X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer: 40621
Przesłano:

"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły"

s. Agnieszka Stasiak

„Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”- streszczenie książki

Adele Faber i Elaine Mazlish mieszkają w Long Island, w stanie Nowy Jork. Każda jest matka trojga dzieci. Są autorkami popularnych poradników edukacyjnych, które zdobyły duże uznanie wśród rodziców, wychowawców i psychologów. Do ich najbardziej popularnych książek należą: „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci”, „Rodzeństwo bez rywalizacji”, „Jak mówić, żeby dzieci się uczyły”, „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Ostatnia z nich stała się jednym z najbardziej sprzedającym się poradników w dziedzinie wychowania. Jej polskie wydanie wzbogaca suplement zawierający doświadczenia rodziców polskich.

Ta książka wzbudziłą nasze zainteresowanie, gdyż w sposób niezwykle osobisty, pełen życzliwości i prostoty Autorki dzielą się swoim własnym doświadczeniem oraz głęboką wiedzą na temat dylematów rodzicielskich i dzięcięcych uczuć, sposobów nawiązywania współpracy, skuteczności i nieskuteczności pochwał oraz kar. Ujawniając przyczyny porażek wychowawczych i wskazując sposoby ich uniknięcia – uczą rodzicielstwa dojrzałego i satysfakcjonującego.

Szczególną zaletą tego podręcznika jest pokazanie jak to robić!

Doświadczenia rodziców towarzyszą każemu rozdziałowi książki, którzy wprowadzali – tydzień po tygodniu – zaproponowane przez autorki książki nowe sposoby komunikowania się z dziećmi. Prowadzili zapiski dialogów ze swoimi dziećmi, wymieniali uwagi i doświadczenia, pomagali sobie wzajemnie w przełamywaniu trudności i w odkrywaniu możliwości pomagania sobie i swoim dzieciom.

W rozdziale pierwszym pt. Jak pomóc dzieciom, by radziły sobie z własnymi uczuciami” autorki w sposób prosty ale jednocześnie bardzo wymowny zwracają uwagę na problem uczucia. Jak akceptować dziecięce negatywne uczucia? – to jedno z głównych zadań, które muszą przezwyciężyć rodzice, którzy dobrze chcą zrozumieć swoje pociechy. Dziecko musi być przekonane, że osoba dorosła rozumie jego uczucia.
Ważne jest wczucie się w sytuację dziecka, a nawet porównanie jej z tak bardzo nieraz podobnymi reakcjami z naszego życia. Kiedy jesteśmy zdenerwowani lub ktoś nas zranił nie chcemy słuchać rad, gdyż one wprawiają nas w jeszcze gorszy nastrój niż poprzednio. Nie chcemy też współczucia i pytań Tak samo jest w sytuacji problemowej dziecka. Ono potrzebuje by go wysłuchać, docenić jego ból i dać mu możliwość porozmawiania o swoim uczuciu, o tym co go trapi. Aby dobrze zrozumieć dziecko trzeba umieć utożsamić się z jego problemem tak, jakby to był mój własny problem. Takie podejście do dziecka powoduje, że negatywne emocje słabną i dziecko jest zdolne do poradzenia sobie ze swoimi odczuciami i problemami. Jednak język empatii – czyli uczuciowego utożsamiania się z inną osobą i wywołania u siebie uczucia, które ono przeżywa – nie jest naszą naturalną cechą, gdyż większość z nas wyrasta z tradycji zaprzeczania uczuciom.

Autorka podaje cztery sposoby, ułatwiające pomoc dziecku by radziło sobie z własnymi uczuciami:
1 Słuchanie go z pełną uwagą.
2.Określenie jego uczuć
3.Zaakceptowanie ich.
4.Wyrażenie dziecka pragnień w formie fantazji

