X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer publikacji: 20515

Tajemnica zamkowego lochu - scenariusz przedstawienia

Scena to hol hotelu, z lewej strony jest recepcja, a z prawej kanapa, stoliczek, fotele. W tle ściany z czerwonej cegły z oknami w stylu gotyckim. Sceneria przypomina zamek krzyżacki. Na scenę wchodzi 2 mężczyzn)

Profesor-
Jan-
Magda-
Adela-
Halinka-
Dama-
Alojzy-
Mama-
Kasia-
Zuzia-
Jolka-
Mary-

Profesor- Witaj mój miły Janie. Dawno się nie widzieliśmy.
Jan- Masz rację. To już 3 miesiące minęło, gdy spotkaliśmy się na konferencji w Szczecinie.
Profesor- Tak, to było wielkie wydarzenie. Walka z wykluczeniem społecznym, to temat na czasie. Twój referat zrobił wielkie wrażenie.
Jan- A dziś, to nie wiem co ich podkusiło, żeby konferencję robić w takiej mieścinie?
Profesor- I tan hotel nie wygląda zbyt ciekawie. To chyba jakiś zamek krzyżacki.
Jan- Tak, w prospekcie było napisane, że zostaniemy zakwaterowani w nowo otwartym hotelu. Podobno dawniej mieściła się tu szkoła. Nawet jakieś legendy krążą o przejściach podziemnych i zasypanym tunelu pod miastem, a do tego jest tu i Biała Dama.
Profesor- Jan jak zwykle przygotowany. Historię noclegu masz w małym paluszku. Ale sam nocleg nie wydaje mi się być imponujący.
(rozgląda się i dostrzega wynurzającą się zza blatu recepcji straszną babę. Przypomina ona członka z rodziny Adamsów, twarz posiniała, oczodoły pomalowane na czarno. Mężczyźnie przestraszeni podchodzą powoli do recepcji. Kiedy są już blisko mówią do siebie.)
Profesor- Czy pan widzi to co ja?
Jan- Aż skóra mi ścierpła. To ma być obsługa czterogwiazdkowego hotelu?
Profesor- Masz rację, coraz dziwniej to wygląda.
(Kiedy są już blisko, zza blatu wyskakuje śliczna panna Magda i miło wita gości. Szturcha babę i ta odchodzi w głąb sceny)
Magda- Dzień dobry. Czym mogę służyć?
Jan- Dzień dobry. Uff dzięki Bogu, już myślałem...
Profesor- Myśleliśmy, że pomyliliśmy adres. Jesteśmy uczestnikami konferencji.
Magda- Ach, tak wiem. Bardzo proszę, jak panowie się nazywacie?
Jan- Jan Morozow.
Profesor- Bondarski, Łukasz Bondarski.
Magda- Proszę, macie panowie jeden pokój. Numer 121. Trzecie piętro, Adela pokaże panom drogę.
Jan- Adela? To jest kobieta?
Magda- Adelo, zaprowadź panów do wieży, pokój 121. Tylko bez żadnych historii po drodze.
Adela- Dobrze proszę pani.
Magda- Życzę panom miłego pobytu w naszym mieście i w naszym hotelu.
Panowie- Dziękujemy.
(Adela wychodzi do brzegu sceny z panami i zaczyna mówić do siebie)
Adela- Tak, nic nie gadać. Gębę na kłódkę trzymać, kiedy tu się takie rzeczy dzieją. Oj pożałują oni jeszcze, że pod dywan zamiatać chcą całą tę historyję. (Do mężczyzn) Tam pany pójdą po schodach i zara za rogiem panów pokój. Trafita?
Profesor- Tak, dziękujemy.
Jan- Ty słyszałeś? Ona mówiła o jakiejś aferze. Coś czuję, że to nie będzie zwykła konferencja.
Profesor- Nie przesadzaj, może baba ma jakieś majaki. Widzisz, że ona chyba troszkę z alkoholem przesadza, buźka nie za świeża, przyznasz.
Jan- Chodźmy się rozpakować.
(Wychodzą za scenę. Adela wraca do recepcji.)
Magda- Zachowuj się Adelo, bo nam biedy napytasz. Wiesz, że nie możemy nic na razie mówić. Może to nie jest to, co nam się wydaje. Cicho idzie, kolejny gość.
Adela- Nic nie gadam, ale pani pożałuje, ona tego tak nie zostawi.
