X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 3652
Dział: Artykuły

Narracja w edukacji

Refleksję nad edukacją można snuć na wiele sposobów. Wybrany przeze mnie i prezentowany w tym tekście, prowadzi do wniosków, które mogą okazać się ważne w twórczym przekształcaniu szkolnej rzeczywistości w Polsce. Pragnę podjąć tu dyskusję ze wspaniałym choć chwilami trudnym tekstem Jerome Brunera: "Kultura edukacji"(rdz. IV- Nauczanie Teraźniejszego, Przeszłego i Możliwego) oraz świetną, krytyczną postawą autorek D. Klus- Stańskiej i M. Nowickiej w książce: "Sensy i bezsensy edukacji wczesnoszkolnej".(rdz. III- Mówić czy zaniemówić-skutki komunikacji w klasie szkolnej.")
Autorzy skupiają się nad nurtującym obecnie problemem zreformowanej szkoły-NARRACJĄ
JAK WAŻNA JEST NARRACJA W EDUKACJI?
Jerome Bruner - proponuje przyjęcie szczególnego, narracyjnego sposobu myślenia, bowiem właśnie przez narrację tworzymy i "konstruujemy" obraz nas samych oraz swoją wiedzę o świecie.
Narracje są jednym z najważniejszych narzędzi umysłu.
Autor skupia się na bardzo ważnych pojęciach: sprawstwa, refleksji, współpracy i kultury
w naszym nauczaniu. Przykładem są dzieci w oaklandzkich szkołach, które już nigdy nie spojrzą na świat w ten sam sposób. Podobnie nauczyciele. Dzieci nauczyły się technik wspomagających używanie umysłu, dokonywania refleksji, docierania z łatwością do sedna posiadanej wiedzy, by przekazać ją innym i zrobić z niej użytek.
Wytwarzanie opowieści jak znakomicie pokazała C. Feldman- może pomóc dzieciom w odkryciu kiedy konieczna jest teoria. Współpracę umożliwia wymiana słowna. Aktywny umysł poszukuje dialogu i dyskursu z innymi aktywnymi umysłami. Dzieci mogą wypracować własne hipotezy negocjując je z innymi, nie wyłączając nauczycieli. Przejmują również rolę nauczycieli, przedstawiając własną wiedzę specjalistyczną. Są bardziej nieprzejednanymi krytykami niż nauczyciele. Nawet taki przedmiot jak historia, może nauczyć dzieci „bycia” historykami, a nie biernymi konsumentami skróconych,
„ poprawnych” niekiedy tandetnych, stronniczych przekazów.
To co teraz przytoczyłam jest dla mnie drogą, marzeniem zawodowym, wzorem do naśladowania. Pracuję tylko ,albo aż z przedszkolakami. Jest to właśnie taka droga, dzięki której moje dzieciaki uczą się żyć i radzić sobie w różnych sytuacjach. Moje przedszkolaki myślą i odczuwają ( mają na to prawo, tworzą taką wersję świata, gdzie dostrzegają własne miejsce)Trenuję z nimi codziennie opowieści w edukacji przyrodniczej, matematycznej, pracy teatralnej, działalności plastycznej, ruchowej a nawet w ćwiczeniach ortofonicznych. To one KREUJĄ świat, a jeszcze w swojej spontaniczności związanej z wiekiem są w tym cudowne!

Dorota Klus- Stańska krytykuje często padające w szkołach słowa : „ Najpierw pomyśl , a potem się zgłaszaj”. Nie robię tej krzywdy dzieciom! W mojej grupie dzieci nie reprodukują mowy. To jest ich własna interpretacja, z pełnym szacunkiem przeze mnie przyjmowana. Moją pasją jest praca z dziećmi poprzez różnorodne formy teatralne. Tu właśnie dzieci mogą wyzwolić wewnętrzny świat i posługiwać się właściwymi sposobami ekspresji-gestem, mimiką i tak ważnym słowem mówionym. Dzieci kreują siebie , już podczas prób głośno myślą, negocjują, proponują, mają prawo do zmian.
NIE GAŚMY TAKIEGO ZAPAŁU W NASZYCH DZIECIACH!
UCZMY je bycia sobą i życia we współczesnym świecie: „tu i teraz”.

