Jakże mógłbym wprowadzić do niej żonę?
- Nie martw się, Janku, postaram się o wszystko!
To rzekłszy lisek znikł znowu. Biegł, biegł, aż spotkał jelenia.
- Lisku, kumie, dokąd tak pędzisz?
- Masz rację, rzeczywiście się śpieszę. Wszystkim lisom pozłacano ogony, a ja się spóźniłem. Teraz pędzę, żeby i mnie pozłocili moją puszystą kitę.
- Słusznie! - przytaknął jeleń.
- ... Hm, ciebie strzelcy widzieliby już z daleka, gdyby ci się rogi świeciły od złota...
- To prawda, ale jak by to było pięknie! - westchnął jeleń.
- No tak... ale dla jednego jelenia nie będą nawet zaczynać z pozłacaniem. Gdyby was było więcej, to wtedy, kto wie...
Jeleń odwrócił się w kierunku lasu i na jego zawołanie przybiegło zaraz dwanaście innych jeleni. Lis stanął na przedzie i, pięknie tańcząc, powiódł je prosto przed siebie, a one poszły posłusznie za nim, ustawiwszy się parami.
Tymczasem księżniczka każdego dnia wyglądała oknem i czekała na wiadomość od księcia Santokopa. Nagle ujrzała lisa kroczącego na czele stada pięknych jeleni. Zawołała ojca:
- Ojej, ojcze, popatrz, co to się zbliża! Czegoś takiego jeszcze, jak żyję, nie widziałam! A jakie wielkie rogi!
- To są zacne zwierzęta, moja córeczko! Lis tymczasem zwrócił się do jeleni:
- Zaczekajcie tutaj, a ja pójdę do złotnika i rozkażę mu, żeby wam pozłocił rogi.
Gdy zaś wszedł do zamku, rzekł: - Przynoszę waszej wielmożności pozdrowienia od księcia Santokopa. Książę pyta, czy dacie mu córkę za żonę.
- Ależ naturalnie, dostanie ją, niech tylko trochę poczeka, bo księżniczka jest jeszcze za młoda.
- No, to wszystko w porządku. Chcieliśmy tylko mieć pewność!
Teraz Lisek pobiegł do jeleni i powiedział im, żeby na razie poszły do ogrodu i tam poczekały na złotnika.
Potem wrócił do zamku, gdzie spodziewał się poczęstunku. Rozsiadł się i rzekł: - W domu jest o wiele lepiej niż tutaj. Tam kołyszą mnie nawet w złotej kołysce! A tu ani nie poczęstują.
Usłyszawszy to królowa szepnęła do męża: - Słyszałeś, on ma w domu złotą kołyskę! To jakiś zaczarowany książę! Przyniesiono więc prędko złotą kołyskę, zawieszono ją nad stołem, tam gdzie lampa, i lisek mógł się wygodnie pohuśtać. Wreszcie zdecydował się pójść do domu. Wtedy przygotowano mu na drogę mnóstwo różnych smakołyków dla przyszłego zięcia i jego siostry. Lisek zabrał wszystko i pobiegł do Janka i Aniczki.
Tam powiedział im, że tego a tego dnia wypadnie im wybrać się wspólnie w drogę, w swaty. Aniczkę pouczył, jak ma się zachować w wytwornym domu, a Janka - jak ma się zachować wobec młodej narzeczonej.
Potem wybrali się w drogę, w swaty. Idą, idą. Wtem - patrzą - a tu jakaś kareta ugrzęzła w błocie i ludzie męczą się, nie mogąc jej wyciągnąć. - Pomogę wam wyciągnąć ten powóz, ale za to musicie mi pozwolić odciąć koniom ogony - zaofiarował się lisek z pomocą.
