X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 2700
Rozmiar tekstu: A A A

Wieczór poezji patriotycznej. Scenariusz akademii z okazji Święta Niepodległości

Narrator 1: Najgoręcej pragnęlibyśmy przywitać znakomitych gości, którzy zaszczycili nas dzisiaj swoją obecnością.
Uczniowie klas :IV b, V a, V b oraz VI a i VI b pragnąc uczcić doniosłą chwilę w dziejach naszej drogiej Ojczyzny –Dzień Odzyskania Niepodległości, przygotowali „ Wieczorek Poezji Patriotycznej”.

Narrator 2: Na zaproszeniach, umieściliśmy motto, zaczerpnięte z jednego z wierszy Juliusza Słowackiego:
„Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei
i przed narodem niosą oświaty kaganiec,
a kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec!...”

Będzie ono naszym przykazaniem, wedle którego potoczą się myśli i słowa pieśni patriotycznych. Usłyszycie Państwo wiele „ złotych myśli” dzisiejszego wieczoru, które zostały wypowiedziane przez naszych rodzimych, złotoustych poetów.

Narrator 1:
Może wymieńmy przy okazji paru z nich: Ignacy Krasicki, Adam Mickiewicz, wspomniany już Juliusz Słowacki oraz Cyprian Kamil Norwid.
Bliżsi XX wieku to Artur Oppman, Władysław Bełza, jego imiennik Broniewski oraz noblistka Wisława Szymborska.
Nie tylko poezja dziś u nas zagości. W duszy Polaka, od pradziejów, zawsze towarzyszyła muzyka i śpiew, dlatego i te dwie faworyty Apollinowe ukarzą swój talent.

Narrator 2:
Przystąpmy więc do dzieła!!!

Narrator 1:
Na prekursora naszego spotkania obraliśmy Ignacego Krasickiego. Szczery przyjaciel ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, opromieniał swoją twórczością jego panowanie. Zadebiutował strofą „ Święta miłości kochanej ojczyzny”, która później przez długie lata pełniła rolę hymnu narodowego.
Posłuchajmy więc jego dzieła:

Uczeń 7:
Ignacy Krasicki, „Hymn do miłości ojczyzny”

„ Święta miłości kochanej ojczyzny,
Czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny
Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe.

CHÓR: Pieśń: „ Święta miłości kochanej ojczyzny” ( fragment 1 )

Kształcisz kalectwo przez chwalebne czyny
Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe,
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.

CHÓR: Pieśń: „ Święta miłości kochanej ojczyzny” ( fragment 2 )

Narrator 2:
W loży poetów nie powinno i nie zabraknie ikony polskiej poezji – Adama Mickiewicza. Nie pamiętał już czasów wolności, glorii i chwały I Rzeczypospolitej, ale jego wrażliwość artystyczna pokazuje niebywałą tęsknotę za ziemią ojczystą. Dowód odnajdujemy w epopei narodowej „ Pan Tadeusz”. Oto fragment:

Uczeń 13:
Adam Mickiewicz, „ Pan Tadeusz – epilog”

„ Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości,
W całej przeszłości i w całej przyszłości
Jedna już tylko jest kraina taka,
W której jest trochę szczęścia dla Polaka:
Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty, jak pierwsze kochanie,
Niezaburzony błędów przypomnieniem,
Niepodkopany nadziei złudzeniem,
Ani zmieniony wypadków strumieniem.

Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,
Te kraje radbym myślami powitał,
Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie
Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie
Małe i piękne; jadowite rzucił,
Ku pożytecznym oka nie odwrócił

Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny,
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!
Jakże tak wszystko, do nas należało,
Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:
Od lipy, która koroną wspaniałą
Całej wsi dzieciom użyczała cienia,
Aż do każdego strumienia, kamienia,
Jak każdy kątek ziemi był znajomy
Aż po granicę, po sąsiadów domy!

CHÓR: „ Polonez 3 maja”

Narrator 1:
Początkowo niedoceniany i zwalczany przez Adama Mickiewicza, Juliusz Słowacki doczekał się zasłużonego miejsca w panteonie wieszczów narodowych. Był poetą nastrojów, mistrzem operowania słowem, mistykiem liryki. Swoje natchnienie czerpał z licznych, fascynujących podróży po świecie. Niech przemówią same wiersze:

Uczeń 12:
Juliusz Słowacki, „ Rozmowa z Piramidami”

„ Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?
- wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
mamy takie trumny – mamy.