Jak pisze J.Bruner : „Twierdzenie jakoby nauczyciele i uczniowie nie dysponowali w kwestiach narracji porównywalnymi umiejętnościami i otwartością oraz nie osiągali porównywalnych korzyści dla samoświadomości-jest przewrotne”.
Doskonałym tego przykładem jest gimnazjum publiczne mojej córki, która była w klasie o profilu Blok Aktywności Twórczej, gdzie przez trzy lata posiadła wspaniałą twórczą wiedzę poprzez narracyjne negocjacje. W tej szkole nie było miejsca na przekazywanie wiedzy odtwórczej, dominacji języka pisanego nad mówionym.
A także jak krytykuje D.Klus-Stańska nie miał racji bytu brak dialogu, brak kreowania własnej osoby i relacji z innymi poprzez język. Wręcz przeciwnie-z tego gimnazjum moje dziecko wyszło z ogromnym potencjałem twórczym: potrafi zaprezentować siebie, negocjować i odnaleźć się we współczesnym świecie, bardzo dużo nauczyła się od swoich rówieśników mających różnorodne zainteresowania i poglądy, wychodzi z głową pełną pomysłów. W szkole tej była zgoda na język osobisty ucznia, gimnazjaliści mieli prawo mówić, słuchać i myśleć!

Dobrzy nauczyciele literatury i nauk społecznych- cytuję Brunera- zawsze zdawali sobie sprawę z „kłopotliwości” narracji. Wyzwanie narracji postrzega on jako środek zintegrowanych badań nad społeczeństwem, ludzką naturą, historią ,literaturą, dramatem nawet prawem w imię przezwyciężenia własnej krótkowzroczności.
Wzorcem dla mnie jest film pt. „ Stowarzyszenie umarłych poetów”. Tu właśnie nauczyciel literatury uczy sztywnych uczniów:
-rozumienia poezji inaczej
-uczy samodzielnego myślenia
-otwiera im oczy ,że do sztuki z jakiejś sceny mogą dopisać swój wers
-uczy wolnomyślności, akceptacji samego siebie, odnajdywania własnej drogi
-ukierunkowuje aby wsłuchać się we własny głos ,interpretować na swój sposób poezję
-prowokuje do wyrażania swoich emocji
Jego niekonwencjonalne metody nauczania wnoszą powiew do skostniałych umysłów.
Jak dużo jeszcze w obecnych czasach wypuszcza się właśnie takich „skostnialców”?
Postawa tego nauczyciela jest dla mnie wspaniała. Myślę ,że każdy nauczyciel powinien czerpać z tego filmu lub książki wiele cennych wskazówek.

Zamiast jak podkreśla D. Klus- Stańska „ martwoty” ekspresji dziecięcej czyli do niczego nie prowadzących pogadanek, ostrej zasady dystrybucji komunikatów, fizycznych warunków odpowiedzi przy tablicy, stojąc przy ławce, a także schludności wypowiedzi ustnej i cukierkowych tematów-zastosować bawienie się słowem, rozmowę, współpracę w działaniu, wyrażanie emocji, uczyć negocjować, załatwiać sprawy dialogiem.