Dużo ważniejsze od słów jest jednak nastawienie do dziecka. Nasza postawa musi być otwarta i szczera. Jeżeli w słowa nie włożymy prawdziwego uczucia nie trafimy do serca dziecka. Cokolwiek powiemy będzie traktowane przez nie jako sztuczne i nieszczere.
Z tych czterech powodów, które zostały przedstawione najtrudniej wsłuchać się w dziecięcy wylew uczuć i określić te uczucia. Wymaga to doświadczenia i koncentracji oraz zrozumienia psychiki dziecka, aby rozszyfrować co mówi i co może czuć.
Ważne jest też uczenie dzieci określać swoje uczucia. Jeżeli będą potrafiły nazwać swoje doznania, zaczną radzić sobie z nimi same.
Niektóre dzieci potrafią powiedzieć, że się boją, są złe lub nieszczęśliwe. Bardzo często dzieci nie wiedzą dlaczego czują się tak a nie inaczej. Nie wskazane jest więc stawianie dziecku pytań „dlaczego?”- gdyż to powiększa tylko ich problem. Dużo bardziej pomocne jest dla dziecka gdy usłyszy: „Widzę, że coś cię smuci”, niż pytanie ”Co się stało?”. Łatwiej rozmawiać z kimś kto akceptuje twoje uczucia, niż z kimś, kto zmusza cię do wyjaśnień.

2.”Zachęcenie do współpracy” to tytuł drugiego rozdziału ,w którym jest mowa o tym, jak pomóc rodzicom, aby umieli radzić sobie ze swoimi negatywnymi uczuciami.
Tym co powoduje codzienne frustracje, jest codzienne zmaganie się z dziećmi, aby skłonić je do zachowań akceptowanych przez nas i społeczeństwo. To irytująca i żmudna praca. Część tego problemu leży w niezgodności potrzeb. Dorośli potrzebują zewnętrznej czystości, porządku, uprzejmości i ustalonych form. Dzieci nie dbają o to wcale. Większość z rodzicielskich pasji koncentruje się na udzielaniu pomocy dzieciom w dopasowaniu się do norm społecznych. Zazwyczaj jednak im bardziej nalegamy, tym większy stawiają opór.

Autorki podają pięć metod, które pomogą współdziałać z dziećmi bez gwałcenia ich poczucia godności osobistej lub pozostawiania w wirze złych uczuć.
*Opisz co widzisz lub przedstaw problem,
np.” Na łóżku leży mokry ręcznik”
*Udziel informacji.
np.” Ten ręcznik moczy mój koc”
*Powiedz to jednym słowem’
np. „ Ręcznik
*Opisz, co czujesz,
np. „ Nie lubię spać w mokrym łóżku”
*Napisz liścik,
np. „ Proszę, odwieś mnie na miejsce, abym mógł wyschnąć.
Dziękuję!
Twój ręcznik!”.

Ważne jest to by być autentycznym. Nie udawać cierpliwości wtedy, gdy jest się złym, gdyż takie zachowanie może działać przeciwko. pozbawiając nas możliwości prawdziwego porozumienia się.
Nawet jeśli nie zakończymy sprawy pomyślnie za pierwszym razem, nie znaczy to, że powinnyśmy powrócić do starych metod. Mamy do dyspozycji więcej niż jeden sposób. Możemy używać ich w kombinacji i, jeżeli będzie to konieczne ze zwiększonym naciskiem. Istnieje wiele sposobów, aby dostosować informacje do nastroju Jeżeli chcemy, aby coś było zrobione natychmiast, lepiej mówić z naciskiem aniżeli z prośbą. Głośne, stanowcze polecenie, spowoduje wykonanie go dużo szybciej.
W celu pobudzenia dzieci do czynu i ożywienia nastroju w rodzinie nie ma nic lepszego niż trochę humoru. Problemem wielu rodziców jest to, że ich naturalne poczucie humoru ulatuje wraz z ich codzienną irytacją, którą przynosi obcowanie z dziećmi.
Sam wygląd oburzonego rodzica lub nuta pogardy może głęboko zranić. Ale jeżeli dziecko obrzucone jest słowami typu: „głupi” „niedbały”, „lekkomyślny”, „nigdy się nie nauczysz” – jest ono podwójnie zranione. W jakiś sposób słowa te zapadają na długo w sercu i zatruwają umysł. Dzieci często przypominają je sobie w późniejszym czasie i używają ich jako narzędzia przeciw sobie samym.

