X Portal Edux.pl używa plików cookie. Korzystając z naszych stron wyrażasz zgodę na ich stosowanie zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Więcej informacji » tutaj «.

Numer publikacji: 16929
Rozmiar tekstu: A A A

"Jaś i Małgosia" - scenariusz przedstawienia

S c e n a r i u s z
przedstawienia kostiumowego pt. „Jaś i Małgosia”

Występują: Jaś, Małgosia, mama, wróżki, sowa, jeż, żabki, zając, wilk, lis, niedźwiadek, drwal, czarownica, krasnale,.


Rekwizyty: drzewa, choinki imitujące las, koszyczek z pierogami, staw, łąka (koła z kartonu oklejone bibułą zielona i niebieską). Chatka czarownicy; miotła, pnie drzew, klatka; zasłony - w kolorze zielonym.


Akcja toczy się na leśnej polanie z boku z drzewem stoi chatka Baby-Jagi. Na polanie siedzą w różnych miejscach zwierzątka leśne, na pniu drzewa siedzi drwal.

Na scenę wychodzi I wróżka leśna i mówi.

Kiedy byłam jeszcze mała,
babcia mi opowiadała,
że za rzeką hen daleko,
czarodziejski lasek jest,
w którym słodka chatka stoi,
od lat wielu w niej mieszkała,
pewna czarownica mała.
Która chociaż groźna była,
z ludźmi zawsze w zgodzie żyła.
Czy to bajka, czy nie bajka
Myślcie sobie jak tam chcecie,
a ja wszystkim wam powiadam,
takie miejsce jest na świecie.
Gdzie dziś mieszka sobie bajka
Mała bajka samograjka
Posłuchajcie zatem bajki,
małej bajki samograjki.



Dawno, dawno temu w drewnianej chacie, na skraju lasu mieszkał drwal z dwojgiem dzieci i młodszą żoną. Dzieci z pierwszego małżeństwa drwala miały na imię Jaś i Małgosia. Macocha była kobietą złą i przebiegłą i nigdy nie zastąpiła dzieciom prawdziwej kochanej mamusi. Ojciec jako drwal ciężko pracował od świtu do zmierzchu, a mimo to cała rodzina za zarobione przez niego pieniądze mogła pozwolić sobie tylko na jeden posiłek dziennie. Bywały dni, gdy cała rodzina za jedną strawę miała tylko wodę. Wówczas złość macochy była jeszcze większa, aż wreszcie pewnego dnia rzekła do drwala

Macocha
Za kilka dni nie będzie u nas ani jednej kromki chleba, a nawet jeśli jakaś się znajdzie, to tylko dla mnie i dla ciebie.

Drwal
Myślę o nas cały czas i dniem, i nocą, a mimo to nie wiem co robić aby jedzenia starczało dla nas wszystkich na co dzień.

Macocha
Nie ma innej rady. Trzeba pozbyć się dzieci i to raz na zawsze.

Drwal
A cóż one ci złego uczyniły?

Macocha
Jeśli one zostaną- będzie po nas. Trzeba dzieci zaprowadzić bardzo daleko do lasu tak, aby drogi pierwotnej przypadkiem nie znalazły i tam je zostawić. Może ktoś je znajdzie i przygarnie. Jeszcze będzie miał z nich jakiś pożytek. Wyruszymy jutro z samego rana.

Drwal
Ale to przecież moje kochane dzieci.

Macocha
Nie ma rady. Twoje nie twoje i tak chleba dla wszystkich nie starczy. Damy im przed wyjściem po kawałku chleba, a gdy będziemy wystarczająco daleko od domu, zostawimy je przy rozpalonym ognisku, a sami wrócimy.

Drwal
Ależ kobieto! W lesie mogą być dzikie zwierzęta, a wtedy biada moim biednym dzieciom. Tak nie można.

Macocha
W takim razie z głodu umrzemy wszyscy, a ja z pewnością umrę pierwsza i to przez ciebie.

Drwal
Cóż mam uczynić – zrobimy jak radzisz. Widocznie tak musi być

Jaś i Małgosia
My mieszkamy w chatce drwala
Trala la la trala la la
Naszą chatkę las okala
Trala la la trala la la
A nazywamy się Jaś i Małgosia
Bardzo kochamy się
Razem trzymamy się
Mamy słuchamy się.

