X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 26679
Dział: Artykuły

Co wpłynęło na powstanie wiejskiej epopei Reymonta?

Historycy literatury są zgodni, że powstanie „Chłopów” w okresie Młodej Polski nie było sprawą przypadku. Na genezę tego dzieła, jak można mniemać, wpłynęło wiele czynników, które wskazać jest dziś niełatwo.
Wydaje się jednak, że na pierwszym miejscu znajduje się chyba biografia samego twórcy oraz środowisko, które wydało pisarza, i które
w dużej mierze ukształtowało jego osobowość twórczą. Reymont pochodził bowiem ze wsi. Urodził się w Kobielach Wielkich jako syn wiejskiego organisty Józefa Rejmenta i zubożałej szlachcianki Antoniny Kupczyńskiej. Oboje jego rodzice byli niezwykle wykształceni jak na tamte czasy. Ojciec przyszłego pisarza – jak przekazała tradycja rodzinna – „wyróżniał się nie tylko zamiłowaniem do czytania (również w języku niemieckim, co na owe czasy w Królestwie było rzadkością), ale także wykształceniem muzycznym”1. Z tego powodu w swoim środowisku był nazywany ironicznie „literatem”. Podobnie jego matka odznaczała się wielką kulturą literacką. Znała na pamięć wiele bajek, opowiadań, legend oraz podań. Opowiadała je chętnie przy lada okazji, szczególnie swemu młodszemu synowi Stasiowi, który był ich gorliwym słuchaczem i chłonął te opowieści z wielką zapamiętałością. Nic więc dziwnego, że wzrastał Reymont w kręgu umiłowania literatury pięknej: polskiej i zagranicznej. W tym czasie mieszkał on już w Tuszynie pod Łodzią (to miasteczko dzieciństwa będzie modelem dla powieściowego Tymowa z „Chłopów”). Tutaj wykształceniem przyszłego noblisty zajął się jego wuj – ksiądz Szymon Kupczyński. To właśnie on zapoznał chłopca z literaturą staropolską, czytując mu „Żywot człowieka poczciwego” Mikołaja Reja oraz wiersze Jana Kochanowskiego. To właśnie on wpoił mu zamiłowanie do książek. Idylla ta jednak nie trwała długo. Ksiądz umarł a rodzina Reymontów przeprowadziła się do Prażek nad rzeką Wolbórką w Radomskiem, 12 km od Tuszyna, gdzie jego ojciec nabył włókową kolonijkę z pięcioizbowym domem oraz młyn wodny. Dopiero tutaj w pełni świadomie poznawał środowisko wiejskie, poprzez dłuższą z nim styczność i dopiero tu – jak słusznie zauważył Franciszek Ziejka – „Zawarł Reymont ów niezwykły ślub z ziemią i tymi, którzy są jej najwierniejszymi synami: z chłopami”2. Całymi dniami włóczył się więc po polach, lasach
i wodach, których tu nie brakowało. Pasając gęsi i barany w ojcowskim gospodarstwie, miał dość dużo wolnego czasu, aby upajać się pięknem przyrody i czytać w cieniach drzew swe ulubione lektury. Zaznajamiał się jednocześnie z trudną sytuacją chłopów, towarzysząc prawie codziennie kapłanowi w jego wyjazdach na wieś do chorych, strapionych i umierających lub służąc do innej jeszcze pomocy potrzebujących parafian (był bowiem synem organisty, którego ojciec za wszelką cenę chciał wykształcić w tym zawodzie). Z jednej strony widział więc kościół, swą organistówkę wraz
z rodzicami, którzy stanowili niejako elitę wiejskiej społeczności, a z drugiej prostych chłopów. Wszystko to pozwalało przyszłemu nobliście dostrzegać związki między tymi bliskimi terytorialnie środowiskami, pełnymi jednak odmiennych interesów klasowych, rodzących rozliczne konflikty. (Z tego okresu biografii pisarza mają zapewne źródło informacje zawarte
w „Chłopach” dotyczące organisty, księdza, młynarza oraz znajomość realiów liturgicznych).