3. Część trzecia pt. „Zamiast karania” bogata jest w wiele wypowiedzi, stwierdzeń i argumentów udowadniających, że stosowanie kar nie przynosi pożądanych skutków, a prowadzi jedynie do uczuć nienawiści, odwetu, oporu, winy, bezwartościowości i rozczulania się nad samym sobą. Dziecko powinno odczuć konsekwencje swojego złego zachowania, ale nie w postaci kary. We wzajemnych stosunkach nie ma miejsca na kary.
Problem stosowania kar nie skutkuje, gdyż powoduje rozterkę duchową i dziecko – zamiast poczucia winy za to, co zrobiło oraz myślenia nad tym, jak to naprawić – oddaje się całkowicie myślom o odwecie. Karząc więc dziecko, pozbawiamy je w tym samym momencie bardzo ważnych procesów wewnętrznych, pozwalających. mu zrozumieć złe zachowanie.

Na te chwile, kiedy nie mamy ani pomysłu, ani energii, autorki proponują zamiast stosowania kar pewne inne metody, które mogą być wprowadzone natychmiast.
• Wskaż, w czym dziecko mogłoby ci pomóc.
• Wyraź ostry sprzeciw ( nie atakując charakteru)
• Wyraź swoje uczucia i oczekiwania.
• Pokaż dziecku, jak może naprawić zło
• Zaproponuj wybór.
• Przejmij inicjatywę.
• Daj dziecku odczuć konsekwencje złego zachowania.

Może się zdarzyć, że wypróbujemy wszystkich metod, a problem będzie dalej istniał. W takim wypadku należy założyć, że problem ten ma charakter bardziej złożony i wymaga on bardziej złożonych metod. Oto one:

Krok 1. Porozmawiaj o dziecięcych odczuciach i potrzebach.
Krok 2. Porozmawiaj o twoich odczuciach i potrzebach.
Krok 3. Wspólnie zastanówcie się nad znalezieniem obopólnie korzystnego
rozwiązania.
Krok 4. Wypisz wszystkie pomysły bez oceniania ich.
Krok 5. Zadecyduj, który pomysł ci się podoba, który nie, a który planujesz
wprowadzić w życie.

Najtrudniejszą sprawą nie jest uczenie się każdego kroku, lecz zmiana, jakiej musimy dokonać w naszym nastawieniu. Musimy zaprzestać myślenia o dziecku jako o problemie, który wymaga korekty. Musimy zrezygnować z przekonania, że ponieważ jesteśmy dorośli, zawsze mamy rację. Musimy przestać się obawiać, że jeżeli nie będziemy wystarczająco czujni, nasze dziecko nas oszuka Wymaga to wielkiego aktu wiary i zaufania.
Te dzieci, które nie mówią, nie znaczy, że nie słuchają i nie rozumieją. Małe dzieci uczą się w każdej minucie, każdego dnia. Rzecz w tym czego się uczą. Rodzice mają wybór. Uderzając dziecko dajemy mu do zrozumienia, że jedynym sposobem nauczenia go, czego nie należy robić, jest klaps. Możemy też potraktować dziecko jako pełnego godności małego człowieka, przekazując mu informacje, z których będzie korzystał teraz i do końca swego życia. Czasem trzeba powtórzyć tę samą informacje wiele razy, ale powtórzona informacja dostarcza więcej treści niż powtórzony klaps.
Stosowanie kary to celowe odbieranie dziecku pewnej możliwości dysponowania własnym czasem lub sprawianie mu bólu. Natomiast konsekwencje są naturalnym wynikiem zachowania się dziecka. Kara często daje ten efekt, że uczy dziecko zachowywać się dokładnie odwrotnie, niż chcielibyśmy, aby się zachowywało. Wielu rodziców stosuje kary po prostu dlatego, że nikt nie nauczył ich lepszego sposobu utrzymywania dyscypliny.
Zanim przystąpimy do rozwiązywania problemów, należy przygotować się do tego psychicznie. Musimy mieć dość wewnętrznego spokoju, aby rozpocząć cały ten proces. Dobrze jest powiedzieć sobie: „Muszę, jak to jest tylko możliwe, akceptować i dostosować się do uczuć mojego dziecka. Muszę wsłuchać się w uczucia, które przedtem były dla mnie nieważne.”
Nie należy się spieszyć. Jeżeli nie znajdziemy natychmiastowego rozwiązania, znaczy to, że powinniśmy głębiej przemyśleć tę sprawę, dokładniej ją zbadać i lepiej ją omówić. Kluczem do wszystkiego jest słowo szacunek.