Narrator
Podstępna macocha tak długo przekonywała drwala, aż ten w końcu się zgodził. Gdy o świcie budziła Jasia i Małgosię, dzieci domyślały się co ich czeka. Małgosia bardzo płakała i tuląc
się do Jasia powiedziała.


Małgosia
Jasiu, jesteśmy zgubieni. Już nie ma dla nas ratunku.

Jaś
Nie martw się Małgosiu, już ja coś wymyślę.

Narrator
Tymczasem macocha wręczyła dzieciom po kawałku chleba i donośnym głosem powiedziała

Macocha
Dziś pójdziemy wszyscy do lasu. Ojciec zajmie się swoją pracą, a my pójdziemy zbierać chrust. Pamiętajcie, abyście nie zjedli wszystkiego od razu, tylko zostawili sobie trochę na później. Czeka was trudny dzień, więc chleba nie dostaniecie.

Narrator
Potem cała czwórka wyruszyła do lasu. Tymczasem Jaś nie chciał dać za wygraną. Rozkruszywszy w kieszeni całą swoją porcję chleba , co jakiś czas sięgał do kieszeni po drobny okruszek i rzucał za siebie. W pewnej chwili dzieci usłyszały donośny głos macoch, która widocznie coś zauważyła.

Macocha
A na cóż tak Jasiu często spoglądasz? Nie bój się przecież za nami nikogo nie ma, a może boisz się wilków?

Jaś
Nie... yyyy... to znaczy tak, wilków to się chyba każdy boi, ale spoglądam czasem za siebie, bo wydaje mi się, że widzę w oddali mojego ulubionego wróbelka.

Macocha
No patrzcie go! Wróbelka widzi. Lepiej patrz przed siebie, bo się jeszcze przewrócisz i nie będziesz dalej mógł iść, a przed mani jeszcze długa droga.

Narrator
Szli aż tak do późnego popołudnia. Nagle drwal zatrzymał się i rzekł

Drwal
Tutaj odpoczniemy, ale przedtem nazbieramy chrustu na ognisko, trochę się ogrzejemy, a i nogi od marszu odpoczną.

Narrator
Dzieci posłusznie zbierały gałęzie, a ojciec je łamał i układał na jednym miejscu. Potem rozpalili ognisko. Gdy płomienie ogarnęły już w pełni wysuszony chrust zrobiło się ciepło i przyjemnie. Macocha rzekła

Macocha
No, posiedźcie tu i odpocznijcie. Jak chcecie to możecie się trochę zdrzemnąć, byle byście drewna do ogniska dorzucali i czekali na nas. Pracy dzisiaj dużo, więc możemy długo nie wracać.


Drwal
Żegnajcie drogie dzieci.

Narrator
Rodzice powędrowali w las. Dzieciom zrobiło się bardzo smutno, a w dodatku poczuły się głodne. Małgosia zaproponowała, aby zjedli po kawałku chleba , który otrzymali od macochy na drogę, lecz wówczas dowiedziała się, co stało z kromką chleba, którą Jaś poświęcił na odnalezienie drogi powrotnej. Nie zastanawiając się ani chwili Małgosia podzieliła się swoją kromką chleba z braciszkiem. Gdy zjedli zauważyli, że robi się coraz ciemniej i dalsze czekanie na rodziców nic nie da. Jaś rzekł

Jaś
Niedługo wzejdzie księżyc Małgosiu, a wtedy rozejrzymy się za okruszkami, które rozsypywałem po drodze. Tak odnajdziemy drogę powrotną.

Małgosia
Jasiu, ale tu nigdzie nie widać ani jednej okruszynki

Jaś
Jak to możliwe- przecież muszą gdzieś tu być.

Narrator
Dzieci jeszcze długo starały się znaleźć choćby jedną okruszynkę, lecz na próżno. Domyśliły się, że to ptaszki wydziobały je z leśnego mchu. Jaś trzymając siostrę za rękę rzekł

Jaś
Skoro tak, niech im na zdrowie będzie. A ty Małgosiu nie bój się. Na pewno znajdziemy jakąś drogę. Strach nic tu nie pomoże. Musimy iść.

