X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 39861

Bajka terapeutyczna "W Słonecznej Krainie"

W Słonecznej Krainie

Tam, gdzie kończy się ziemia i zaczyna niebo, jest Słoneczna Kraina. Nie sposób opisać całego jej piękna. Pełno tam małych rzeczek, ogromnych, zieloniutkich łąk, łanów zbóż, a u stóp rozległego wzgórza płynie spokojnie rzeka Huczka. Prawda, że ślicznie się nazywa? W Słonecznej Krainie jest wieczne lato. Każdego ranka, kiedy wschodzi słońce, słychać pianie kogutów i wesoły ryk bydła wychodzącego na pastwiska. W ciągu dnia jest ciepło, świeci słońce, od czasu do czasu deszcz ożywia ziemię i wszystkie rośliny. Wieczorem, kiedy słońce zalewa pola przepiękną czerwienią, słychać koncerty żab, zamieszkujących nad Huczką. Jest tam jeszcze jedno cudne miejsce, o którym nie sposób nie wspomnieć. To Szumiące Wierzby. Co prawda nie jestem pewna, czy rosnące tam drzewa rzeczywiście są wierzbami, ale na pewno są wielkie, majestatyczne i szumią spokojnie kołysane wiatrem. Ktoś kiedyś tak nazwał to miejsce i tak już zostało.
Kiedyś, chyba całkiem niedawno, w tej uroczej krainie stał sobie mały biały domek, którego dwie ściany oplecione były winoroślą. Wokół niego było bardzo zadbane podwórko, ogród pełen pachnących, kolorowych kwiatów, przyciągających wzrok każdego przechodnia, a dalej sad. W tym sadzie rosło wiele krzaków agrestu, porzeczek i malin, a także śliwy i jabłonie, które wciąż uginały się pod ciężarem dorodnych owoców. I dużo by jeszcze można było pisać o tej niezwykłej krainie, ale przecież już czas zacząć naszą opowieść... .
W tym małym, białym domku mieszkali Babcia i Dziadzio. Byli to bardzo mili ludzie i mieli równie miłą wnusię, która odwiedzała ich co roku w czasie wakacji. Dziewczynka była jeszcze bardzo malutka. Miała krótkie nóżki, małe rączki, krótkie włoski w kolorze ciemny blond i duże, brązowe, bystre oczka. Na imię jej było Kruszynka- pewnie dlatego, że była taka malutka.
Kruszynka była bardzo wesołą dziewczynką i niezwykle ciekawą świata. Kochała ludzi, wszystkie żywe stworzonka (oprócz pająków), kwiaty z babcinego ogródka i całą Słoneczną Krainę. Zapewne też nic by nie zakłócało jej radosnego dzieciństwa, gdyby nie fakt, że w sąsiedztwie mieszkał Wielki Czarny Lud, którego dziewczynka tak bardzo, bardzo mocno się bała. Dlaczego?...
Czarny Lud był prawie tak wielki, jak olbrzym. Miał ogromne ręce i długie nogi, na których nosił wielkie, gumowe buty. Miał też małe oczy i bardzo szerokie usta. Kiedy się uśmiechał, krótkie włoski Kruszynki stawały dęba, a uśmiechał się zawsze na jej widok. Nie był to jednak szczery, przyjacielski uśmiech, ale uśmiech, który zawsze zapowiadał tylko jedno... . Kiedy dziewczynka bawiła się, zawsze uważała, aby nie zbliżać się do podwórka Czarnego Luda. Ale niestety, czasem pochłonięta zabawą zupełnie zapominała o niebezpieczeństwie i wtedy, nie wiadomo skąd pojawiała się nagle ta wielka ciemna postać i już za chwilę Kruszynka słyszała za sobą odgłos tych ciężkich, gumowych butów. Nic nie dawało to, że starała się bardzo szybko uciekać. Jej nóżki były przecież krótkie i słabe, a nogi Luda wielkie. Kiedy w końcu doganiał Kruszynkę, chwytał ją mocno i przyciskał do siebie, a potem znowu zaczynał szeptać jej do ucha te straszne historie o dziwnych zwierzętach i dzikich syrenach. Wtedy dziewczynka wyrywała się ze wszystkich sił i krzyczała, bo tak bardzo bała się tych jego szerokich ust, ale była za słaba. Czasem Lud przychodził też na podwórko Babci i Dziadzia, ale przy nich stwarzał pozory mniej Wielkiego i mniej Czarnego niż był w rzeczywistości. Często skarżył się im też na Kruszynkę, że mu dokucza, że go zaczepia i zakłóca jego spokój. Z tego powodu dziewczynka bała się mówić, jak jest naprawdę, bo była pewna, że i tak Babcia z Dziadziem jej nie uwierzą.