Ale i tu, w Wolbórce, Reymont nie zabawił długo. Począwszy od trzynastego roku życia, przez kilka dalszych lat, zdobywał Stanisław doświadczenie życiowe imając się coraz to nowych zawodów i zajęć. Na początku, za sprawą ojca, który zrezygnował już z wyższych aspiracji syna
i posadzie organisty (na skutek jego miernych wyników w nauce), był Reymont terminatorem krawieckim u swego szwagra w Warszawie (gdzie ten ostatni zamiast szycia obudził w nim, podobnie jak wuj – Szymon Kupczyński, zamiłowanie do nauki i literatury), następnie aktorem objazdowego, sezonowego teatrzyku, a nawet zakonnikiem odbywającym nowicjat w klasztorze OO. Paulinów na Jasnej Górze. Ostatecznie jednak zniechęcony życiowymi niepowodzeniami oraz brakiem pieniędzy osiadł
w Krosnowie jako starszy robotnik, pełniący służbę na kolei warszawsko-wiedeńskiej na odcinku Krosnowa – Rogów – Krążce – Lipce3. I znów pozbawiony innych zajęć i rozrywek, skazany na obserwację świata, który go otaczał, po raz kolejny widział dokładniej, z bliska, życie wiejskie. Codziennie też młody pracownik kolei, od wczesnych godzin rannych, rozpoczynał przegląd odcinka toru kolejowego od Krosnowy podążając do oznaczonego punktu we wsi Lipce. Tutaj – w Lipcach – po odbyciu inspekcji torów spożywał z niezmienną regularnością obiady w miejscowej karczmie (ją właśnie uwieczni później w swoich „Chłopach”). Tu przyglądał się też wieczorami zabawom, weselom a nawet nocował. Z czasem wżył się
w miejscowe konflikty, zatargi i sympatie a one zostały w nim jako przyszły materiał do jego wiejskiej epopei.
W Krosnowie interesował się także Reymont żywo pięknem przyrody. Mieszkając w skromnym domu na małej stacyjce „chłonął zmysłami odgłosy życia wiejskiego charakterystyczne dla poszczególnych pór dnia czy sezonów wegetacyjnych”4, reagując na wszystko, co go w przyrodzie otaczało. Jednocześnie powoli i stopniowo zdobywał coraz głębszą wiedzę o wsi i jej mieszkańcach a szczególnie wiadomości dotyczące chłopskiej pracy. Dysponując dość znaczną ilością wolnego czasu miał Reymont wiele okazji, by przyjrzeć się pracy chłopów na roli. Stykał się z nimi bowiem na co dzień, nie wyróżniając się niczym z szarego otoczenia wiejskiego a nędzna jego pozycja społeczna ułatwiała mu obserwację. „Dopiero tu, w Krosnowie – jak zaświadcza zaledwie kilka lat starszy od Reymonta, znakomity biograf naszego noblisty Adam Grzymała-Siedlecki – z bliska może poznawać [Reymont – A.B.] orkę, siew, zbiory, młockę, wszelkie dole i wszelkie niedole agrarno-gospodarcze, które później znajdą swe odbicie w jego powieściach i nowelach”5.
Uzupełnieniem wiedzy, jaką czerpał z obserwacji przynosiły bardzo częste rozmowy z miejscowymi ludźmi. Miał bowiem Reymont niezwykłą łatwość w nawiązywaniu kontaktów osobistych, wynikającą z faktu, że zawsze wysłuchiwał do końca swego rozmówcę i z pasją psychologa utożsamiał się niemal z osobą opowiadającą. (Ponadto zawsze okazywał ogromne zainteresowanie nawet dla drobnych spraw ludzkich). W ten właśnie sposób „zaznajamia się z miejscową ludnością, zarówno z wiejskim patrycjatem w typie Boryny, jak i z warstwą komorniczą, nawet i z dziadami proszalnymi, po swojemu oczywiście ze wszystkimi za pan brat”6. Od dziewczyn spisywał ludowe piosenki, chłopów częstował papierosami, a dla miejscowych dzieci miał zawsze cukierki, co zyskiwało mu ich przyjaźń
i pośrednio przychylność ich rodziców.