Narrator
Szli bardzo długo lecz właściwej drogi znaleźć nie mogli. Byli bardzo zmęczeni i bardzo głodni. Nie mieli siły iść dalej. Usiedli więc pod drzewem i zasnęli. Rankiem słoneczko rozświetliło cały las a w nim śpiących Jasia i Małgosię. Pierwsza obudziła się Małgosia

Małgosia
Jasiu zbudź się

Jaś
Ach co się stało? Myślałem, że to tylko zły sen

Małgosia
Nie Jasiu, to nie sen. Jesteśmy w środku lasu, a ja jestem głodna. Czy nie została ci w kieszeni choćby jedna okruszynka chleba?
Jaś
Nie, Małgosiu . Spójrz, kieszeń jest zupełnie pusta

Małgosia
To co teraz z nami będzie?


Jaś
Jeszcze nie wiem, ale z pewnością poradzimy sobie z naszym głodem. Jesteśmy przecież w lesie a dookoła tyle jagód i malin.

Małgosia
Masz rację. Chodźmy braciszku.

Sowa
Pu-chu, Pu-chu
Co to za hałasy na leśnej polanie
Przerwały mój smaczny sen
To chyba z dala idą dzieci drwala.

Żabka I
Biegnie wilk tu na polanę
Boję się! Więc w wodę hyc.

Zając
Jestem zając paliwoda
lubię hasać po polanie
I aż strach mnie już ogarnia,
co się z dziećmi dzisiaj stanie.

Żabka
Zaszumiały drzewa,
ze strachu zatrzęsły się ich liście
Wilk zje dzieci oczywiście!


Jaś i Małgosia – stoją w bezruchu

Wilk powoli podchodzi do dzieci.

Wilk jest panem w lesie
A gdy jeść mu chce się,
Idzie sobie w lasu głąb
Żeby znaleźć coś na ząb
Trzeba szybko zjeść i cześć.
Oto widzę jadło
Co mi z nieba spadło
Idzie jakiś smaczny kęs
Trzeba szybko zjeść
I cześć!

Małgosia
Patrz on prosto ku nam zmierza.
Ja się boje tego zwierza.
Uciekajmy!

Wilk
Ja nie radzę, bo choć tu
sprawuję władzę
Choć mi w brzuchu burczy z głodu
Ale wilki z mego rodu
Tym się szczycą od stuleci
Że nie krzywdzą małych dzieci.
Teraz żegnam was – do widzenia.

Jaś
Chodźmy szybko.

Niedźwiadek
Chociaż groźny wygląd mam,
lecz krzywdy nie zrobię wam.
Prosta drogę wskażę
dziś jakem miś.


Narrator
W jednej chwili znaleźli się pośród jagodników i rosnących obok malin. Gdy najedli się do syta powędrowali dalej. Szli bardzo długo. Gdy ponownie poczuli się głodni i zmęczeni a słońce schowało się za horyzont Małgosia rzekła

Małgosia
Nie wiem jak ty Jasiu, ale ja jestem bardzo zmęczona i głodna. Bardzo się boję.

Jaś
Nie bój się Małgosiu to przecież noc, a w nocy w lesie wszystko wydaje się strasznie. Lepiej zaczekaj tu chwilę a ja nazbieram puszystego mchu. Postaram się zrobić jakieś [posłanie abyśmy mogli przeczekać noc.

Narrator
Jaś szybko przygotował posłanie. Razem z Małgosią bardzo szybko zapadli w sen. Śnili o swoim kochanym ojcu i rodzinnym domu. Wszystkie te wspomnienia prysły nagle, gdy o świcie usłyszeli głośne krakanie.

Jaś
Co to? Co to? Czy ty też to słyszysz?

Małgosia
Tak Jasiu, słyszę, to jakiś ptak. Poszukajmy go, może wyprowadzi nas na dobrą drogę.


Jaś
Masz rację Małgosiu. Musimy go znaleźć.

Małgosia
Tam Jasiu spójrz, jest! Widzę go.

Jaś
Ja też! taki duży, cały biały.

Małgosia
Tak, to kruk. Biały kruk. Może to czarodziejski kruk?
Jaś
Hej, kruku, skąd przybywasz?

Narrator
Kruk tylko zakrakał i wzbił się w powietrze. Jaś i Małgosia pospieszyli za nim. Dzieci wędrując za krukiem dotarli do bardzo dziwnej okolicy. Małgosia rozglądając się zauważyła coś co przypominało kawałek brązowej czekolady. Szybko podniosła owe znalezisko a upewniwszy się, że jest to prawdziwa czekolada z radością zawołała

Małgosia
Jasiu, spójrz co znalazłam! To przecież najprawdziwsza czekolada, i jaka smaczna , spróbuj

Jaś
Prawdziwa czekolada. To naprawdę dziwne. Rozejrzyjmy się dookoła , może znajdziemy coś jeszcze

Małgosia
Popatrz tam za tym drzewem, jakiś płotek.