Piramidy – czy wy macie
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;
Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj choć trupem cały?
- daj tu ludzi tych bez plamy,
mamy takie trumny – mamy.

Piramidy, czy w macie
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tak razem – i ostatek
Czary dolać łzami matek?
- Wejdź tu...pochyl blade lice,
mamy na te łzy łzawice.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny zbawicielki;
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować – na dzień chwały?
- Złóż tu naród, nieś balsamy,
mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy została jeszcze jaka trumna głucha,
Gdziebym złożył mego ducha,
Ażeby Polska zmartwychwstała?
- Cierp a pracuj! I bądź dzielny,
bo twój naród nieśmiertelny;
my umarłych tylko znamy,
a dla dycha trumn nie mamy.

Uczeń 11 :
Juliusz Słowacki, „ Hymn”

Smutno mi Boże! – Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi Boże!

Jak puste kłosy z podniesioną głową,
Stoję rozkoszy próżen o dosytu...
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu;
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi Boże!

Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzucą z fali
Ostatnie blaski...
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi Boże!

Dzisiaj na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi Boże!

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
Smutno mi Boże!

Ty będziesz widział moje białe kości,
W straż nie oddane kolumnowym czołem;
Alem jest jako człowiek, co zazdrości
Mogił – popiołom...
Więc że mieć będę niespokojne łoże,
Smutno mi Boże!

Kazano w kraju niewinnej dziecinie
Modlić się za mnie co dzień...a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie
Płynąc po świecie...
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno mi Boże!

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w niebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący – marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi Boże!

Narrator 2:
Ostatnim, który żył i tworzył w dobie poezji romantycznej był Cyprian Kamil Norwid. Tak samo jak jego dwaj poprzednicy urodził się w zniewolonej Polsce, tak samo odczuwał żal i tęsknotę za Macierzą, tak samo był dziwakiem i samotnikiem. Oto wiersze Cypriana Kamila Norwida, jednego z „ Trzech muszkieterów” polskiego romantyzmu.

Uczeń 1:
Cyprian Kamil Norwid , „ Moja piosenka”

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi, Panie...

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są, jak odwieczne Chrystusa wyznanie,
„ Bądź pochwalony!”
Tęskno mi, Panie...

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
Tęskno mi, Panie...

Do bez – tęsknoty i do bez – myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,
Bez światło – cienia...
Tęskno mi, Panie...

Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojej...
Tęskno mi, Panie...

Uczeń 9:
Cyprian Kamil Norwid, „ Moja Ojczyzna”

„ Kto mi powiada, że moja ojczyzna
Pola, zieloność, okopy
Chaty i kwiaty, i sioła – niech wyzna
Że – to jej stopy.

Dziecka – nikt z ramion matki nie odbiera
Pacholę – do kolan jej sięga
Syn – piersi dorósł i ramię podpiera
To – praw mych księga

Ojczyzna moja nie stąd wstawa czołem
Ja ciałem zza Eufratu
A duchem sponad Chaosu się wziąłem
Czynsz płacę światu

Naród mię żaden nie zbawił ni stworzył
Wieczność pamiętam przed wiekiem
Klucz Dawidowy usta mi otworzył
Rzym nazwał człekiem

Ojczyzny mojej stopy okrwawione
Włosami otrzeć na piasku
Padam: lecz znam jej i twarz i koronę
Słońca słońc blasku

Dziadowie moi nie znali też innej
Ja nóg jej ręką tykałem
Sandału rzemień nieraz na nich gminy
Ucałowałem

Niechże nie uczą mię, gdzie ma ojczyzna
Bo pola, sioła, okopy
I krew, i ciało, i ta jego blizna
To ślad – lub – stopy

CHÓR: ?

Narrator 1:
Kto ty jesteś?

Narrator 2:
Polak mały.

Narrator 1:
Jaki znak twój?

Narrator 2:
Orzeł biały...