Całymi wieczorami – też w tym okresie – wałęsał się po okolicznych wsiach i zaściankach, podpatrując trudne życie chłopów. Zresztą pozostanie mu to już do końca życia, bo jak zaświadczają wszyscy jego biografowie,
a szczególnie Maria Rzeuska, iż zawsze „Reymont odznaczał się żyłką włóczęgowską”7 (i te wędrówki mogły także pobudzić jego wyobraźnię do nakreślenia szerokiego malowidła z życia wsi polskiej). Właśnie wtedy,
w tym okresie pracy na kolei, budził się w Reymoncie prawdziwy pisarz. Na całe wieczory zamykał się Stanisław w swym pomieszczeniu i zaopatrzony
w ogromną ilość papierosów pisał swe pierwsze chłopskie utwory: nowele, opowiadania i szkice wzięte wprost z tętniącego i pulsującego żywą i gorącą krwią organizmu wsi polskiej; kreślone z bezwzględnym realizmem, uwolnione od sentymentalizmu, łzawego liryzmu i nastrojowości, zawierające w sobie niezmiernie bujny i ciekawy obszar ludzkich namiętności
i instynktów o pierwotnej, żywiołowej i brutalnej sile (tu m. in. „Śmierć”, „Suka”, „Zawierucha”), aby w następnych latach stworzyć swoje największe arcydzieło – „Chłopów”. Codziennie robił też Reymont notatki w terenie, zapisując na gorąco fakty z życia ludu: mowę, zwyczaje, obyczaje, obrazy przyrody itp. Bardzo często przesiadywał także pod przydrożnymi drzewami pisząc, a jeszcze częściej – jak zaświadcza Kocówna – „Widywano go (...), gdy nie tylko na plancie kolejowym, ale po wsiach chodził z grubym zeszytem i ołówkiem w ręku. Stale coś pisał, notował, poprawiał, rzucając krótkie spojrzenia zza szkieł okularów”8. W czasie tych wycieczek jego nadzwyczajna pamięć (o której krąży wiele legend) stawała się czuła niczym najbardziej precyzyjny instrument, zasięg wzroku wraz ze słuchem i innymi zmysłami był po prostu niezrównany a umiejętność chwytania na gorąco dialogów dochodziła do perfekcji (co poświadczyli zresztą później badacze notatek i rękopisów pisarza). A jaką miał Reymont opinię u miejscowych chłopów z Lipiec? Otóż zarobił tam sobie na miano „wałkonia”, bo jak mówili oni powszechnie „co trochę popracuje, to już se siądzie na szynach
i pisze i pisze, cosik tam wciąż gryzmoli w tym swoim kajecie”9. Pewnego dnia nawet po dyskusji z miejscowym chłopem podobno trzy noce przesiedział spisując na gorąco zasłyszaną tragiczną opowieść10.
Z dnia na dzień był też Reymont coraz bardziej świadom tego, co chce robić w przyszłości – postanowił zostać zawodowym pisarzem (rosła w nim bowiem świadomość talentu i wola zajęcia pozycji w literaturze). Wiedział dobrze, że tutaj w Krosnowie, żyjąc na dalekiej prowincji jego zamierzenia twórcze nigdy się nie spełnią, ale zdawał sobie również sprawę z tego, iż mógł tutaj w pełni obserwować środowisko chłopskie. A oto jak argumentował ten fakt w liście do swego brata Franka z 7 XI 1892 r.:
„Muszą mi wystarczyć chłopi, pomiędzy którymi żyję, pensja, jaką raczą mi płacić, i cel, do którego dążę. Jeżeli czasem, w dniach znerwowania lub w chwilach nudy bezbrzeżnej, przeklinałem ten dwuletni tutaj pobyt, to znów
w chwilach normalnego poznawania i pełnej świadomości –
a tych jest więcej – błogosławię niejako”11.

Autor tych słów czuł więc, że przez ostatnie dwa lata pobytu
w Krosnowie stał się literatem. (Zresztą wiedział to od zawsze, ale dawniej jeszcze w sposób nieuświadomiony).