Ludzie oczywiście zgodzili się na to i lisek wyciągnął im karetę z błota, a potem poobcinał koniom ogony i dał je Jankowi: - Schowaj, będą nam później potrzebne - polecił. Potem jeszcze długo szli i szli, aż napotkali huzarów na koniach. Lisek zagadnął ich: - Wojacy! Przez te góry nie przejedziecie na waszych koniach, jeśli nie poobcinacie im ogonów! Moi żołnierze stoją za tymi oto właśnie górami, ale ich konie ogonów nie mają! Jak tylko zobaczą wasze konie z ogonami, wezmą was za wroga, a wtedy - koniec z wami! Jeśli jednak zobaczą wasze konie także bez ogonów, pomyślą sobie, że należycie do mnie i spokojnie was przepuszczą.
Huzarzy usłyszawszy to, poobcinali koniom ogony i dali je Jankowi, po czym odjechali w swoją stronę. Gdy Janko, Aniczka i lisek byli już niedaleko zamku, natrafili na wielkie moczary. Wtedy lisek wziął wszystkie końskie ogony i powtykał je w grzęzawisko. Potem w pobliskiej wsi zakupił
mnóstwo różnych kapeluszy, dobrych i byle jakich, a był tego chyba pełen wóz. Jankowi polecił: - Teraz ja pobiegnę do zamku, ty - jak tylko mnie tam już zobaczysz - wejdziesz na most i awrzucasz te wszystkie kapelusze do wody. Lisek pobiegł na zamek, a tam, udając wielce strapionego, zaczął powiadać, że oblubieńcowi przydarzyło się straszne nieszczęście, 'to wszyscy jego żołnierze potopili się w grzęzawisku, tak że tylko ledwo jeszcze widać im ogony. I: »Patrzcie, tam, dalej, dzie płynie woda, tam potopili się jego ludzie!« Król z małżonką i księżniczka pełni przerażenia słuchali tych wieści i tylko drżeli ze strachu, czy aby oblubieńcowi nie stało się nic złego, czy się, broń Boże, nie utopił!
Tymczasem lisek opowiadał dalej, że wszystko, co wieźli z sobą, również zatonęło w bagnach: bogate stroje, potrawy, napoje, prezenty, słowem - wszystko pochłonęły grzęzawiska. A teraz, ach, ten biedny młodzieniec i jego siostra wstydzą się tak obdarci i brudni pokazać na zamku. Królowa jednak powiedziała, że to nie ma znaczenia, jeśli tylko narzeczony uratował życie, wkrótce przyniesiono piękne szaty, zaprzężono wspaniałe konie o powozu i posłano po Janka. Oboje, Janko i Aniczka, bardzo rozradowani, ubrali się w te stroje i wsiedli do złotej karocy. A lisek cieszyl się ogromnie, że tak im się to wszystko pomyślnie udało, potem, pełen dumy i zadowolenia, wprowadził na zamek Janka, przyszłego zięcia, i jego siostrę, Aniczkę. Jednak brat i siostra czuli się onieśmieleni, nie bardzo wiedząc, jak się zachować w tak dostojnym gronie. Nie mogli pozbyć się tego uczucia i byli smutni, prawie chciało im się płakać z żalu za tym, czego się wyrzekli. Ale goście weselni czynili wszystko, aby ich rozweselić i pocieszali, że wszystko będzie dobrze. Zaś młoda pani była bardzo dumna ze swego oblubieńca. Lisek tymczasem rozmyślał, co zrobić, gdzie i jak urządzić młodych. Wtem przyszło mu na myśl, że ma przecież macochę, która jest złą czarownicą, a żyje już dziewięćdziesiąt lat. Dosyć zła już naczyniła, i jeśli nie może umrzeć, to trzeba obmyślić plan, żeby się powiesiła. Wesele miało się ku końcowi. Wypoczęci goście postanowili pójść ku bagnom zobaczyć ogrom strat: zatopione konie i różne inne dobra. Wtedy to jakiś