Narrator 1:
Każde polskie dziecko zna ten wierszyk na pamięć. Ale nie każdy już wie, że autorem tego tekstu jest Władysław Bełza - piewca polskości. Warszawiak z pochodzenia, Lwowiak z wyboru. Napisał wiele wierszy dla polskiej młodzieży i dzieci. Oto parę z nich:

Uczeń 19:
Władysław Bełza, „ Z doli niedoli”

Podzielił nas, mój bracie
Zły los i trzyma straż
W dwóch wrogich sobie szańcach
Patrzymy śmierci w twarz
W okopach, pełnych jęku,
Wsłuchani w armat huk,
Stoimy na wprost siebie
Ja – wróg twój, ty – mój wróg!

Las płacze, ziemia płacze,
Cały świat w ogniu drży...
W dwóch wrogich sobie szańcach
Stoimy – ja i ty.
Zaledwie wczesnym rankiem
Armaty zaczną grać,
Ty świstem kul morderczym
O sobie dajesz znać
I wołasz mnie i mówisz:
To ja, twój brat...twój brat!

A gdy mnie z dala ujrzysz
Od razu bierz na cel
I do polskiego serca
Moskiewską kulą strzel.
Bo wciąż na jawie widzę
I co noc mi się śni,
Że ta, co nie zginęła wyrośnie z naszej krwi.

Uczeń 5:
Władysław Bełza, „ Do polskiego chłopięcia”

„ Nie płacz, nie płacz synku drogi,
Żeś na ziemi swej ubogi!
Że nie miecz ci ani radło,
Lecz tułactwo w doli padło,
Żeś łzy tylko i cierpienia,
Odziedziczył z twego mienia.
Przez Bóg żywy, to fałsz dziecię!
Naprzód wziąłeś na tym świecie
To, co rodu twego znakiem:
Imię zacne żeś Polakiem.
A czy wiesz ty, ile części,
Krwi i chwały w nim się mieści?
Czy wiesz, jaka to poczciwa
Duma, wzrusza twe serduszko,
Gdy z usteczek ci się zrywa:
To Batory! To Kościuszko!
Urodzajna twoja rola,
Zbożem śmieją ci się pola,
Lasy twoje echa głuszą,
Owce wełną ci się puszą,
A jesienią, na jabłoni,
Owoc się jak szkarłat płoni,
Że zostaje na pochówek,
I na ziemię i przednówek.

A więc nie płacz synku drogi,
Żeś na ziemi swej ubogi;
Bo z twych łanów, w dawne lata,
Tyś spichlerzem był pół świata,
Dzieląc wszystkich pod swym niebem,
Równo sercem jak i chlebem
Sól z Wieliczki brałeś hojnie,
Złoto w dani lub na wojnie,
A na pług i do zbroi,
Szło żelazo z ziemi twojej,
I starczyło z twojej gleby,
I na zbytek i potrzeby.
Więc pogodnem patrz mi licem,
Boś ty skarbów tych dziedzicem!
I rąk nie łam z próżną troską...Wróci Bób, co przemoc wzięła!
W sprawiedliwość wierzmy Boską:
Jeszcze Polska nie zginęła!

CHÓR: „ Rozszumiały się wierzby płaczące”

Narrator 2:
„Odszedł w zaświaty poeta, który w ciągu czterdziestu kilku lat swego życia twórczego miał jedną tylko namiętność : bezgraniczne ukochanie Ojczyzny!!!”. Te słowa niegdyś zostały wypowiedziane o Arturze Oppmanie, który ukochał stolicę Polski - Warszawę - ponad wszystko. Wielokrotnie opisywał jej urok, tajemnicze zaułki Starego Miasta. Ojczyzna oddała mu swoją miłość, bowiem doczekał wolności i mógł obserwować jak wstaje spod zgliszczy zaborów po 123 latach udręki.
My przygotowaliśmy jeden wierz Artura Oppmana.

Uczeń 14:
Artur Oppman, „ Krzyż „ Virtuti Militari”

Czarno – niebieska wstążka
A przy niej srebrny krzyż:
Virtuti Militari.
Co znaczy to? Czy wiesz?

Znaczy „ żołnierskiej cnocie”,
Szlachetni o niej śnią.
A zdobyć ten krzyż można:
Pogardą śmierci, krwią.