Podsumowując dotychczasowy okres biografii Reymonta trzeba stwierdzić, że pisarz ten był niejako najbardziej predysponowany do tego, aby podjąć się w przyszłości napisania epopei wsi – jaką byli „Chłopi”. (Cała dotychczasowa twórczość nowelistyczna wydawała się na to wskazywać, gdyż motyw chłopski przewijał się tu wielokrotnie). Znał on bowiem wieś, duchowe i fizyczne życie kmieci, zrósł się z nimi niemal organicznie w jedną całość. Materiał twórczy posiadał więc w zupełności. Jego rówieśnicy – pisarze orientowali się w tym, co inni wiedzą – on wiedział to, co sam zdobył poprzez własne doświadczenie, poprzez bezpośrednie poznawanie życia. Gdy jego koledzy zdawali sobie jedynie sprawę, jak wygląda człowiek
w powieściach, on już znakomicie zdążył poznać człowieka żywego
w bezpośrednim swoim otoczeniu z wszystkimi jego wadami i zaletami i jego właśnie zrobił bohaterem własnych utworów. Wiedza Reymonta, a zatem
i jednocześnie wypływająca z niej twórczość pisarska, nie opierała się więc na drukach, podręcznikach, bibliotekach, nie była owocem edukacji szkolnej, nie zrodziła jej żadna doktryna, żaden program. Wyniknęła po prostu z gorącego, żywiołowego rozmiłowania się w urokach dotykalnej, konkretnej, obiektywnej, uchwytnej zmysłowo rzeczywistości, na „wżeraniu” się
w codzienne, otaczające go życie. Jednym słowem, od maleńkości – moglibyśmy powiedzieć z dzisiejszego punktu widzenia – „Wolna przestrzeń była salą uniwersytecką Reymonta, słońce jego profesorem”12. Przedmiotem jego zainteresowań stawało się zawsze pole, jarmark, odpust, jakiś sąsiad, dziad proszalny, zasłyszana historia (Reymont nigdy nie umiał pisać
o rzeczach, których nie znał z bezpośredniej obserwacji). Ową znajomość realiów wiejskich tłumaczył mu też wielokrotnie (zachęcając go do dalszej pracy) znakomity poeta i krytyk okresu Młodej Polski – Antoni Lange. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć dłuższy fragment jego wypowiedzi:

„Oto właśnie twoja wyższość polega na tym, że masz wiedzę wyjątkową i jedyną, jakiej nikt niema. Obserwujesz zjawiska nikomu nieznane i ludzi nikomu nieznanych prawie od urodzenia. Znasz ich postawy, ruchy, gesta, spojrzenia; znasz ich obyczaje, charaktery, namiętności, mowę; znasz ich otoczenie: lasy i pola, łąki i wody, niebo i ziemię; znasz ich chałupy i obory, krowy i konie; znasz słońce i ulewę, lato i zimę. Nie powiesz, że sasanka kwitnie w sierpniu, a dzwonek w maju! (...) Owszem, uważam, że byłoby ze szkodą dla ciebie, gdybyś zanadto zagłębił się w książki”13.

Taka więc była młodość Reymonta – prosta a zarazem skomplikowana i trudna. Prosta, ponieważ od dzieciństwa wiedział czego chce – mianowicie pragnął zostać pisarzem (co mu się zresztą w pełni udało). Trudna
i skomplikowana, bo zawsze na swej drodze napotykał problemy – i to różnego rodzaju – czy to rodzinne, finansowe, mieszkaniowe, czy zdrowotne itp. Charakterystyczne jest to (co wynika z powyższych konstatacji), że nigdy nic w życiorysie Reymonta nie szło na marne, nic bezpłodnie nie ginęło. Wszystko co przeżył, wszelkie dole i niedole w jego pisarskiej pracy zawsze kiedyś w przyszłości w jakiś sposób dodatnio zaowocowały. Jest to zatem jeszcze jeden dowód na to – jak mówi znane przysłowie – że „nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym momencie z biografii Reymonta, który w pewien sposób – i to znaczny – zaważył na powstaniu „Chłopów”. Otóż, po blisko trzyletnim pobycie w Krosnowie w 1893 roku wyruszył on na „podbój świata”, wyjeżdżając do stolicy. Tutaj zetknął się z grupą pisarzy
i publicystów skupionych wokół warszawskiego „Głosu” (dla którego już wcześniej nadsyłał swe korespondencje z terenu). Pismo to, którego redaktorem był wtedy Józef Karol Potocki (Marian Bohusz) skupiało wokół siebie wielu wybitnych ówczesnych demokratów, takich jak Roman Dmowski, Jan Ludwik Popławski, Zygmunt Balicki, Zygmunt Wasilewski oraz grono wyśmienitych pisarzy, a wśród nich: Adolfa Dygasińskiego, Jana Kasprowicza, Antoniego Sygietyńskiego, Teodora Tomasza Jeża i Stefana Żeromskiego. W programie „Głosu” pierwszoplanowe miejsce zajmowały sprawy wsi, i kultury ludowej a „chłop i ziemia stały się substancją namaszczającą tę młodziuchną partję na drogę życia”14. Akceptowano tu pełną odrębność bytowania wsi, podkreślano tężyznę fizyczną i zdrowie moralne ludu (jako prostą funkcję trwałego związku z ziemią
i bezpośredniego współżycia z naturą). Sama masa chłopska miała tutaj wreszcie dojść do głosu, stać się fundamentem narodu i najpewniejszym gwarantem przyszłości, tworzyć nowe życie i nową kulturę, różniącą się od polskiej kultury szlacheckiej. Tylko chłopi – zdaniem ideologów „Głosu” – mogli uratować naród przed zagładą, zachowali bowiem „poczucie plemienne, miłość ziemi”15. A tak o tej ostatniej kwestii pisał Jan Ludwik Popławski w artykule „Demokratyzacja zasad”:

„Przeszłość nasza utrwaliła silny rozbrat pomiędzy warstwami wyższymi a masą narodu, pomiędzy inteligencją
a ludem wiejskim, wytwarzając dwa odrębne prawie narody: pański i wiejski. Pierwszy, inteligentny, działał a w nieopatrznym działaniu roztrwaniał siły, drugi trwał tylko bez uszczerbku dla sił żywotnych”16.