mocniejszy chłopak chwycił za koński ogon, chcąc wyciągnąć konia z grzęzawiska. Ledwo chwycił -już ogon ma w ręce, a konia nie ma! Tak się przeraził, że aż oczy wyszły mu na wierzch, i wrzasnął na cały głos: - Ludzie kochani! Jakiś potwór pożarł konie a zostawił tylko ogony! I tak, na szczęście, podstęp nie wydał się. Potem, po skończonych uroczystościach weselnych, załadowano na wozy wszystek dobytek i posag młodej pani i ruszono w drogę. Lisek pobiegł naprzód. Pędził i pędził, aż natknął się na wielkie stado świń. Rzekł do świniarków: - Hej, chłopcy, będzie tu wkrótce przejeżdżać bogata dama. Gdy spyta was, czyje są te świnie, powiedzcie, że księcia Santokopa. Wtedy ta dama da wam hojny napiwek.
Po jakimś czasie przejeżdża królowa i pyta: - Czyje te świnie?
- To są świnie księcia Santokopa!
Wtedy sypnęła im garść pieniędzy. Rzucili się na nie łapczywie, gdyż każdy chciał zagarnąć jak najwięcej dla siebie. Lisek tymczasem biegł już dalej i teraz spotkał stado krów. Zawołał: - Hej, pastuszki, będzie tu wkrótce przejeżdżać wytworna dama. Gdy spyta, czyje są te krowy, powiedzcie: księcia Santokopa. Wtedy ta dama da wam hojny napiwek. Tak też się stało. Gdy królowa nadjechała, spytała ich:
- Czyje są te krowy?
- To są krowy księcia Santokopa - odparli zgodnie. Dama sięgła znowu do kieszeni i dała im pieniędzy. A lisek biegł już naprzód, ile sił w nogach. Tak przybył do swojej macochy, owej złej czarownicy, która mieszkała we wspaniałym pałacu o dwunastu bogatych komnatach, miała oprócz tego mnóstwo świń, krów, koni i innego różnego dobra. Gdy już liskowi to wszystko pokazała, ten rzekł:
- I na co ci to wszystko? Już nadciąga wojsko, posiekają cię na kawałki! Czarownica przeraziła się: - Ojej, to już raczej sama się powieszę. Lisek szybko postarał się o dobry stryczek i wyprowadził ją do dwunastego pokoju. Tam też powiesiła się zła czarownica.
Wkrótce potem nadjechali goście weselni i młoda para. Lisek podarował Jankowi pałac: - Janku, odtąd będziesz tutaj żył z twoją księżniczką, a ja z twoją siostrą. Teraz jednak musisz wykonać jedno bardzo trudne zadanie.
Zaprowadził Janka do jedenastej komnaty, tam wręczył mu miecz i rzekł: - Tym oto mieczem przetnij mnie na pół!
- Ależ lisku, jakże mógłbym to zrobić! - strapił się Janek.
- Jeśli ty tego nie zrobisz ze mną, to ja zrobię to samo z tobą!
- Nie! To jest również niemożliwe! Przecież nie mógłbym się cieszyć i być szczęśliwy z moją żoną, gdybyś mi życie odebrał!
To rzekłszy Janek chwycił miecz i rozpłatał liska. W tym momencie stanął przed nim przepiękny młodzieniec.
- Widzisz, Janku, gdy mój ojciec ożenił się po raz drugi, wziął sobie za żonę tę właśnie złą czarownicę. To ona zamieniła mnie w lisa, żeby zagarnąć cały mój majątek dla siebie. Teraz pojmę Aniczkę za żonę i będziemy oboje żyć szczęśliwie.
Jeszcze tego samego dnia poślubił Aniczkę i zaczęło się dla nich wszystkich szczęśliwe życie. Złą czarownicę pochowali, a sami -jeśli nie pomarli - to żyją do dziś.