Jaś
Rzeczywiście, ale jakiś dziwny.

Małgosia
Widzisz? Obok niego leży ułamany kawałek. Hm....to jest drewniany płotek. Jasiu spróbuj on jest z najprawdziwszego lukru.

Jaś
Masz rację jest słodki, ale popatrz tam

Małgosia
Jaka dziwna chatka

Jaś
I jaka śmieszna. Chatka na kurzej nóżce. Jak z bajki.

Małgosia
Jesteśmy uratowani.


Lis
Lis chytrusek ze mnie jest
Tak przezorny, jak wspaniały
Lubię lasek ten nasz mały
Gdzie ta bajka toczy się.
Piękne futro zdobi mnie
futrem tym zachwyca się
ta przemiła czarownica
Lecz jej chyba nie ma w domu
Więc nie mówiąc nic nikomu
w las pobiegnę do przyjaciół
a tu przyjdę nieco później

Narrator
Jaś i Małgosia byli bardzo szczęśliwi. Na chwilę zapomnieli o głodzie i zmęczeniu i w podskokach pobiegli w stronę chatki na kurzej nóżce. Kiedy stanęli przed chatką nie mogli uwierzyć własnym oczom. Cała chatka była z pierników. Dzieci ponieważ były bardzo głodne zaczęły odrywając kawałek po kawałku częstować się przeróżnymi smakołykami. Nagle drzwi chatki otworzyły się i dzieci zobaczyły dziwną postać. Widok ten bardzo ich przeraził. Była to postać staruszki o twarzy pokrytej głębokimi bruzdami i haczykowatym nosie. Uśmiechnęła się i powiedziała

Czarownica
Hi hi hi witajcie drogie dzieci. Skąd się tu wzięliście? Jestem bardzo ciekawa.

Jaś
Przyprowadził nas biały kruk

Małgosia
Zabłądziliśmy w lesie i nie możemy trafić do naszego domku.

Czarownica
Nie możecie trafić hi hi hi mówicie że przyprowadził was biały kruk. A ...., to mu wynagrodzę, że was do mnie zaprowadził

Jaś
Staruszko czy pomożesz nam wrócić do domu?

Czarownica
Ależ tak, pomogę, rzecz jasna, że pomogę ale nie dzisiaj, teraz wejdźcie do chatki, nie bójcie się tu nie spotka was nic złego. Hi hi hi .... Widać długo już chodzicie po lesie. Należy wam się jakaś strawa i wypoczynek. Czujcie się moimi gośćmi, a co będzie jutro to zobaczymy.

Narrator
Staruszka wciągnęła Jasia i Małgosię do domu za ręce. Posadziła przy stole na którym znajdowało się mnóstwo różnych smakołyków. Dzieci rzuciły się do jedzenia a staruszka patrzyła na nie z uśmiechem.
Dawno miałam na was chrapkę
wpadliście w moją pułapkę
Droga do mnie wydawała się słodka
A czy wiecie co teraz was spotka
Jestem groźna czarownica
Cha, cha
Zna mnie cała okolica cha, cha
Kiedy dneje kogut pieje
Ja się śmieje ucha, cha
Mam ja wilka na posługi cha, cha
Czy to słoty, czy szarugi cha, cha
Wicher wieje kogut pieje
ja się śmieję ucha cha.


Czarownica
No, jedzcie, jedzcie. Możecie zjeść wszystko. Ja tymczasem przygotuję dla was posłanie. Przyda wam się odpoczynek. Hi hi hi

Narrator
Kiedy dzieci najadły się do syta zaczęły rozglądać się wnętrzu czarodziejskiej chatki. Panował tam wielki bałagan. Najbardziej jednak rzucił się dzieciom wielki, chlebowy piec. Dzieciom zrobiło się trochę nie swojo.
Nazajutrz, gdy dzieci jeszcze spały , czarownica zakradła się cichutko do ich łóżka i zakrywając usta Jasiowi swą obrzydliwą ręką, pochwyciła go gwałtownie i pomknęła z nim do lasu. Zostawiwszy Jasia w leśnej szopie wróciła do chatki mrucząc pod nosem.