Tak było prawie codziennie. Zapewne Kruszynka nie chciałaby więcej odwiedzać Babci i Dziadzia gdyby nie to, że tak bardzo kochała ich i Słoneczną Krainę. Dodatkowym jej problemem, z którym w żaden sposób nie mogła sobie poradzić, było to, że nocami dręczyły ją koszmary, w których gonił ją ten wielki osobnik. Wszystko w tych snach było bardzo realistyczne. Nie ważne też gdzie była, w jakim łóżeczku spała, z jaką przytulanką, co dobrego zjadła na kolację- śnił jej się Czarny Lud.
A ponieważ Lud tak bardzo ją dręczył, Kruszynka w końcu zaczęła myśleć, że na pewno wszyscy mężczyźni są tacy źli, oczywiście, oprócz jej Tatusia i Dziadzia. To tak, jakby miała na oczach okulary, przez które każdy napotkany pan stawał się wielki, czarny i trzeba było go koniecznie z daleka ominąć. Czasami dziewczynka już tak bardzo miała dość złego Luda, że chciałaby mu coś zrobić, jakoś oddać, ale nie miała wystarczająco siły. Czuła się bardzo opuszczona, bo nikt nic nie wiedział o jej problemie. Ale...czy na pewno nikt?...
Pewnego dnia zdarzyła się rzecz niezwykła, która zapoczątkowała wielkie zmiany w życiu małej Kruszynki. Dzień, jak każdy inny był słoneczny i bardzo ciepły. Dziewczynka siedziała skulona wśród dojrzewających kłosów pszenicy i cichutko płakała nad swoim marnym losem. Nagle nad jej głowa przesunął się jakiś cień, który później zupełnie zasłonił słońce. Kruszynka za strachu skuliła się jeszcze bardziej i zamknęła oczy. W tej samej chwili usłyszała cichy szelest, a potem jakiś miły, spokojny głos powiedział: - Witaj Kruszynko! Dziewczynka nieśmiało otworzyła oczy i aż jej dech zaparło. Naprzeciw stał wielki, biały orzeł i przyjaźnie się jej przyglądał. Wyglądał pięknie. Miał ogromne skrzydła, którymi lekko poruszał dla ochłody, nogi, zakończone wielkimi szponami, jego dziób był bardzo ostry, a pióra lśniły się w słońcu. Ala najdziwniejsze było to, że Kruszynka wcale nie czuła już strachu. Kiedy już troszkę ochłonęła z wrażenia, uśmiechnęła się i powiedziała:
Witaj orzełku, to znaczy, duży orle, jak się nazywasz i skąd znasz moje imię?
Nazywam się Mocny i bardzo dobrze znam nie tylko Twoje imię, ale również wiem o tym, jak bardzo krzywdzi Cię Czarny Lud i jak bardzo z tego powodu cierpisz.
Kruszynka troszkę się zarumieniła, bo wstyd jej się zrobiło, że ktoś zna jej problem, ale nawet się z tego powodu bardzo ucieszyła.
To Czarnego Luda też znasz? – zapytała nieśmiało.
Oczywiście – powiedział Mocny – znam go bardzo dokładnie i doskonale wiem, co się tu dzieje. Kiedy szybuję w przestworzach, nic i nikt nie umknie przed moim bystrym wzrokiem i czujnym słuchem. Widziałem, jak ten osobnik zawsze czeka, żeby Cię złapać, słyszałem te wszystkie straszne rzeczy, które Ci opowiada. Wiem, że bardzo tego nie chcesz, że próbujesz uciekać, ale Twoje nóżki są za słabe i za krótkie. Wiem, że płaczesz, bo także w nocy Lud prześladuje Cię w snach...