4.Tytuł czwartego rozdziału brzmi; „Zachęcenie do samodzielności”
Może się ono w życiu okazać bardzo skomplikowane. Niezależność od rodziców ma dla dzieci bardzo duże znaczenie. Rodzice doskonale o tym wiedzą, jednak buntują się przeciwko temu. Po pierwsze, to sprawa zwykłej wygody, np. zapinają im guziki, ponieważ zrobienie tego za nich jest dużo łatwiejsze i szybsze. Rodzicom trudno jest zgodzić się na to, by ich najbliższe i najdroższe istoty miały same zmagać się i popełniać błędy, skoro kilka ich mądrych słów i porad mogłoby ochronić je od bólu czy niezadowolenia.
A tymczasem jednym z ważnych celów rodziców jest pomóc dzieciom rozłączyć się z nimi, aby mogli stać się niezależnymi ludźmi, którzy pewnego dnia będą zdolni do samodzielnego życia. Dlatego trzeba pozwolić dzieciom na działanie według ich uznania, na borykanie się z własnymi problemami, pozwolić aby uczyli się na własnych błędach.
Kiedy ludzie znajdują się w pozycji zależności to zwykle odczuwają bezradność, urazę, frustrację czy złość. Na takie problemy natrafiają właśnie rodzice. Z jednej strony, dzieci są wyraźnie od nich zależne. Z uwagi na ich młody wiek, niedoświadczenie, muszą wiele dla nich zrobić, powiedzieć im, pokazać. Z drugiej strony, fakt ich zależności od rodziców może prowadzić do wrogości. Na szczęście możliwości rozwinięcia dziecięcej autonomii uwidaczniają nam się codziennie.

Oto pewne szczególne sposoby, które mogą pomóc, aby zachęcić dziecko do samodzielności:
• Pozwól dziecku dokonać wyboru.
• Okaż szacunek dla dziecięcych zmagań.
• Nie zadawaj zbyt wielu pytań.
• Nie spiesz się z dawaniem odpowiedzi.
• Zachęć dziecko do korzystania z cudzych doświadczeń.
• Nie odbieraj nadziei.

Każdy, nawet najmniejszy wybór, stanowi dla dziecka zwiększoną możliwość rozszerzenia kontroli nad swoim życiem. Dziecko tak wiele „musi” zrobić, że nie trudno zrozumieć, dlaczego staje się obrażone lub krnąbrne. Jeżeli możemy zaproponować mu wybór spośród różnych możliwości, wystarcza to bardzo często, by złagodzić jego złość.
Zwykle myślimy, mówiąc dziecku, że coś jest łatwe, że dodajemy mu odwagi. Tak jednak nie jest. Jeżeli bowiem uda mu się zrobić coś łatwego, ma wrażenie, że nie dokonało wiele. Jeżeli poniesie porażkę, będzie myślało, że nie potrafiło zrobić czegoś łatwego.
Natomiast jeżeli mówimy „To może być trudne” - dziecko w razie niepowodzenia pociesza się tym, że zadanie było ciężkie.
Dzieci w czasie dorastania zadają wiele pytań. Rodzice często czują się zakłopotani tymi pytaniami i gorączkowo szukają natychmiastowej, zadowalającej odpowiedzi Presja ta nie jest jednak potrzebna. Zwykle, kiedy dziecko zadaje pytanie, już wcześniej myślało nad odpowiedzią. Dając dzieciom natychmiastowe rady, wyrządzamy im krzywdę. Lepiej zachęcić je do dalszych dociekań w rozwiązywaniu własnych problemów. Proces szukania odpowiedzi ma taką samą wartość, jak sama odpowiedź.
Dzieci czują się zranione i opuszczone, kiedy rodzice ignorują ich problemy. Jednak pomiędzy zupełnym ignorowaniem a ciągłym dawaniem rad, rodzice mają jeszcze inne możliwości reagowania.

• Pomóż dziecku uporządkować własne myśli i uczucia.
• Ponownie przedstaw problem w formie pytania
• Wskaż na możliwości uzyskania środków zaradczych poza domem.