Czarownica
Mam cię bratku. Teraz mi nie ucieknie, tylko muszę go trochę podtuczyć.

Narrator
Jaś na próżno wzywał pomocy u Małgosi, gdyż ona niczego nie podejrzewając smacznie spała. Jednak po chwili ze snu wyrwał ją przeraźliwy krzyk czarownicy.

Czarownica
Wstawaj, no wstań wreszcie! Ileż to można spać. Słońce już na niebie, roboty dużo, a ty się tutaj wylegujesz.

Narrator
Biedna Małgosia zanim coś zdążyła powiedzieć oberwała kijem po plecach. Wówczas zobaczyła, że nie ma Jasia.

Małgosia
A gdzie jest Jaś, co z nim zrobiłaś?

Czarownica
Co zrobiłam? A co to cię obchodzi? Jemu i tak już nie pomożesz. Hi hi hi. Zamknęłam go w leśnej szopie. Wygląda mizernie, więc będziesz mu codziennie nosić jedzenie, a gdy już się podtuczy- hi hi hi – wtedy sama zobaczysz. A teraz przynieś wody, narąb drzewa i posprzątaj chatę- przecież widzisz jaki tu bałagan. A gdy już to wszystko zrobisz zajmiesz się gotowaniem strawy dla swojego braciszka. No już, prędko , ruszaj się.

Narrator
Małgosia widząc co się dzieje nie pytała o nic, tylko popłakując, wzięła się do pracy. Kiedy przygotowała jedzenie dla Jasia wzięła garnek i poszła do szopy. Gdy ujrzała płaczącego Jasia zrobiło się jej bardzo smutno.

Małgosia
Nie płacz Jasiu. Musimy coś wymyślić.

Jaś
Cóż możemy zrobić, kiedy czarownica zamknęła mnie na klucz, a ty jesteś sama. W dodatku ona jest bardzo silna.

Małgosia
Opatrzność nad nami czuwa. Skoro trafiliśmy tutaj i nie zjadł nas wilk to wierzę, że i teraz damy sobie radę.

Narrator
Jaś tylko pokiwał głową.
Niestety codziennie zjawiała się zła czarownica, by obejrzeć Jasia czy już wystarczająco przytył, a ze wzrok miała słaby kazała sobie pokazywać palec.

Czarownica
No chłoptasiu, wysuń palec. Zobaczę czy jesteś już dostatecznie tłusty.

Narrator
Jas zamiast palca wysuwał przez szparę w drzwiach kurzą kosteczkę. Czarownica oglądała kosteczkę i nie mogła uwierzyć

Czarownica
Coś tu nie gra. Twój palec jest taki sam jak na początku. Czy mnie oby nie oszukujesz?

Narrator
Kiedy minęły cztery tygodnie czarownica bardzo się zniecierpliwiła

Czarownica
Dość tego. Toż to prosiaka można dobrze utuczyć, a ten chłoptaś jest ciągle chudy. Czuję, że mnie oszukujesz. Małgosiu! Szoruj sagan, nanoś wody, dawaj drzewo, możemy zabrać się za rozpalanie w piecu.

Małgosia
Ognia w piecu?

Czarownica
A ty co myślałaś, że upiekę was w zimnym piecu?
Hi hi hi. Albo zrobię tak: Jasia ugotuję, wtedy będziesz bardziej miękki, a ciebie upiekę.

Narrator
Małgosia wybuchła płaczem. Niewzruszona czarownica sama zapaliła ogień i pilnowała, aż piec się nagrzeje. Gdy uznała, że piec jest wystarczająco gorący powiedziała:

Czarownica
Najpierw upieczemy chleb! Ciasto już wyrobiłam, więc teraz Małgosiu właź do pieca i sprawdź , czy chleb już można wkładać.

Narrator
Czarownica liczyła że dziewczynka będzie posłuszna jednak Małgosia stanęła pod piecem i rzekła:

Małgosia
Jak to ja mogłabym wejść do takiego wielkiego pieca, kiedy w nim taki mały otwór.

Czarownica
Jak to mały otwór? Wychowałaś się na wsi i nie wiesz, że każdy piec chlebowy ma takie drzwiczki. Hi hi hi. Według ciebie te drzwiczki są za małe?

Małgosia
Tak, ja naprawdę się w nie zmieszczę.

Czarownica
Nie zmieścisz się! Głupia dziewucha! Popatrz toż nawet ja się w nich mieszczę. O widzisz!.