Tu oczy dziewczynki otworzyły się jeszcze szerzej ze zdziwienia, bo tego już nie mogła pojąć, skąd orzeł wiedział, co jej się śni, ale nic nie powiedziała, a Mocny mówił dalej...
Poza tym wiem też, że z powodu tego, co przeżywasz, boisz się już wszystkich panów i myślisz, że wszyscy są tak samo źli, jak Lud.
W tym momencie Kruszynka zarumieniła się jeszcze bardziej i powiedziała:
Ach, orzełku, widzę, że jesteś nie tylko bardzo piękny i mocny, ale też bardzo mądry. Chciałabym być taka dzielna i silna jak Ty, wtedy na pewno nie bałabym się już Czarnego Luda. A gdybym jeszcze miała takie ogromne skrzydła, jak Twoje, mogłabym zawsze uciec, kiedy będę w niebezpieczeństwie.
Właśnie po to tu jestem, żeby Ci pomóc, żebyś już więcej nie musiała cierpieć.
Och, jak bardzo się cieszę – zawołała Kruszynka, której kamień spadł nareszcie z serca, że w końcu znalazł się ktoś, kto zaoferował jej pomoc.
Ale tego, co stało się potem, wcale się nie spodziewała. Mocny powiedział, że ma dla niej propozycję, po czym zaprosił ją na swój grzbiet, na którym miała się udać w podniebną podróż. Troszkę się bała, ale nic nie mówiąc, wsiadła na grzbiet orła i mocno chwyciła się jego piór. Zamknęła też oczy, kiedy poczuła, że zaczynają wzbijać się w górę. Gdy w końcu je otworzyła, byli już bardzo wysoko. Pod nimi rozciągały się łąki i pola Słonecznej Krainy. Mniejsze rzeczki przypominały kreseczki zrobione ołówkiem na papierze, a Huczka wyglądała jak jej ciemnoniebieska wstążka do włosów. Ciemniejsza zielona plama, to były Szumiące Wierzby, a domek Babci wyglądał jak pudełko od zapałek. Lecieli coraz dalej nad innymi wioskami, a potem nad miastami, których nie znała. Nie wiedziała, gdzie lecą, ale to nie było ważne. Ufała Mocnemu. Później orzeł zniżył swój lot i Kruszynka mogła już dokładnie zobaczyć, co dzieje się na ziemi. Widziała różnych panów, starszych i młodszych, uśmiechniętych, którzy wcale nie wyglądali na niebezpiecznych. Patrzyła, jak pomagali małym dziewczynkom i dorosłym paniom i zrobiło jej się wstyd, że tak źle o nich myślała. Stwierdziła nawet, że mogłaby się z nimi zaprzyjaźnić. Później wzbili się wyżej w powietrze i wracali nad Słoneczną Krainę. Dziewczynka wcale nie chciała jeszcze wracać, bo czuła się bezpiecznie z dala od Czarnego Luda.
Pewnie nie chcesz jeszcze wracać – powiedział Mocny – ale czy nie sądzisz, że życie nie na tym polega, żeby unikać problemów, ale na tym, żeby stawić im czoła?
Kruszynka pomyślała, że Mocny ma rację, ale nie mogła sobie wyobrazić, jak ona, taka mała i słaba, może stawić czoła wielkiemu i silnemu Ludowi. A orzeł mówił dalej...
To nie ważne, że jesteś jeszcze mała. Jest sposób, żebyś pokonała Czarnego Luda. Po pierwsze zdecyduj się powiedzieć Babci, Dziadziowi i Rodzicom o tym, jak on Cię traktuje. Musisz go zdemaskować, a wtedy utraci swoją siłę. Czarny Lud panicznie boi się prawdy. Nie martw się, że Ci nie uwierzą. Jeśli będzie trzeba, ja ich przekonam. Poza ty, kiedy następnym razem będzie Cię gonił, nie uciekaj. Stań przed nim, popatrz mu prosto w oczy, powiedz zdecydowanie i głośno: Nie!!!, a potem wezwij mnie na pomoc.