5. „Pochwały” – to tytuł piątego rozdziału, w którym autorki udowadniają, że nie ma bardziej wartościowej, ważniejszej dla człowieka oceny, niż ocena samego siebie. Istota tej samooceny ma głęboki wpływ na proces myślenia człowieka, jego emocje, pragnienia, wartości i cele. Jest to jeden z najważniejszych czynników kształtujących zachowanie.
Musimy pomóc dziecku, aby widziało siebie jako wartościowego człowieka. Za każdym razem, kiedy okazujemy szacunek jego uczuciom, gdy dajemy mu szansę dokonania wyboru lub rozwiązania jakiegoś problemu – rośnie w nim zaufanie i szacunek do samego siebie.
Możemy pomóc naszym dzieciom budować pozytywne wyobrażenie o sobie poprzez udzielanie pochwał. Ale nie jest to wcale takie proste. Czasami w najlepszej wierze udzielona pochwała przynosi nieoczekiwane efekty.

Wraz z pozytywnymi uczuciami mogą się rodzić także uczucia mieszane.
• Pochwała może spowodować zwątpienie w wiarygodność osoby chwalonej.
• Pochwała może prowadzić do natychmiastowego zaprzeczenia.
• Pochwała może wywołać obawę.
• Pochwała może zmusić do skoncentrowania się na swojej słabości.
• Pochwała może wywołać niepokój i zakłócić aktywność.
• Pochwała może być również odczytana jako manipulacja.

Dobra pochwała składa się z dwóch części:
• Dorosły opisuje z uznaniem, co widzi lub czuje.
• Dziecko – po wysłuchaniu opinii – potrafi pochwalić się samo.

Jest jeszcze jeden sposób chwalenia, kiedy również stosuje się opis. Dodatkowym elementem jest tutaj to, że dodajemy do opisu jedno lub dwa słowa, które podsumowują godne pochwały zachowanie dziecka.
Te chwile, w których dobre czyny dziecka zostały potwierdzone, stają się doświadczeniem życiowym, do którego może ono wrócić w czasie zwątpienia lub zniechęcenia. W przeszłości robiło coś, z czego było dumne. To w nim tkwi i może procentować. Samozadowolenie dzieci jest zbyt cenne aby zostawić to przypadkowi.

Kilka zaleceń dotyczących stosowania pochwał:
• Upewnij się czy twoja pochwała jest dostosowana do wieku dziecka i poziomu jego percepcji.
• Unikaj takiej pochwały, w której ukryta jest poprzednia słabość dziecka lub niepowodzenie.
• Miej świadomość, że przesadny entuzjazm może kolidować z oczekiwaniami dziecka.
• Musisz mieć świadomość, że dziecko wielokrotnie powtórzy to zachowanie, które opiszesz. Pochwała zachęca do powtórzeń i zwiększenia wysiłków. Jest to skuteczny impuls.

Nastawienia na spostrzeganie wad i negatywnych zachowań nie pozwalają nam dostrzec i docenić bogactwa niepowtarzalności każdego człowieka: nie pozwalają nam na życzliwy stosunek do niego. Czynią nas ślepymi na wysiłki dziecka, jego dobrą wolę, a czasem nawet na ograniczenia niezależne od dziecka.
Na wywiadówkach w szkole zamiast pełnej informacji o dziecku (w czym jest świetne, przeciętne, a w czym potrzebuje pomocy) słyszymy przede wszystkim narzekania na skandaliczne zachowanie dzieci i pretensje, że się nie uczą. Wracamy do domu i powtarzamy destruktywne opinie. Zadajemy ból naszym dzieciom w taki sam sposób, w jaki zraniono nas.
Zatruwamy dziecięcą psychikę przesłaniem, że w życiu najważniejszą sprawą i umiejętnością jest dostrzeganie zła.
W ten sposób bezpowrotnie zaprzepaszczamy szansę przekazywania dzieciom istotnej hierarchii wartości, za którą teoretycznie się opowiadamy, tracimy szansę nauczenia ich zauważania i doceniania tego, co piękne i dobre – w nich, w nas, w świecie otaczającym i w życiu.
Uczymy się agresji, krytykanctwa, zabijając naturalną zdolność afirmacji życia i motywację do rozwoju własnych umiejętności i zdolności.