Reymont w gronie takich osób, które w szczególny sposób patrzyły na wieś i jej kulturę, czuł się dobrze, ponieważ od dzieciństwa przeważała w nim ideologia szczerego demokratyzmu i uwielbienia dla tężyzny i zdrowia, tkwiącego w ludzie. Tutaj więc – na łamach tego pisma – drukował swoje pierwsze nowele, występował w imieniu chłopów, utożsamiał się
z przeżyciami ludu (szczególnie mocno w swoim świetnym reportażu – „Pielgrzymce do Jasnej Góry”) i niechętnie odnosił się do cywilizacji miejskiej, formułując zręby własnej filozofii natury (tu też po raz pierwszy, przestawiając kolejność imion i zmieniając nazwisko, podpisał się
inicjałami – Władysława Stanisława Reymonta). Przekonywał się także, że wrodzone mu uzdolnienia szły w parze z ideologią tego pisma. Atmosfera „Głosu” propagująca hasło „chłopa i ziemi”, wpłynęła więc, wzmocniła
i utrwaliła w wysokiej mierze poglądy Reymonta i stała się podłożem jego programu myślowego. Na tym podłożu dojrzewał i rósł talent pisarza, otrzymawszy niechybnie silny impuls do kontynuowania obranej przez siebie drogi.
Kolejna sprawa. Stosunkowo niewiele wiemy ile ze swej bogatej wiedzy, dotyczącej znajomości ludu i wsi polskiej, zawdzięczał Reymont przekazom drukowanym. Skromną biblioteczkę miał ojciec pisarza i wuj – proboszcz. Wspomnienia świadków, którzy znali Reymonta i stykali się z nim na co dzień, mówią, że książki zawsze stanowiły podstawowy element wyposażenia jego skromnego pokoju czy to w Warszawie (gdy terminował
u swego szwagra), czy też w Krosnowie (podczas pracy na kolei). Nie wiemy także (i żadne z opracowań o tym nie mówi) jakie książki były tam gromadzone. Osobiście uważam, że znajdowała się tam literatura piękna
w popularnym, groszowym wydaniu (na lepsze publikacje pisarza zapewne nie było stać). Zakładam więc, że przed przystąpieniem do pracy nad „Chłopami” czytał on najważniejsze polskie powieści chłopskie a może
i częściowo zagraniczne. I właśnie jedna z tych ostatnio przeczytanych pozycji – powieść Emila Zoli pt. „Ziemia” („La Terre”) – wpłynęła zasadniczo na powstanie „Chłopów”, stając się ich inspiracją17. Reymonta bowiem głęboko oburzyła książka Zoli (będąca obelgą i krzywdą wyrządzoną chłopom i ziemi francuskiej – jak on to często mawiał). Z tego oburzenia zrodziła się myśl napisania „prawdziwej” powieści o chłopach, będącej jakby przeciwieństwem utworu Zoli (inspiracja negatywna, psychologicznie pokrewna tej, z jakiej powstał np. pisany przeciwko „Dziadom” „Kordian”). Miałaby to być zatem powieść, która ukazywałaby piękno i radość życia chłopów z istotnymi, żywymi i wyrazistymi ich charakterami; przedstawiała rzeczywisty, nie zafałszowany obraz egzystencji wsi. Kilka lat później18 Reymont postanowił napisać ową książkę o chłopach (oczywiście polskich, nie francuskich) i w ciągu trzech miesięcy powstał utwór, który pisarz (jak sam twierdził) zniszczył, uznając za niedoskonały. Ponowna wersja – tę, którą znamy obecnie – została napisana już po wypadku na kolei. Pracował nad nią Reymont około dziecięciu lat (1899 – 1908).