Źródłem wiedzy jest mowa nauczyciela . Mowa ucznia jest jedynie jej reprodukowaniem-piszą autorki książki: „Sensy i bezsensy edukacji wczesnoszkolnej”. Nauczyciel zapomina ,że celem ludzkiego porozumiewania się jest kreowanie własnej osoby i jej relacji z innymi poprzez używanie języka. Dla wielu nauczycieli istotne jest ustalenie czy uczeń wie czy nie wie! Wśród nauczycieli pokutuje przekonanie, iż jeśli uczeń nie zna definicji, to tak do końca nie wie o co chodzi.
Odejdźmy wreszcie od dominującego w naszych szkołach nauczania „ równym frontem”!
W tradycyjnych szkołach dalej pokutuje pogląd , że aktywne zdobywanie wiedzy jest ułatwianiem zrozumienia i zapamiętania znaczeń pochodzących od nauczyciela. Grupowe negocjacje uczniów są postrzegane jako nieekonomiczne elementy lekcji. Wychowani zostają uczniowie-przyszłe społeczeństwo:

-nie umiejące myśleć samodzielnie
-okaleczone
-bierne
-walczące o aprobatę kogoś dominującego
-i cytuję: „upupieni”, mało warci
- jak marionetki

Sama kiedyś byłam tego przykładem jako młody człowiek startujący w dorosłe życie. Dobrze, że w dalszej edukacji spotkałam ludzi, którzy nauczyli mnie inaczej myśleć.
Być refleksyjnym praktykiem!

Przeraża fakt ,że w dalszym ciągu w szkołach transmisyjnych jest najważniejsza wiedza odtwórcza tak jak dawniej .Do tej pory boję się przy większym audytorium zgłosić się i powiedzieć na forum, a nóż zostanę źle odebrana? Przecież zadaniem szkoły nie jest upośledzać!? Zabieranie głosu kiedyś często rodziło we mnie poczucie zagrożenia. Albo nie zapomnę jak trzeba było uczyć się słowo w słowo tego co podyktował nauczyciel wychowania technicznego, tematu zupełnie nie dotyczącego dziewcząt. Teraz słyszę ,że w pewnej podstawówce chłopiec ma wyszywać haftem krzyżykowym obrazek na ocenę.
Doświadczona przykrymi przeżyciami jak najdalej uciekam od metod transmisyjnych. Wypowiedzi moich dzieci przedszkolnych, choć niepoprawne językowo, to zachowują poprawność rozwojowa, emocjonalną i pragmatyczną. Po przeczytaniu D.Klus-Stańskiej poszłam po rozum do głowy ,że kiedyś często strofowałam dzieci mówiąc : „Powiedz to całym zdaniem”. Albo gdy moja córka mając 2,5 roczku pięknie recytowała wiersz, a oglądając po drodze ilustracje pytała co tam się stanie ,gdy....-to ją strofowałam i zdawkowo odpowiadałam ,żeby tylko pięknie „wyklepała” wierszyk do końca. Całe szczęście że nie zdążyłam jej „upośledzić”.

Przykre jest czytać słowa D.Klus-Stańskiej ,że uczeń uczy się ,że nikogo nie interesuje co on myśli na prawdę. A nauczycielskie powiedzenia typu: „Powiedz to, co chcę usłyszeć” przekonują ucznia, że samodzielne myślenie jest kompetencją mało przydatną, a nawet szkodliwą.
Zakończę podsumowaniem autorek: D.Klus-Stańskiej i M.Nowickiej:
„Aby umożliwić myślenie , nauczyciel winien zrezygnować z władzy nad przestrzenią języka w szkole, w przeciwnym razie uczniowie uczą się milczenia. Typowy obrazek z klasy pierwszej to las rąk i jękliwe : „Ja! Proszę pani ,ja!”. Obserwacje klas starszych dowodzą ,że „ów las zostaje skutecznie wykarczowany!”
NIE DOPUSZCZAJMY DO TEGO!!!!

Nie wiemy-jak mówi J.Bruner -i nigdy się nie dowiemy ,czy uczymy się narracji od życia, czy życia z narracji: zapewne i jedno i drugie.
PIELĘGNUJMY TEN SKARB MY NAUCZYCIELE ORAZ RODZICE!


BIBLIOGRAFIA:

1.Bruner J. ,Kultura w edukacji, Kraków 2006
2.Klus-Stańska D., Nowicka M.,Sensy i bezsensy edukacji wczesnoszkolnej, Warszawa 2005

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2017 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.