Kto w boju mężnie staje,
Idąc na armat spiż,
Temu ojczyzna
Żołnierskiej cnoty Krzyż.

Chorągwie i sztandary
Zwycięsko szumią w krąg
A on ów dar nad dary
Z Ojczyzny bierze rąk.

Narrator 1:
Krzyż „Virtuti Militari” otrzymał kolejny poeta, mistrz liryki żołnierskiej Władysław Broniewski. Przeżył obie wojny światowe, aktywnie stawiając opór najeźdźcom. Podczas I wojny światowej walczył pod komendą Józefa Piłsudskiego a za odwagę na polu chwały został odznaczony Krzyżem Walecznych. II wojna światowa, zmusiła go do tułaczki po świecie wraz z armią generała Andersa. Posłuchajmy więc paru wierszy.

Uczeń 15 :
Władysław Broniewski, „ Żołnierz polski”

Ze spuszczoną głową, powoli
Idzie żołnierz z niemieckiej niewoli.

Dudnią drogi, ciągną obce wojska,
A nad nimi złota jesień polska.

Usiadł żołnierz pod brzozą u drogi,
Opatruje obolałe nogi.

Jego pułk rozbili pod Rawą,
A on bił się, a on bił się krwawo,

Szedł z bagnetem na czołgi żelazne,
Ale przeszły, zdeptał na miazgę.

Pod Warszawę dał ostatni wystrzał,
Potem szedł. Przez ruiny. Przez zgliszcza.

Jego dom podpalili Niemcy!
A on nie ma broni, on się nie mści...

Hej, ty brzozo, hej ty brzozo – płaczko,
Smutno szumisz nad jego tułaczką,

Opłakujesz i armię rozbitą,
I złe losy, i Rzeczpospolitą...

Siedzi żołnierz ze spuszczoną głową,
Zasłuchany w tę skargę brzozową,

Bez broni, bez orła na czapce,
Bezdomny na ziemi – matce.

Uczeń 16:
Władysław Broniewski, „ Bagnet na broń”

Kiedy przyjdą podpalić dom,
Ten, w którym mieszkasz – Polskę,
Kiedy rzucą przed siebie grom,
Kiedy runą żelaznym wojskiem
I pod drzwiami staną, i nocą
Kolbami w drzwi załomocą –
Ty, ze snu podnosząc skroń,
Stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
Obca dłoń ich też nie przekreśli,
Ale krwi nie odmówił nikt:
Wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
Na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską –
Kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
Poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz – to strzelecki rów,
Bagnet na broń!

Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
Przypomnimy, co rzekł Cambronne,
I powiemy to samo nad Wisłą.

CHÓR : „ Bagnet na broń”

Uczeń 18:
Władysław Broniewski, „ Mannlicher”


Nie głaskało mnie życie po głowie,
Nie pijałem ptasiego mleka –
No i dobrze, no i na zdrowie:
Tak wyrasta się na człowieka.

Byłem jeszcze zupełny szczeniak,
Kiedym wziął karabin do garści,
Żeby w śmierci, w grozie zniszczenia
Zaciąć usta i czoło zmarszczyć.

Nauczyło żołnierskiej krzepy
Życie trudne, twarde i liche.
Byłem wtenczas jak szczeniak ślepy,
Na świat patrzył na mnie mannlicher.

Dowiedziałem się, o czym milczy
Czarny Styr i zielony Stochód...
Gryzą ziemię moi najmilsi,
Nawąchali się dosyć prochu.

Cóż im wyznać w serdecznym słowie,
Gdy się młodość jak cmentarz przyśni?...
Nie głaskało mnie życie po głowie,
Nie doszedłem tam, dokąd szliśmy.

Ale idę jak żołnierz dalej,
Inny, dalszy, trudniejszy cel mam
I jak stary mannlicher wali
Wiersz mój gniewny – broń szybkostrzelna.

Uczeń 17:
Władysław Broniewski, „Monte Cassino”

Nasze granice naszli znienacka,
Słupy graniczne zewsząd zrąbali...
Idzie Kresowa, idzie Karpacka
W dymie eksplozji, w huku batalii.