Wypada teraz z kolei zadać sobie pytanie, jakim zapleczem prac etnograficznych dysponował nasz przyszły noblista, które mogłyby mu pomóc w pisaniu „Chłopów”. Otóż myślę – opierając się na cennych informacjach Ireny Lechowej19 – że niewielkim, a może nawet żadnym. Faktem jest, że takie opracowania dotyczące życia i kultury chłopów na przełomie XIX i XX wieku nie były rzadkością, bowiem w tym czasie ukazywały się przecież czasopisma naukowe z tej dziedziny wiedzy
i pierwsze pamiętniki chłopów. Dokumenty te nie uwzględniały jednak wszystkich regionów kraju (szczególnie słabe odbicie miał tu obszar środkowej Polski, a więc teren, który najbardziej nas interesuje) ani wszystkich działów kultury ludowej. Niemniej jednak najpoważniejszym źródłem, z którego mógł korzystać Reymont, było zapewne dwutomowe dzieło O. Kolberga „Mazowsze”, wydane w latach 1885 – 1886. Pomiędzy tą książką a „Chłopami” Reymonta, po dokładnym przeanalizowaniu materiałów, widać pewne zbieżności, jak choćby relacja o biciu małych chłopców na kopcach granicznych wsi podczas wiosennej procesji lub opis pogrzebu żuru w Wielką Sobotę20. Zwyczaje te jednak mogły być znane pisarzowi z własnego doświadczenia. Posługiwanie się pracami etnograficznymi, jako przyczynkiem do powstania „Chłopów”, wydaje się zatem stać pod dużym znakiem zapytania (choć nie można tego przecież wykluczyć).
I jeszcze jeden, ostatni już, splot obiektywnych przyczyn, nie mniej ważnych, które zadecydowały, że powstanie „Chłopów” w tym właśnie, a nie w innym czasie nie było dziełem przypadku. Przyczyny te – wiążące się
z nowym prądem, Młodą Polską i momentem dziejowym, jakim był przełom stuleci – to przede wszystkim: szczególne zainteresowanie ideowe, polityczne i artystyczne chłopem i jego egzystencją poddaną rytmowi natury, wyrażone najbardziej dobitnie przez Wyspiańskiego: „Chłop potęgą jest i basta”.
Dalej – fascynacja pierwotnością i swobodą, będącymi antidotum na dekadentyzm, tradycja naturalistyczna, narastanie witalizmu, franciszkańska sympatia dla ubogich, tendencje ekologiczne, poszukiwanie w kulturze ludowej nowych wrażeń estetycznych i inspiracji twórczych, młodopolskie rozczarowanie cywilizacją miejską (młodopolski antyurbanizm) no i wreszcie same zmiany w strukturze i świadomości wsi polskiej. Temu ostatniemu zagadnieniu jako czynnikowi sprawczemu, mającemu duży wpływ na powstanie „Chłopów” – już na zakończenie tego rozdziału – warto się przyjrzeć nieco dokładniej.