O ZŁOTEJ DZIEWCZYNIE, KTÓRA WZIĘŁA SIĘ Z JAJKA
(baśń słowacka)

W dawnych czasach, w jakimś angielskim mieście, żył pewien król, który miał tylko jednego syna, imieniem Senpeter. Gdy już dorósł do żeniaczki, powiedział ojcu, że chce taką żonę, jakiej nigdy jeszcze nie było ani pod słońcem, ani przy księżycu, ani na wietrze, ani pod gwiaździstym niebem.  Takiej to właśnie żony chce poszukać. Uprosił u ojca jednego pachołka na towarzysza i razem ruszyli w świat.
Wędrowali przez góry, przez doliny. Pewnego dnia na szczycie jakiejś góry spotkali staruszkę.
- Dobry wieczór, babuleńko!
- Szczęść Boże! Weź ten tu widelec i podeprzyj mi powieki, żebym mogła zobaczyć, coś ty za jeden. Witaj, Senpetrze z Anglii! Czego ci trzeba?
- Proszę cię, babuleńko, powiedz mi, czy znasz taką dziewczynę, jakiej nigdy jeszcze nie było ani pod słońcem, ani przy księżycu, ani pod gwiaździstym niebem? Takiej właśnie szukam na żonę.
- Jaśnie królewiczu, nie wiem ja o takiej, wie natomiast moja siostra, którą znajdziesz na sąsiednim szczycie góry. Ona powie ci, co masz czynić.
Powędrowali dalej, a wieczorem byli już u celu.
- Dobry wieczór, babuleńko!
- Szczęść Boże! Skąd jesteście? Weź ten tu widelec i podeprzyj mi powieki! A, witam, witam, Senpetrze!
- Babuleńko, czy słyszałaś coś o takiej dziewczynie, jakiej nigdy jeszcze nie było pod słońcem, nigdy przy ksieżycu, nigdy pod gwiaździstym niebem i jakiej nigdy jeszcze nie owiał wiatr?
- Wiem, moje dzieci! Niedaleko stąd na łące stoi krzywa wierzba, pod tą wierzbą siedzi kura, a pod tą kurą są trzy jajka. Kto o dwunastej godzinie weźmie stamtąd jedno z tych jajek, zdobędzie piękną złotą dziewczynę.
Nie zwlekając poszli do owej kury. O dwunastej godzinie królewicz wziął jedno jajko, zaś jego sługa zabrał pozostałe dwa. Kura poderwała się i zaczęła pędzić za nimi zionąc ogniem, tak że musieli uciekać, co sił w nogach. Gdy już znaleźli się u owej staruszki, dała im taką radę:
- Mój synu, jak zajdziesz do wytwornej gospody, zamów trzysta różnych potraw. Jeśli ich tyle właśnie nie będzie, wszystko na nic, dziewczyna umrze i nie będziesz jej miał.
Znowu szli, przez góry i doliny, aż przyszli do pewnego miasta, gdzie była wytworna gospoda. Królewicz polecił towarzyszowi:
- Wejdź i spytaj, czy moglibyśmy dostać trzysta potraw!
Oberżysta powiedział, że tak. Gdy już przygotował potrawy, zawołał królewicza:
- Wszystko gotowe - według życzenia!
Wtedy królewicz sięgnął do woreczka i wyciągnął jajko, potem chwycił nóż i rozkroił je. Z jajka wyskoczyła dziewczyna, cała złota, od stóp do głów.  Obejrzała jedzenie, ale brakowało dwudziestu potraw. Padła nieżywa.  Królewicz z przerażenia nie wiedział, co robić. Dobył szabli, jego towarzysz chwycił bagnet, podważyli deski u podłogi i tam złożyli dziewczynę. Potem szybko opuścili gospodę.
- Przyjacielu, wracam! Tam, u kury, zostały jeszcze dwa jajka, wezmę jedno, choćbym miał to życiem przypłacić! - rzekł królewicz.
- A ja nie idę - odparł towarzysz - bo to jajko mam tutaj! Ale dam ci je dopiero wtedy, jak będziemy w innym kraju.
- Pokaż, nie wierzę! - nalegał królewicz.
I towarzysz pokazał mu jajko.
Znowu wędrowali, przez góry, przez doliny, aż przyszli do innego kraju, gdzie w pewnym dużym mieście znaleźli piękną gospodę.
- Panie gospodarzu, dostaniemy tu trzysta potraw? Tylko każda musi być inna!
Oberżysta powiedział, że dostaną. Zaraz zabrał się do roboty, sprowadził wiele kucharek i przygotował jedzenie. Gdy było już gotowe, zestawił mnóstwo stołów, bo myślał, że tu przyjdzie jeść cała armia. Po wniesieniu potraw oznajmił:
- Wszystko gotowe!
Królewicz przyjrzał się, istotnie było tego dużo.
- Rozbijmy jajko!