Narrator
Czarownica wlazła do pieca mrucząc coś pod nosem.
Małgosia w tej samej chwili zamknęła drzwiczki pieca i zaryglowała je nie przejmując się wrzaskami starej czarownicy i pobiegła uwolnić Jasia.

Małgosia
Jasiu, jesteśmy wolni. Czarownica spalona we własnym piecu. Jesteśmy uratowani.

Jaś
A dobrze jej tak. Już ani nam, ani nikomu wiecej nie zrobi krzywdy.

Małgosia
Jesteśmy wolni

Narrator
Radość dzieci zdawała się nie mieć końca. Kiedy już się nacieszyli wolnością udali się do chatki na kurzej nóżce. Okazało się, że w chatce w skrzyniach i szafach czarownicy znajdowało się mnóstwo skarbów. Dzieci spakowały je i wyruszyły w drogę powrotną do domu.

Małgosia
Jasiu, ale w jaki sposób odnajdziemy drogę powrotną do domu?

Jaś
Nie jestem pewien, ale gdy będziemy iść cały czas w stronę gdzie wskazuje słońce, to myślę że w końcu odnajdziemy właściwą drogę do naszego domku.

Małgosia
Dobrze, więc prowadź. Może nam się uda.

Narrator
Dzieci przedarły się przez leśne gęstwiny i natrafiły na ładną dróżkę, którą podążyli dalej. Maszerowały dosyć długo, lecz nie odczuwały zmęczenia. W pewnej chwili Jaś zatrzymał się i rzekł

Jaś
Małgosiu, coś takiego, zobacz. Wydaje mi się, że...

Małgosia
Tak i mnie się tak wydaje. Ja znam ten las.

Jaś
Przecież to nasza rodzinna okolica.

Małgosia
Spójrz Jasiu, przecież to jest....

Drwal
Dzieci? Moje biedne, kochane dzieci!

Jaś i Małgosia
Tatusiu! Tatusiu!

Drwal
Ile ja łez za wami wypłakałem. Jakie wyrzuty sumienia mnie nawiedzały.

Małgosia
Już dobrze tatku. Najważniejsze, że znów jesteśmy razem.

Drwal
Jaki ja byłem zły i niemądry, że dałem się jej przekonać.

Małgosia
A właściwie, gdzie ona jest?

Drwal
Gdzie jest?! Dosięgła ją kara za wszystkie czasy. Któregoś dnia poszła do lasu i ukąsił ją wąż. Umarła w wielkich męczarniach. Teraz będziemy musieli radzić sobie sami. Ale cieszę się, że będziemy mieli dużo czasu, abym mógł wynagrodzić wam zło, którego się dopuściłem za namową waszej byłej macochy. A biedą już się nie martwię, bo co komu po dostatku, gdy jest się samemu ze swoim sumieniem. Damy sobie radę.

Jaś
Tego bądź pewny tato i nie martw się. Poradzimy sobie na pewno.

Narrator
Dzieci wysypały z kieszeni kosztowności zabrane złej czarownicy i z uśmiechem na buziach opowiedziały swoją historię. Od tej chwili w całym domu zapanowała radość.


Narrator

Obok chatki za ogródkiem,
żyją skrzaty tak malutkie,
że mieszkanie maja w drzewie
od jak dawna, nikt już nie wie.

Wybiegają krasnale i tańczą do melodii piosenki pt. „My jesteśmy krasnoludki”.

My jesteśmy krasnoludki
hop sa sa
hop sa sa


Pod grzybkami nasze budki
hop sa sa
hop sa sa
Jemy mrówki żabie łapki
oj tak tak
oj tak tak
A na włosach krasne czapki
to nasz znak
to nasz znak
Gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka
oj, oj, oj
oj, oj, oj
Płacze nawet niezabudka
oj, oj, oj
oj, oj, oj
Gdy ktoś zbłądzi to trąbimy
tra, ta, ta
tra, ta, ta
Gdy ktoś senny to uśpimy
lu, lu, lu
lu, lu, lu.

Po skończonym tańcu krasnale siadają na polanie wokół muchomorów.


Narrator
Tak się kończy nasza bajka
Taka bajka samograjka
Co z bajką się łączy
To się dobrze kończy!!

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2014 Bartosz Musznicki, Elżbieta Musznicka.
Wszystkie prawa zastrzeżone. | Polityka prywatności | XHTML | CSS |
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.