Magda- Cicho mówię.
(Wchodzi dama z lisem na szyi, futro, okulary)
Dama- Dzień dobry. Miałam rezerwację. Moje nazwisko Poniatowska. Hrabina Elwira Poniatowska.
Magda- Już sprawdzam. Tak jest, apartament z widokiem na nasz przepiękny, odrestaurowany rynek. Halinka pomoże pani zanieść bagaż.
Dama- Oczywiście. To chyba logiczne, że ja nie będę sobie walizek nosiła. Wyobrazi sobie pani, że kiedy tu przyjechałam, to nie było komu odebrać moich bagaży z limuzyny. To skandal. W dwudziestym pierwszym wieku to powinno być w standardzie.
Magda- To gdzie są pani bagaże?
Dama- Ach, mój mąż safanduła, próbuje je tu wnieść.
Magda- Już wysyłam pomoc. (Dzwoni dzwonkiem). Halinko, pomóż panu z bagażem.
Halinka- (trochę ociężała, rozgląda się z głupim wyrazem twarzy, w końcu pyta) Jaki pan. Toć to baba, a nie chłop. No chyba, że to jaki tranwescita (zaczyna oglądać z bliska, dotykać sukni, kożucha)
Dama- CO pani robi! Proszę mnie zostawić
Magda- Halinko! Proszę zostawić panią. Mąż pani właśnie niesie bagaż z limuzyny, proszę pomóc temu panu.
Halinka- AAA, to taka zamiana. To idę.
( W tym czasie wchodzi mężczyzna z walizką na kółkach i siłuje się ciągnąc ją, dodatkowo niesie jeszcze ze 2 torby)
Alojzy- Już jestem żabciu.
Dama- No wreszcie. Zbytnio się nie śpieszyłeś!
Alojzy- Bo te twoje pakunki to chyba na miesiąc w podróży. Ledwie mi się udało je przynieść.
Dama- Nie na miesiąc, tylko na 2 dni. Dobrze wiesz, że idziemy na bal i muszę mieć suknię. Zresztą nie narzekaj. A pani niech się ruszy i pomoże mężowi, a nie się gapi.
(Halinka bierze torby i komicznie zaczyna je ciągnąć po scenie)
Halinka- Pani, a gdzie to zatachać?
Magda- Do apartamentu z widokiem na rynek.
Halinka- Ło matko, aż tak daleko tyle toreb? (wychodzi za scenę z torbami)
Dama- Dziękujemy. Alojzy ruszaj się, bo nam jeszcze bagaże zaginą. Co ja się mam z tym mężem, wszystko sama muszę, o wszystkim myśleć. A tatuś mówił, że taka partia, bo hrabiowska rodzina. Ech, szkoda gadać.
(Wychodzą ze sceny)
Adela- (Wychodzi z miotłą i zaczyna zamiatać) Pani, znowu dzisiaj w nocy była. Stróż mówił, że ona powiedziała, że czas się kończy i dłużej nie będzie czekać.
Magda- Cicho mówię, bo jeszcze ktoś usłyszy. Nie rozpowiadać mi o tym, jeszcze raz mówię.
(Wchodzi matka z 3 dorastającymi córkami)
Matka- Moje panny, czeka nas piękny weekend.
Zuzia- W takiej dziurze.
Jola- Mamo, a mówiłam ci, żebyśmy do SPA pojechały.
Kasia- A mi się tu podoba. Stare mury, pewnie kryją wiele ciekawych historii.
Zuzia- A ta znowu z tą historią. Jolka, ciekawe, czy tu chociaż internet mają.
Jola- Nawet tak nie żartuj.
Zuzia- Widziałaś te dziewczyny na ulicy, jakieś to wszystko wystraszone jakieś. Może tu cywilizacja jeszcze nie doszła.
Kasia- To miasto jest starsze od naszego. Tu kultura i cywilizacja była, kiedy u nas na osiedlu same szuwary rosły.
Mama- Dzień dobry. Chcemy wynająć pokój.
Magda- Dla pani i dziewczynek? Jest pani pewna?
Mama- Co to za pytanie. Oczywiście, że tak.
Magda- Jak pani sobie życzy. Pokój numer 13, schodami w dół i po prawej.
(Adela wychodzi na co dziewczyny aż podskoczyły ze strachu)
Adela- Ja zaprowadzę... , tam gdzie zawsze. (Magda kiwa głową) Chodźcie dzieweczki, która z was śpiewać umie może?
Zuzia- Jolka trochę w zespole fmolki śpiewała.
Kasia- Zresztą, nawet konkurs u nas w gimnazjum wygrała.