Nasze granice?... – trzeba ich szukać
W rytmie kaemów, w chrzęście pancerzy.
My już to wiemy, stara nauka
Polskich tułaczy, polskich żołnierzy.

Idzie Karpacka, idzie Kresowa,
Walą armaty, trzeszczą spandauy.
Tu nam nie ujdzie, tu się nie schowa
Wróg uzbrojony w broń doskonałą.

Idzie Kresowa, idzie Karpacka,
Każda bojową chrzęszcząc maszyną.
My was znajdziemy, choć po omacku,
W Monte Cassino! W Monte Cassino!

Padnie nas wielu w pięknej Italii,
Żywi umarłych grzebmy i liczmy,
Potem pójdziemy dalej i dalej
Stawiać, przestawiać słupy graniczne.

Nasze granice? – „ Póki żyjemy”,
Wszędzie, gdzie nasi walczą i giną.
Gniewnie idziemy, krwawo idziemy,
Nasze granice w Monte Cassino.

CHÓR: „ Czerwone maki na Monte Cassino”

Narrator 2:
Znalazła się również na naszej honorowej liście niezwykła kobieta, noblistka - Wisława Szymborska. W wywiadach wielokrotnie podkreśla swoje przywiązanie do Krakowa, chodź się w nim nie urodziła. Jej twórczość jest trudna, lapidarna i wiele w niej filozofii. Pani Wisława Szymborska jest zaliczana do poetów, którzy pisząc wiersze poruszają tematykę o charakterze moralistycznym, a patriotyzm to nic innego jak jeden szczebelek z hierarchii wartości. Posłuchajmy ostatniego wiersza, który będzie ukoronowaniem tak wielkiego i tak bardzo zaniedbywanego w naszych czasach pojęcia – PATRIOTYZMU – czyli miłości do Ojczyzny.

Uczeń 6:
Wisława Szymborska, „ Gawęda o miłości ziemi ojczystej”

Bez tej miłości można żyć,
Mieć serce suche jak orzeszek,
Malutki los naparstkiem pić
Z dala od zgryzot i pocieszeń,
Na własną miarę znać nadzieję,
W mroku kryjówkę sobie uwić,
O blasku próchna mówić „ dnieje”,
O blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
Że są jak okno wypalone,
Rozbite szkło, rozwiany dym,
Jak drzewo z nagła powalone,
Które za płytko wrosło w ziemię,
Któremu wyrwał wiatr korzenie
I jeszcze żyje cząstką czasu,
Ale już traci swe zielenie
I już nie szumi w chórze lasu?

Ziemi ojczysta, ziemio jasna,
Nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
Radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię i żyć,
Ale nie można owocować.

Ta dawność jej w głębokich warstwach...
Czasem pośrodku drogi stanę:
Może nieznanych pieśni garstka
W skrzyni żelazem nabijanej,

A może dzban, a może łuk
Jeszcze się w łonie ziemi grzeje,
Może pradawny domu próg
Ten, którym wkroczyliśmy w dzieje?

Stąd idę myślą w przyszłe wieki,
Wyobrażenia nowe składam.
Kamień leżący na dnie rzeki
Oglądam i kształt jego badam.
Z tego kamienia rzeźbiarz przyszły
Wyrzeźbi głowę rówieśnika.
Ten kamień leży w nurcie Wisły,
A w nim potomna twarz ukryta.

By na tej twarzy spokój był
I dobroć, i rozumny uśmiech,
Naród mój nie żałuje sił,
Walczy i tworzy, i nie uśnie.
Pierścienie świetlnych lat nad nimi,
Ziemia ojczysta pod stopami.
Nie będę ptakiem wypłoszonym
Ani jak puste gniazdo po nim.

Narrator 1 :
Mamy tę cichą i pokorną nadzieję, że nasze starania przybliżyły państwu niebywale ważną rolę patriotyzmu. Żegnając się z wierszem patriotycznym posłuchajmy pieśni : „Żeby Polska była Polską”.

CHÓR: „ Żeby Polska była Polską”

WSZYSCY SIĘ KŁANIAJĄ.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2014 Bartosz Musznicki, Elżbieta Musznicka.
Wszystkie prawa zastrzeżone. | Polityka prywatności | XHTML | CSS |
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.