A gdy towarzysz nie sprzeciwił się, wziął nóż i rozkroił je. Wyskoczyła znowu złota dziewczyna, od której w całej gospodzie pojaśniało jak od blasku ognia. Rozejrzała się i stwierdziła, że brakuje dziesięciu potraw.  Padła nieżywa. Jak za pierwszym razem, tak samo i teraz złożyli dziewczynę pod podłogę. Królewicz był smutny i płakał. Gdy już się uspokoił, towarzysz odezwał się:
- Nie płacz, jest jeszcze jedno jajko, ale to ostatnie jajko dam ci dopiero, jak będziemy w naszym kraju.
I znów udali się w dalszą drogę. Gdy już znaleźli się we własnym kraju, przybyli do pewnego miasta. Towarzysz szybko odszukał gospodę.
- Panie gospodarzu, czy moglibyśmy dostać trzysta potraw, ale każdą inną?
- Wedle mnie, nawet czterysta i, oczywiście, każdą inną!
Oberżysta zabrał się do warzenia potraw, a królewicz i jego towarzysz zasiedli przy stole. Gdy już jedzenie było gotowe, ustawiono na długich stołach talerze, a każdy z inną potrawą.
- Czy to jest wszystko? - chciał się upewnić królewicz.
- Wszystko!
- Rozbij teraz jajko, mój przyjacielu - zwrócił się królewicz do towarzysza. Ten stłukł jajko i znowu wyskoczyła z niego złota dziewczyna. A taki blask bił od niej, że pojaśniało w całej  gospodzie.
Dziewczyna zbliżyła się do królewicza, objęła go i powiedziała:
- Jestem twoja do śmierci!
Potem wzięła łyżkę i kosztowała z każdej potrawy. Królewicz był bardzo szczęśliwy, że wreszcie zdobył piękną, złotą księżniczkę. Teraz już we troje ruszyli do domu. Był to ostatni dzień ich wędrówki. Po drodze wstąpili na krótki odpoczynek do królewskiego dzierżawcy. Poprosili o mleko, masło i chleb. Po posiłku wyszli do ogrodu trochę odpocząć, bo było bardzo gorąco. Królewicz i jego towarzysz położyli się w cieniu jabłoni i obaj zasnęli. Zaś do złotej księżniczki, która nie spała, podeszła dzierżawczyni i powiedziała:
- Łaskawa księżniczko! Czy nie zechciałabyś obejrzeć naszych pięknych kwiatów w ogrodzie?
Dziewczyna zgodziła się i poszła z ową kobietą. Gdy zbliżyły się do studni, dziewczę spytało:
- Co to jest?
- To jest głęboka studnia. Gdy jedno wiadro schodzi na dno, drugie idzie w górę - objaśniała kobieta.
Księżniczka spojrzała w wodę i w tym momencie dzierżawczyni zepchnęła ją do studni. Złota dziewczyna jednak nie utonęła lecz zamieniła się w złotą rybkę.
A co z dzierżawczynią?
Stała się bardzo bogata, szybko ustroiła własną córkę w kosztowne szaty i posadziła ją przy królewiczu w ogrodzie. On jednak nie domyślił się niczego, tylko jego sługa od razu spostrzegł, że to nie była owa dziewczyna z jajka. Bał się jednak powiedzieć o tym swemu panu.
Potem udali się razem w drogę i przyszli do domu, do ojca. Królewicz poślubił dziewczynę, i po siedmiu latach mieli już trzyletniego synka.
Zostawmy ich teraz i wróćmy do studni.
Pewnego dnia król zapragnął z tej właśnie studni napić się wody, bo była chłodna i zdrowa. Posłał po nią owego młodzieńca. No, i jedno wiadro w dół, drugie w górę, i gdy wyciągnął spuszczone wiadro, wraz z wodą złapała się w nie złota rybka. A była to właśnie złota dziewczyna! Że zaś nikt dotąd jeszcze nie widział takiej ryby, postanowiono upiec ją królowi. Ryba była już oskrobana z łuski, gdy do kuchni weszła dzierżawczyni, która teraz opiekowała się dzieckiem królewicza i swej córki. Zaczęła krzyczeć, że każdy, kto skosztuje tej ryby, umrze. Chwycili więc rybę i wrzucili ją w ogień, a razem z nią wszystkie łuski, jakie tylko zostały po oskrobaniu - oprócz jednej, która spadła na podłogę i schowała się w szparze między deskami.
Nazajutrz przy zamiataniu kuchni chłopak zgarnął ją do śmieci i razem z nimi wyrzucił na gnój. Następnego dnia urosła tam piękna grusza z cudownymi złotymi gruszkami.
Gdy stary król wstał i zobaczył przez okno, że cały jego dwór tonie w jasnym blasku, ucieszył się, że wyrosło na jego dworze takie piękne drzewo.
Ale dzierżawczyni też je zobaczyła. Bardzo przerażona powiedziała do córki:
- Jeśli nie zetniemy tej gruszy, koniec z nami, bo to jest ta właśnie dziewczyna, którą zepchnęłam do studni!