Adela- A to dobrze, to może się uda.
Jola- Co uda?
Adela- A nic, ja tylko tak. Nieważne, stara jestem, to tak tam sobie do siebie gadam.
(wszyscy wychodzą, zostaje tylko Magda)
Magda- No to już na dziś wszyscy goście. Wieczór już zapadł i zaraz zamykam. Wreszcie spokój.
(Z tyłu słychać głos)
Ola – Upiór- Spokój? Tak ci się tylko wydaje. Kiedy ty kończysz pracę, ja zaczynam panowanie.
Magda- Kto tu jest? Kto to mówi?
Ola- Ja. Przecież już się znamy. (Upiór wychodzi, cały w zwiewnej białej szacie, twarz pomalowana na biało)
Ja. ...Jedni mówią na mnie Biała Dama, inni nazywają duchem inni upiorem. A jeszcze inni po prostu właścicielem tego zamku. 600 lat temu, mieszkałam tu w zamku. Mój mąż był tu kasztelanem. Służył zakonnikom, był im oddany, a oni porwali mu żonę. Tak, zostałam zamknięta w podziemiach zamku, przetrzymywali mnie 20 lat, aż umarł komtur i wypuszczono mnie z lochu. Mąż mój latami szukał mnie, a oni kłamali, że mnie zbóje porwali i w lesie zabili. Zmarł, podobno biedaczysko, z żałości trzy lata później.
Magda- Czego ty chcesz! Ja tu dopiero zaczynam prowadzić interes, a już plotki się rozchodzą i ludzi odstraszają.
Ola- Trzeba było nie burzyć mojego spokoju. Obudziłaś mnie z wiecznego snu i jeszcze masz pretensje? To ty i twoi goście burzą mój spokój. Teraz znikam, ale wrócę, pamiętaj o naszej umowie.
Magda- To nie może być prawda! Przecież duchy nie istnieją.
Ola- Przekonasz się, że nie masz racji. Żegnam.
(W kącie stoi Jan, kiedy wszyscy schodzą ze sceny on wychodzi z ukrycia)
Jan- Wiedziałem, że to nie jest zwykłe miejsce. To był prawdziwy duch, nie wierzę. Ta legenda, to nie bajka. Upiór podobno mści się za swoją tragedię, co roku porywa młode dziewczyny. Czytałem, że w tym gmachu są nieodkryte podziemia i tam są przetrzymywane dziewczyny do starości, a starzeją się 10 razy szybciej. Zawsze dzieje się to w ostatnią sobotę marca, czyli rocznicę porwania Aleksandry. (Wchodzi Adela) Ale mnie pani wystraszyła, tu już ciemno, światła powyłączane, a pani tak się skrada.
Adela- Po zmroku nie wychodzić z pokoi, chyba regulamin czytał.
Jan- Ale mi się pić bardzo chcę.
Adela- Dzwonić, a ja do pokoju przyniosę i nie chodzić po hotelu.
Jan- Proszę pani, to chyba przesada. Wie pani, co ja widziałem? Ducha, tu stał w tym właśnie miejscu i rozmawiał z tą uroczą panną z recepcji.
Adela- Przywidzenia miał! Duchów nie ma, chyba tam co mocniejszego pan chlapnął albo jaki cień widział. Ducha se wymyślił. Też ma pomysły. Pana woda i proszę do pokoju.
(Wszyscy schodzą ze sceny)
SCENA II
(Na scenie pojawia się duch w towarzystwie mar, tańczą układ , na zakończenie siadają, a upór rozpoczyna monolog)
Ola- Moje drogie panny. Tańcem cieszycie moje oko. Jesteście takie lekkie, takie zwiewne. Tylko dlaczego jesteście takie smutne? Zakazuję wam być smutnymi! Od tej chwili musicie się uśmiechać. Nie, nie , nie nic nie mówcie. Słowa tu nie są potrzebne. Tylko taniec. Taniec jest głosem duszy, proszę tańcem pokażcie mi waszą duszę. Jutro w nocy przybędzie wam kolejna dziewczyna do tańca. Przygotujcie się , a teraz uciekajcie.
(do widowni mówi, a w tym czasie dziewczyny wychodzą) CO tak patrzycie? Niemożliwe? Nie wierzycie, że ja tam w zamku naprawdę istnieję? Jutro... jutro się przekonacie. (wychodzi)