6.Tytuł szóstego rozdziału „Uwolnienie dzieci od grania ról „ jest kolejnym, bardzo ważnym wezwaniem dla rodziców. Rozpoznanie roli, jaką mimo woli i nieświadomie rodzice przypisują dziecku jest najtrudniejszym zadaniem.
To co rodzice myślą o dziecku, może być mu zakomunikowane w kilka sekund.
Bardzo silny wpływ na młodego człowieka ma sposób patrzenia na niego przez rodziców. Nie tylko ich uczucia mają wpływ, ale również ich zachowanie. Sposób, w jaki rodzice postrzegają swoje dzieci, może wpłynąć nie tylko na sposób patrzenia dzieci na siebie samych, ale także na sposób ich zachowania się.
Jeżeli określisz dziecko mianem „półgłówka”, może ono zacząć tak myśleć o sobie. Jeżeli twierdzisz, że twoje dziecko jest złośliwe, jest szansa, że będzie chciało ci pokazać, jak bardzo potrafi być złośliwe. Trzeba za wszelką cenę unikać przyczepiania dziecku etykietki.
Gdy dziecko - z jakiegoś powodu – „weszło” już w jakąś rolę nie musi ją grać do końca życia. Oto opis sześciu metod, które mogą być używane przez rodziców, pragnących uwolnić swoje dzieci od odgrywania ról.

• Wykorzystaj okazję pokazania dziecku, że nie jest tym, za kogo się uważa.
• Stwórz sytuację, w której dziecko spojrzy na siebie inaczej.
• Pozwól dziecku „podsłuchać”, gdy mówi się o nim pozytywnie.
• Zademonstruj zachowanie godne naśladowania.
• W szczególnych momentach bądź dla dziecka skarbnicą wiedzy.
• Kiedy dziecko postępuje według starych nawyków, wyraź swoje uczucia lub swoje oczekiwania.

Proces uwalniania dzieci od grania określonych ról jest skomplikowany. Pociąga on za sobą potrzebę gruntownej zmiany postawy wobec dziecka i wymaga również praktycznej znajomości wielu nowych metod. Aby zmienić postawę dziecka, trzeba umieć połączyć wiele elementów w jedną całość – uczucia, samodzielność, nagradzanie, rezygnację ze stosowania kar.

7. Rozdział siódmy to „ Podsumowanie”
Kiedy rodzice znajdują się w trudnej sytuacji, potrzebne im są określone umiejętności. Okazuje się, że są chwile kiedy miłość, spontaniczność i dobre intencje po prostu nie wystarczają.
W prawdziwej sztuce życia dzieci angażują nas bez reszty, nie dając czasu na powtórki lub poszukiwanie bezpiecznej odpowiedzi. Jednakże bogatsi o wiedzę, o nowe umiejętności możemy zawsze skorygować nasze postępowanie. Możemy oprzeć się na podstawowych zasadach.

Nie popełnimy zbyt dużo błędów, jeżeli zadamy sobie trud wsłuchania się w uczucia dzieci lub porozmawiamy z nimi o naszych własnych uczuciach oraz jeśli bardziej zainteresuje nas myślenie o ich przyszłości, a nie rozwiązywanie zaszłości.
Rodzice nie mogą stawiać się w roli dobrych lub złych rodziców, tolerancyjnych czy autorytatywnych. Muszą myśleć o sobie jako o istotach ludzkich z wielkimi możliwościami tworzenia i wprowadzania zmian.
Współżycie i współpraca z dziećmi to proces długi i wyczerpujący. Wymagający serca, inteligencji i wytrwałości. Dlatego rodzice powinni być czasami dla siebie takimi, jakimi są dla swoich dzieci. Szczególnie wtedy, gdy nie udaje się im żyć zgodnie z własnymi oczekiwaniami powinni dać sobie kolejną szansę.

Książka ta przybliża nam niektóre pojęcia pomagające w głębszym zrozumieniu treści. Wśród nich warto wymienić:

Akceptacja – <łac. acceptatio – przyjmowanie>, jest to przyjęcie jakiegoś sądu, opinii lub poglądu, ale także zachowania lub postawy, wyrażenia zgody na coś, uznanie czegoś.
W odniesieniu do dziecka, akceptacja w znaczeniu pedagogiczno-psychologicznym, to czynność regulująca zachowanie się dziecka, jego radosne samopoczucie i dobre przystosowanie.