Rozkazały żołnierzom natychmiast ściąć i spalić gruszę. Wtem zerwał się wiatr i jeden wiórek wyfrunął poza bramę i zamienił się tam w mały, złoty krzyżyk.
Wkrótce potem przechodziła tamtędy pewna stara, uboga kobieta, wracając z kościoła.
Spostrzegła krzyżyk na drodze, podniosła go, wzięła ze sobą do domu i powiesiła go na gwoździu. W tym momencie usłyszała głos:
- Ach, matulu, jestem bardzo głodna, już siedem lat nic nie jadłam!
Kobieta przeraziła się, nie wiedząc kto to powiedział. Obróciwszy się zobaczyła przed sobą złotą dziewczynę, która tak do niej powiedziała:
- Matulu kochana, za to, że znowu ożyłam, będę w przyszłości troszczyć się o ciebie, daj mi tylko coś do zjedzenia!
Kobieta miała tylko jedno ugotowane jajko i to jajko zjadły obie.
Potem dziewczyna powiedziała:
- Matulu, chcę zarobić trochę grosza, poślij mnie do fabryki!
Tak się też stało. Kobieta owinęła dziewczynie głowę mizerną chuściną i ubrała ją w stare suknie.
A tego właśnie dnia, gdy pierwszy dzień była w pracy, przyszedł królewicz obejrzeć sobie fabrykę. Zatrzymał się przy niej i z ciekawością zapytał:
- Miła, śliczna dziewczyno, skąd się tu wzięłaś? Takiej urody jeszcze nigdy nie widziałem! Powinnaś tylko zdjąć chustkę z głowy!
- Nie zrobię tego, mam na głowie strupy! - powiedziała, bo nie chciała, żeby się wydało, że jest złotą księżniczką.
Następnego dnia królewicz przyszedł znowu i od razu skierował się ku niej:
- Miła, śliczna dziewczyno, co ci się śniło?
- Ach, co mi się śniło? Kto by poznał mój sen, zapłakałby, ale co tu opowiadać, to jest zbyt długi sen... Razu pewnego młodzieniec oznajmił swemu ojcu, że pojmie tylko taką za żonę, jakiej nigdy nie było pod słońcem, nigdy przy księżycu, nigdy na wietrze, i nigdy pod gwiaździstym niebem, tak, taką, która nawet się nie urodziła! Przeraził się stary ojciec, bowiem obawiał się, że jeśli syn pójdzie szukać takiej dziewczyny, już nigdy nie wróci...
Królewicz wysłuchawszy tego rzekł:
- Och, dziewczyno, to był piękny sen o mnie! Mów dalej!
- ...Tak się stało, że jednak zdobył tę wspaniałą dziewczynę - jedyną, drugiej takiej nie było na świecie - ale nie potrafił jej uchronić...
Potem opowiedziała mu jednak wszystko co się jej przydarzyło, ale tak, jakby to był sen. W ten sposób poznał królewicz jej życie i swoją własną historię ożenku. Teraz dopiero przejrzał, że to ona jest jego prawdziwą żoną. Wziął ją na ręce i zaniósł do pałacu.
Nazajutrz przywołał tę fałszywą żonę i zasiadł z nią przy stole. Także jej matkę kazał sprowadzić. Potem zwołał dwudziestu czterech doradców i zapytał:
- Na co by zasłużył ktoś, kto by nas dwoje rozdzielił? - Wskazał przy tym na siebie i siedzącą obok żonę.
Ta odparła, że taki ktoś zasłużyłby na to, żeby go posadzić na żelaznym rozżarzonym koniu i przepędzić. Tak powinien by zginąć ów niegodziwiec!
Na to królewicz:
- Jak postanowiłaś, tak niech się stanie!
Żołnierze pochwycili i wyprowadzili fałszywą żonę i jej matkę. Potem królewicz przyprowadził z chatki nie opodal swoją prawdziwą małżonkę, co to siedem długich lat musiała czekać na niego.
Jej cudna uroda radowała każdego, kto tylko spojrzał na nią.


KONKURS WIEDZY O SŁOWACJI
PYTANIA

1.Jak się nazywa kraj, z którym sąsiadujemy na południu?

2.Jak nazywa się stolica Słowacji?

3.Jak wygląda flaga Słowacji?

4.Jak wygląda godło Słowacji?

5.Jakie góry leżą po polskiej i słowackiej stronie?

7.Jak nazywa się największa rzeka Słowacji?

8.Co to jest Terchowa?

9.Kto pochodził z Terchowej?

10.Kim był Janosik?

11.Na czym polegała działalność Janosika?

12.Jakie znasz potrawy słowackie? Wymień trzy.

13.Jak przywitasz się w języku słowackim?

14.Co wynalazł Stefan Banić? (spadochron)

15.Jak nazywa się słynny park wodny na Słowacji?
(Tatralandia)
16.Z czego słyną słowackie baseny?

17.Jak nazywają się dwaj święci słowaccy?

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.