SCENA III
(Poranek. Jan z Profesorem siedzą na kanapie)
Profesor- Niesamowite, a nie przywidziało ci się drogi Janie?
Jan- Nie, jestem pewien. A ż mi skóra ścierpła. Naprawdę ją widziałem. To nie jest żaden chwyt marketingowy. Biała Dama, a raczej Aleksandra naprawdę istnieje.
Halinka- (Zamiata, podchodzi do panów) Weźta nogi? JA tu muszę sprzątnąć. (zamiata i idzie dalej)
Profesor- A co pan wie o tej Aleksandrze?
Jan- To co panu już powiedziałem, chociaż chyba nie wszystko.
Profesor- Co pan ma na myśli?
Jan- Ona miała dzisiejszej nocy uderzyć.
Halinka- (Zamiata) Weźta nogi, zamiatać trzeba. (Halinka nasłuchuje nieudolnie, zamiata, aż wpada na stolik i wrzuca wszystko ze stolika)
Profesor- Co pani robi?
Jan- Nic się pani nie stało?
Halinka- (zbiera rozrzucone papiery i ucieka) Przepraszam, nie nic się nie stało.
Profesor- No drogi Janie, musimy ruszać, zaraz zaczynamy konferencję. Ale jak uderzyć, o co chodzi.
Jan- o porwanie dziewczyny...Zaraz, zaraz, ale gdzie mój referat. Chyba, ta sprzątaczka musiała go zabrać z gazetami. Muszę jej poszukać.
(z drugiej strony sceny)
Adela- Co tam oni gadali?
Halinka- Ten jedyn widział ducha, a ten drugi go wypytywał. Wiedzą, że Dama dziś...
Adela- Cicho, idą.
Jan- Czy pani przypadkiem nie ma mojego referatu?
Adela- Zaniesiony jest do pokoju.
Profesor- Pośpieszmy się Janie. (schodzą ze sceny)
Adela- Halinka, biegnij i zamknij ich na klucz. Oni za dużo wiedzą. Wiesz, że skandalu nie może być. (schodzą ze sceny, po drodze mijają zdenerwowaną matkę i 2 córki, przy recepcji stoi Magda )
Mama- CZy nie widziała pani mojej córki?
Magda- A co się stało?
Mama- Rano, gdy wstałyśmy, już jej w pokoju nie było.
Magda- Jest pani pewna, że nie ma jej w hotelu? Może wyszła się przejść.
Zuzia- Skoro mama mówi, to jest pewna.
Jolka- Poza tym Kaśka sama bez pytania się nie rusza.
Zuzia- Ona, gdyby mogła, to wcale by się z pokoju nie ruszała od tych swoich historycznych książek.
Jolka- Niech pani wyśle służbę, aby poszukali jej.
Mama- Na co pani jeszcze czeka? Zobaczcie, stoi i rozdziawiła oczy, zamiast coś zrobić.
Zuzia- Rusz się wreszcie!
Magda- To ,nie może być prawda. Przepraszam, muszę coś sprawdzić.
Mama- A tej co się stało!
Jolka- Może poszła szukać.
Zuzia- Właścicielka? To ona nie może pracownika wysłać?
Mama- Chodźmy, zobaczymy czy na dziedziniec nie poszła.