Depersonifikacja - <de - + personifikacja> zdrada, pozbawienie osobowości.

Depersonalizacja – łac. poczucie zmiany osobowości, polega na wystąpieniu wątpliwości co do zdolności prawidłowego, pełnego przeżywania uczuć, zdolności normalnego przeżywania psychicznego i odbioru pełni wrażeń zewnętrznych, uczestniczenia w aktualnym dzianiu się.

Emocja - <łac. emotio> odzwirciedlenie stosunku osobnika do aktywizujących jego potrzeby przedmiotów i zjawisk świata otaczającego oraz zjawisk zachodzących w nim samym. Emocje powstają w wyniku zaburzenia równowagi tego stosunku, ze względu na relacje osobnika do rzeczywistości. Mogą występować 4 rodzaje emocji: zagrożenia, ograniczenia, pozbawienia i zaspokojenia.

Empatia - <gr. empatheia> przypisywanie innej osobie uczuć, jakie by ktoś żywił będąc w sytuacji tej osoby; uczuciowe utożsamianie się z inną osobą i wywoływanie w sobie uczucia, które ona przeżywa.

Komunikacja - <łac. communicatio> wymiana, łączność, rozmowa; jest to proces wymiany wiadomości między osobami; jest to jedna z form porozumiewania się.

Prewencja - <łac. praeventio> zapobieganie czemuś
Uczucia – procesy będące funkcją organizmu, odzwierciedlające stosunek jednostki do otoczenia, jego fragmentów i do samej siebie. Uczucia mogą człowieka aktywizować, mobilizować i pobudzać do działania albo powstrzymywać aktywność, całkowicie hamować ją, czyniąc człowieka mało aktywnym lub nawet zupełnie biernym.

Można powiedzieć, że książka ta jest „wyciągnięciem ręki” w stronę rodziców, którzy z bezradnością toczą codzienny bój ze swymi dziećmi.I zawiera konkretne wskazówki co robić, aby tak nie było. Dużym plusem jest to, że są to rady nie oparte na teoretyzowaniu, ale na konkretnych obrazach z życia. Poza tym nie są to tylko przykłady wymyślone przez autorki, ale w większości wypowiedzi rodziców, stosujących się do nowych metod. Pojawiły się również wątpliwości i trudności jakie mogą przydarzyć się każdemu przy wprowadzaniu pewnych zmian w życie swoje i swojej rodziny.

Uważam, że bardzo wartościową wskazówką było odkrycie przed rodzicami, że najpierw to ONI SAMI muszą się zmienić, aby mogły zmienić się ich dzieci.

Autorki (Adele Faber i Elaine Mazlish) bez jakiegokolwiek narzucania swego zdania, z wielką wyrozumiałością i cierpliwością wyjaśniają wszelkie zasygnalizowane im problemy. Nie obawiają się też pisać o tym, że nie wszystkim rodzicom udaje się od samego początku postępować według nowych zasad. Wymaga to bowiem od nich większego niż do tej pory zaangażowania w poznawanie własnego dziecka, zwiększonego trudu, i ogromnego wysiłku woli. Jednym słowem książka ta nie reklamuje złotego środka, który umożliwi nam życie łatwiejsze i przyjemniejsze. Ale zwraca uwagę czytelnika na bardzo konkretną pracę, a raczej współpracę rodzica z dzieckiem, aby życie w rodzinie było czymś więcej niż ciągłe nieporozumienia, kłótnie i rozczarowania. Okazuje się, że wystarczy czasem się zatrzymać i przeanalizować przede wszystkim swoje zachowanie. A wtedy dokonujemy wielkiego odkrycia widząc, że zachowaniw dziecka jest odpowiedzią na nasz stosunek do niego i na to, w jaki sposób je traktujemy.
Oznacza to, że dziecko nie jest takie jak uważaliśmy do tej pory, złe samo z siebie, ale być może jest niewłaściwie wychowywane. A jeśli nawet nabyło samo, gdzieś poza domem, jakichś złych przyzwyczajeń, to my przez niewłaściwe podejście możemy ten problem pogłębić, zamiast pomóc rozwiązać.