Otóż w II połowie XIX wieku rozpoczął się wielki proces przemian na wsi polskiej. Były to zmiany wręcz o znaczeniu historycznym. Chłop polski wychodząc po raz pierwszy z izolacji, zmuszony do ruchliwości, wędrówek „za chlebem” do miast, a nawet innych krajów (Ameryki, Niemiec, Węgier), dokonawszy wielkiego skoku cywilizacyjnego, przeobrażał się wewnętrznie. Zmieniał nie tylko ubiór i narzędzia rolnicze, ale odrzucał także obowiązujące dotychczas autorytety i wprowadzał na ich miejsce nowe. Coraz częściej umiejąc czytać, sięgał też po gazetę, doczekawszy się własnej prasy. Był to bowiem okres powstawania na szeroką skalę pism ludowych: „Wieńca”
i „Pszczółki” ks. Stanisława Stojałowskiego, „Gwiazdki Cieszyńskiej” Pawła Stelmacha, „Przyjaciela Ludu” Marii i Bolesława Wysłouchów oraz „Zarania” Maksymiliana Malinowskiego, redagowanych w większości przez samych chłopów. Wkrótce też (bo już w 1895 roku) powstała samodzielna partia chłopska – pod nazwą Stronnictwo Ludowe – z własnym programem politycznym. Odtąd polityczne partie chłopskie stały się stopniowo stałym elementem życia politycznego kraju. W Kongresówce zawiązał się tajny Polski Związek Ludowy (1904), a po jego rozwiązaniu – chłopski ruch Siewba, a znów po jego likwidacji – ruch zaraniarski z głośnym organem „Zaranie” (o którym wspomnieliśmy już wcześniej). Na Mazurach i Warmii powstała natomiast Mazurska Partia Ludowa (1896) z „Gazetą Ludową” jako naczelnym organem.
Zmieniło się także położenie ekonomiczne chłopów. Po roku 1864 mieszkańcy wsi zaboru rosyjskiego otrzymali wolność i ziemię. Od tej pory towarzyszyła im świadomość, że na swoim gospodarstwie są niezależni, dysponują swobodnie własnym czasem, jak również wytworami swojej pracy21.
Z tego, co dotychczas zostało powiedziane jasno wynika, iż na przełomie XIX i XX wieku „dawna, patriarchalna społeczność chłopków odeszła w przeszłość, że miejsce jej poczęła zajmować generacja chłopów, świadomych współuczestników i współtwórców dziejów narodu”22. (Ten proces przeobrażeń przedstawił później Reymont na kartach swej powieści). Chłop tego czasu nabrał wreszcie pełnej świadomości, że jest Polakiem, przyznając się coraz częściej do polskości. I to właśnie wówczas dokonał się doniosły w skutkach proces unarodowienia chłopów polskich. Zaczęli wchodzić oni do życia narodowego jako pełnoprawni obywatele, biorący na równi z innymi stanami współodpowiedzialność za przyszłe losy kraju. A oto, jak ten proces zanotował jeden z ulotnych druków tej doby,
w którym czytamy:
„Zdaje się, iż przeżywamy dzisiaj ów moment, śniony od wieków przez naszych narodowych proroków, moment,
w którym szerokie rzesze polskiego ludu rolnego, te drzemiące dotąd w mrokach moce naszego Odrodzenia, zaczynają się we wszystkich kierunkach budzić, zrywać do życia i ujawniać zadziwiającą energię i żądzę czynu [...] Budzą się oto miliony. Ciężka praca o byt wzmogła siły ludu, emigracja odsłoniła mu nieznane dotąd horyzonty, prawa polityczne uskrzydliły mu ramiona. Rzeki budzącego się uświadomienia nie zdoła już zatamować żadna potęga”23.

Był to zatem najodpowiedniejszy moment, by wieś dawniejszą,
w starszym pokoleniu, z typową obyczajowością, pamiętającą jeszcze czasy pańszczyźniane uchwycić i uwiecznić nie na podstawie rekonstrukcji archeologicznych, archiwalnych czy studiów książkowych, lecz w jej ostatnich żywych egzemplarzach. Była to także stosowna chwila by ukazać nowe pokolenie chłopów – w pełni już świadomych obywateli kraju, umiejących dbać o interesy własne i swoich bliskich. Jednym słowem nadszedł moment podobny do tego, który kilkadziesiąt lat wcześniej doszedł do głosu w „Panu Tadeuszu” (chwytającym na gorąco zarówno to stare, jak
i to nowe życie). I jak wówczas zadanie to zrealizował nasz narodowy wieszcz Mickiewicz, tak obecnie przypadło ono Reymontowi, pisarzowi, który poprzez swą biografię, jak i własne koleje twórcze był najbardziej predysponowany do podjęcia się tego tematu. Stworzył on więc swych genialnych „Chłopów” na kształt ogromnego, wiecznotrwałego, granitowego pomnika, ukazawszy chyba po raz pierwszy w historii literatury najpełniejszy obraz życia wsi polskiej, i to nie tylko przełomu XIX i XX wieku, ale i wsi jako takiej w ogóle.

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2017 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.