(Wchodzi Dama z mężem)

Dama- No zrób coś wreszcie! To miał być hotel 4 gwiazdkowy!
Alojzy- Już pysiu, zaraz to załatwię.
Dama- Tylko szybko! Ja chcę jeszcze przed balem u burmistrza, trochę odpocząć.
Alojzy – (zagląda do recepcji, kiedy się przechyla wynurza się jak w pierwszej scenie Adela) Przepraszam, o matko ! A co to?!
Adela- O czym on mówi?
Alojzy- A nic, uff. Chciałem zgłosić, że ktoś strasznie krzyczy na górze, tam w wieży. Moja żona nie może spać. Proszę coś z tym zrobić.
Dama- No niechże pani się ruszy, ja mam prawo mieć tu trochę spokoju, w końcu za coś chyba płacę.
Halinka- (Wyciera kurze) I czego tak krzyczy! Spokojnym ludziom nie da mieszkać, tylko się piekli. Posunie się, bo kurze wycieram.
Dama- Dość tego, Alojzy wyjeżdżamy.
Alojzy- Żabciu, ale nie ma nigdzie już wolnych miejsc. Wszystkie hotele zajęte przez tę konferencję.
(Wpada Profesor z Janem)
Profesor- Szanowni państwo, ratunku.
Jan- Zostaliśmy uwięzieni w pokojach!
Profesor- Tu dzieją się jakieś koszmarne rzeczy.
Jan- Duchy, strachy i groźby.
(wchodzi mama z córkami)
Mama- Co to za krzyki!
Dziewczyny- CO się tu dzieje?!
Mama- Czy może Kasia się znalazła?
Jan- Jaka Kasia?
Mama- Moja córka.
Profesor- Czyli jednak przepowiednia się sprawdziła?
Magda- Strasznie państwa przepraszam. Chyba to miejsce jest przeklęte. Dopiero co zaczęłam zarządzać hotelem, a już takie sytuacje.
Dama- Dość! Opuszczamy hotel.
Alojzy- Dobrze myszko.
Zuzia- Co tu nagle zrobiło się tak ciemno?
(Wchodzi Ola wraz z tańczącymi marami. Wszyscy usuwają się na bok)
Ola- Przecież mówiłam, ostrzegałam panią, droga Magdaleno, że kolejna dziewczyna zginie, jeśli pani nie opuści mojego zamku. Teraz wszyscy zostaniecie tu na wieki. Hahahaha NA zawsze.
Dama- O nie, nie wiem jak wy, ale ja tu nie zamierzam zostać ani minuty dłużej.
Alojzy- Nie dam skrzywdzić mojej Perełki. Uciekajmy duszko moja.
Mama- Oddaj mi, ty maszkaro, córkę! Nie boję się ciebie!
Dziewczyny- Mamo, my się boimy. Ona nas woła,
Ola- Nie chcę twoich córek, i tę trzecią też ci oddaję. Zupełnie nie ma poczucia rytmu. (mary cofają się w głąb sceny)
Kasia- Mamo, mamo jesteś. Tak się bałam!
Mama- Córeńko.
Jolka- JA nie zostanę tu ani chwili dłużej.
Mama- Uciekajmy dziewczynki.
Jan- Mnie już nic w życiu nie zdziwi, drogi profesorze.
Profesor- Chodźmy na konferencję, jesteśmy już bardzo spóźnieni. A bagaże proszę nam odesłać na adres domowy.
Jan- Tak, tak. Musimy zaraz dalej ruszać w drogę. (wycofują się ze strachem)
Magda- JA też nie zostanę tu ani chwili dłużej.
Ola- Już jesteś spakowana. Żegnaj Magdaleno i pamiętaj czyj to zamek.

(Na scenie zostaje Halinka, Adela i Ola

Adela- NO i udało się!
Halinka- (Wyprostowana, zdejmuje fartuch, rozpuszcza włosy) No udało się.
Ola- (zdejmuje białą szatę) Kolejny raz udało nam się przepędzić z naszego miasta inwestora.
Adela- Nikt nam nie będzie tu inwestował.
Ola- Nikt nie będzie z zamku robił hotelu.
Halinka- I po raz kolejny Olsztynek uratowany przed najazdem turystów.
Adela- Nie będzie nam tu stonka się zjeżdżała.
Ola- A od jutra bierzemy się za skansen. Tam też trzeba zrobić porządek. Za głośno o nich i już się zaczęli turyści pchać.
Halinka- Nie oddamy obcym Olsztynka, skąd nasz ród.
Ola- Dziękujemy paniom (do mar, które przychodzą zza sceny). Koło gospodyń wiejskich w Mierkach. Brawa drodzy państwo.
Adela- Pięknie panie zagrały
Mary- Ku chwale naszej małej ojczyzny.
Halinka- Oczywiście na przyszłość możemy na panie liczyć?
Mary- Tak jest! Nie oddamy Olsztynka, skąd nasz ród!
Wszystkie- Nie oddamy, nie oddamy.
(schodzą ze sceny_)

Opracowały:
Wioletta Figielska-Korgul
Marzena Obuchowicz

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.