Kruszynka była zachwycona tym pomysłem, choć nadal trochę się bała. Kiedy wylądowali, pożegnała się serdecznie z orłem, ucałowała jego ostry dziób i podziękowała za wspaniałą podróż.
Nie trzeba było długo czekać na egzamin z odwagi. Następnego dnia do Kruszynki przyjechali Mamusia i Tatuś. Bardzo się z tego cieszyła, bo chciała koniecznie powiedzieć im o Ludzie. Kiedy siedzieli wszyscy razem przy śniadaniu, dziewczynka przełknęła ślinę i oznajmiła, że ma im coś ważnego do powiedzenia. Potem opowiedziała jak ją Czarny Lud traktował, jak ją ganiał, mocno ściskał i jakie straszne historie jej opowiadał. Kiedy skończyła, była cała czerwona ze wstydu. Jakie było jednak jej zdziwienie, kiedy zapadła cisza, a potem Mamusia wzięła ją na ręce, mocno przytuliła i zaczęła płakać. Pytała, dlaczego jej córeczka nic wcześniej nie mówiła. Wszyscy byli bardzo oburzeni na Luda i kiedy już po kolei uściskali Kruszynkę, poprosili, żeby poszła na podwórko pobawić się, bo muszą zastanowić się, co dalej. Dziewczynka z lekkim już serduszkiem wyszła z domu. Słonko świeciło jasno i było ciepło. Szła tak zamyślona, kiedy nagle usłyszała w pobliżu znajomy głos: Oj, ta nasza Kruszynka... . Zaparło jej dech w piersiach. Odwróciła się i zobaczyła, że tuż za nią stał Wielki Czarny Lud i oczywiście szeroko się uśmiechał. Jego wielkie ręce wyciągały się w stronę dziewczynki i zaczął się zbliżać. Już miała zacząć uciekać, kiedy nagle przypomniały jej się słowa Mocnego. Stanęła więc prosto, spojrzała mu prosto w oczy, zrobiła najgroźniejszą minę, jaką umiała i drżącym, ale stanowczym głosem powiedziała: Nie!!!
I stała się rzecz niesamowita. Lud cofnął ręce i zatrzymał się, robił wrażenie bardzo zaskoczonego. Ale za chwilę zaczął się śmiać i ruszył do ataku. Chwycił dziewczynkę, ale wtedy ona z całej siły krzyknęła: Mocny, ratunku!!! Nad ich głowami momentalnie pojawił się cień, a potem Czarny Lud upadł na ziemie pod wpływem potężnego podmuchu, a Kruszynka poczuła, że mocne szpony delikatnie unoszą ją do góry. Nie wiedziała, że na jej krzyk rodzice i dziadkowie wybiegli z domu i zobaczyli jak Lud chwycił małą dziewczynkę. Tylko nie widzieli wcale Mocnego. Myśleli, że Kruszynka sama wyrwała się i gdzieś uciekła. Aż strach mówić, co się potem dzieło z Czarnym Ludem. Zrobił się momentalnie bardzo mały, został potwornie skrzyczany, wyszarpany za fraki i zagrozili mu, że jeśli nie zostawi dziecka w spokoju, to pójdzie do więzienia. Czarny Lud bardzo się przestraszył i przysiągł, że to się już więcej nie powtórzy.
Tego wieczoru Kruszynka siedziała przytulona do Mamusi i opowiadała jej niezwykła historię o swoim nowym przyjacielu - Mocnym, o podniebnych podróżach, o dobrych panach, których widziała. Była pewna, że Lud już więcej jej nie skrzywdzi. Wiedziała, że ma pewnego, bardzo mocnego obrońcę i, że sama też nie jest już taka mała i słaba jak była. Mamusia słuchała jej w milczeniu i uśmiechała się.
Mamusiu, czy Ty wierzysz mi, że naprawdę latałam na grzbiecie Mocnego?
Wierzę córeczko...
Mamusiu, a czy Ty też go znasz?
Mama nic nie powiedziała, tylko przytuliła mocniej swoją małą odważną dziewczynkę i zamyśliła się. Przypomniała sobie niejedną historię ze swojego życia i te pióra lśniące w blasku słońca...
Kruszynka spojrzała na mamę i już wiedziała, że Mocny jest przyjacielem nie tylko małych dziewczynek...

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.