Książka wskazuje na fakt, że to rodzice odpowiadają za większość kształtujących się cech swego dziecka. Nie jest to jednak jeszcze powód do przerażenia, ale do uświadomienia sobie ogromnej odpowiedzialności wychowawczej i otwarcia się na proces przemiany.
Autorki zwracają tutaj uwagę na problem rodziców, którzy nie umieją przyznać się do tego, że nie radzą sobie z wychowywaniem dzieci. Jedyną radą jest - zdobyć się na odwagę i zacząć szukać pomocy.
Taką pomocą w stawianiu pierwszych kroków przyswojenia sobie zasad „nowego wychowania” może być właśnie książka pt. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”.
Zawiera ona bardzo konkretne, praktyczne rady, które w naszej codziennej zabieganej rzeczywistości umykają naszej uwadze, i jako mało istotne, spychane są na bok. A okazuje się, że to właśnie one stają się powodem wielu nieporozumień.

I tak oto rodzice, czytając wyżej wymienioną książkę, mogą sobie uświadomić jakie popełniają błędy, np.:

- zaprzeczając uczuciom dziecka,
- usprawiedliwiając się pośpiechem, brakiem czasu,
- zrzucając winę na dziecko,
- tłumiąc swe uczucia, nie mówiąc o nich,
- nie akceptując swoich pomyłek.

A następnie otrzymują bezpośrednią odpowiedź na to, co z tym zrobić dalej, np.:

- nie zaprzeczać odczuciom dziecka(wyzwolić w sobie zdolność empatii),
- znaleźć czas na wysłuchanie dziecka,
- mieć odwagę przyznawać się do swych uczuć,
- zaakceptować siebie.

Można powiedzieć, że współautorami tej książki są również rodzice, ich bardzo szczere wypowiedzi: zarówno te mówiące o ich bezradności, jak i te mówiące o pierwszych sukcesach.
Bardzo ważne jest to, że książka pokazuje nie tylko pozytywne efekty nowych metod, ale też niepowodzenia rodziców i trud jaki trzeba włożyć, żeby pomóc swemu dziecku.
Przedstawione jest to w ciekawy sposób. Na pytania rodziców odpowiadają autorki w sposób bardzo jasny, prosty i tak przekonywujący, że nie budzi to zastrzeżeń co do słuszności nowych metod.
Sam fakt, że problemy, o których mówią rodzice są od razu rozwiązywane, jest bardzo istotny, gdyż czytelnik w ten sposób uspokaja swoje wątpliwości, jakie się w trakcie czytania mogą mechanicznie zrodzić, np.: Czy ja dam sobie z tym radę? Poza tym te wypowiedzi rodziców wprowadzają atmosferę realnej rzeczywistości, gdyż są „z życia wzięte”.

Bardzo wartościową cechą tej książki jest również to, że uczy pozytywnego spojrzenia np. na siebie samego, na swoje problemy, i na dziecko. Uczy nas, że powinniśmy szanować siebie, nie bać się swoich uczuć, ale także szanować dziecko w pełni akceptując go, takim jakim jest.
Możemy zauważyć po wypowiedziach rodziców, którzy przeczytali już tą książkę, że czują się tak jakby ktoś z nich zciągnął olbrzymi balast.

Jednakże wydaje nam się, że ustalone z góry schematy nowych metod nie zawsze da się zastosować do indywidualnej sytuacji rodziny i dziecka. Dlatego nie można tych rad traktować jako jedyną i najlepszą możliwość uzdrowienia własnych problemów wychowawczych z dzieckiem. Dostosowanie się do nich przez rodziców rzeczywiście łagodzi trudne sytuacje w domu, ale nie dotyka głębi problemu.
Wydaje nam się, że jest to powierzchowne usuwanie konfliktów, ale należałoby również zachęcić rodziców do głębszego zainteresowania się tym, co się dzieje i dlaczego.
W książce podkreślony jest fakt, że ważny jest pozytywny stosunek do dziecka, bo to wyzwala w nim również pozytywne reakcje wobec rodziców i otoczenia. Trzeba jednak pamiętać, by nie zatrzymywać się tylko na łagodzeniu konfliktów, ale szukać głębszych przyczyn ich powstawania.

Na koniec więc pragnę zachęcić wszystkich do przeczytania książki Adele Faber i Elaine Mazlish pt. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Zachęcamy również do samodzielnego i twórczego szukania prawdy o sobie i o swoich dzieciach.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.