X Używamy plików cookie i zbieramy dane m.in. w celach statystycznych i personalizacji reklam. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, więcej informacji i instrukcje znajdziesz » tutaj «.

Numer: 1516
Przesłano:
Dział: Zdrowie

Czy na pewno zdrowa żywność?

Niedawno przeczytałam książkę Juliet Gellatley i Tony’ego Wardle’a ”Milcząca arka – mięso, zabójca świata”. Polecam ją każdemu, kto choć raz zadał sobie pytanie: Jak to się dzieje, że obecnie coraz trudniej jest dobrać właściwe leki? Dlaczego dzieci dzisiaj są tak małoodporne? Dlaczego stosowane dziś antybiotyki są nieskuteczne?
Przyznać muszę, że autorce udało się przedstawić szereg faktów godnych szczególnej uwagi, którymi będę chciała się podzielić z Państwem w tym artykule. I choć przedstawia ona nieznane nam fakty oraz ujawnia polityczne oszustwa i dezinformację potężnego przemysłu mięsnego w Wielkiej Brytanii, to nie wydaje mi się, by w Polsce ten problem wyglądał inaczej, lepiej. Jestem przekonana, że pod tym względem, wypadamy podobnie, a nawet gorzej, dużo gorzej.

Coraz więcej ludzi coraz częściej zastępuje jedzenie „czerwonego mięsa” – „mięsem białym”, szczególnie mięsem kurczaków. Białe mięso kurczaków powszechnie uważane jest za „zdrową żywność”. Niestety, przypomina to zamianę arszeniku na strychninę, bowiem mięso drobiowe, podobnie zresztą jak i inne rodzaje mięs, zainfekowane jest różnymi bakteriami. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych bakterii jest salmonella, która zaraża 1/3 wszystkich kurczaków. I choć niemalże każdy wie, iż prawidłowa obróbka termiczna mięsa unieszkodliwia salmonellę, to niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu istnienia salmonelli w prawie całym surowym mięsie kurzym. Jeśli rozpakujemy takie mięso, dotykając go dłońmi, to mamy salmonellę na rękach i przenosimy ją na prawie wszystkie rzeczy, które później dotkniemy. Jeżeli zdarzy się, że bakterie te znajdą się na zimnym kawałku mięsa czy na produktach nabiałowych, to spożywając później takie produkty, narażeni będziemy na bardzo poważny atak zatrucia pokarmowego.

Jak doszło więc do sytuacji, w której coś tak zwykłego jak mięso kurczaka powinno posiadać ostrzeżenie zdrowotne?

Jak podaje autorka, salmonella znajduje się w wielu różnych gatunkach zwierząt fermowych, jednakże przyczyną tego problemu odnośnie kurczaków jest proces uboju i obróbki ich mięsa. Kiedy ich szyje są przecinane, system linii produkcyjnej przenosi ptaki do tzw. wyparzalnika. Woda ma tam temperaturę ok. 50˚ C, która wystarcza do skutecznego odpierzenia ptaków, ale nie jest odpowiednia do wyeliminowania wirusów i bakterii, które mogą przetrwać w temperaturze poniżej 630˚ C. Jeśli temperatura w wyparzalniku utrzymywana byłaby powyżej 630˚ C, stanowiłoby to odpowiednią barierę w rozprzestrzenianiu się infekcji bakteryjnych, ale z drugiej strony zniszczyłoby skórę kurczaków i umniejszyłoby ich wartość handlową na rynku mięsnym.

Następnym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi infekcji, którym „zajęła się” autorka w swojej książce, jest urządzenie o nazwie „maszyna patrosząca”, która przy pomocy specjalnej metalowej łyżki, jednym ruchem, wygarnia z martwego ptaka prawie wszystkie jego wnętrzności. Woda nieustannie spłukuje z łyżki najbardziej widoczne pozostałości, ale nie jest w stanie jej wysterylizować.
Prawie każdy etap linii produkcyjnej wzmaga groźbę rozprzestrzenienia się infekcji. Jest tak aż do momentu ich pakowania do plastykowych tacek, wewnątrz których sprawiają wrażenie czystych i antyseptycznych. Sugerują to przyklejone do nich etykiety o treści: „Najwyższa jakość”, „Produkt pierwszej klasy” zamiast: „Uwaga: niebezpieczna żywność!”
Salmonella oraz inne rodzaje bakterii rozwijają się już od samego początku życia kurczaków i są infekcją charakterystyczną dla brudnych, pełnych odchodów, ciasnych klatek hodowlanych. Naturalną koleją rzeczy jest więc faszerowanie kurczaków różnymi antybiotykami. Ma to na celu zabicie znajdujących się w ich jelitach bakterii. Umożliwia to jednak rozwój innym, odpornym na antybiotyki bakteriom – nieszkodliwym dla kurczaków, ale szkodliwych dla zdrowia ludzi. Jedną z nich jest właśnie salmonella. Stosowanie antybiotyków sprzyja rozwojowi infekcji salmonellą, a linia produkcyjna zakładów drobiarskich wzmaga ją jeszcze bardziej. W tym względzie istnieją jednak jeszcze inne, prawdopodobnie większe powody do obaw…

Stosowanie antybiotyków jest zjawiskiem stosunkowo nowym, właściwym dla czasów nam współczesnych (odkryto je dopiero po II wojnie światowej). Podobnie jak w przypadku innych współczesnych wynalazków, świat nauki wpadł w związku z tym w stan wielkiego zachwytu i uniesienia. Preparaty antybiotykowe były rozpowszechniane w dość liberalny sposób, zarówno w medycynie konwencjonalnej, jak i w weterynarii – jako „złoty środek” na wszelkiego rodzaju infekcje.

Jednakże już w 1969 r. w Wielkiej Brytanii, jak pisze autorka, bardzo duża liczba krów padła martwa na skutek infekcji, która stała się odporna na kurację antybiotykową. Świat medycyny zaczęły więc dręczyć pierwsze oznaki obaw i jakieś złe przeczucia. Zaczęto podejrzewać, że w wyniku częstego i regularnego stosowania antybiotyków organizmy tych zwierząt uodporniły się na ich działanie. W tamtych czasach zarówno zwierzętom, jak i ludziom podawano te same rodzaje antybiotyków. Obawiano się, że jeśli drobnoustroje u krów mogły uodpornić się na działanie antybiotyków, to tak samo mogło się stać w przypadku bakterii u ludzi. W tej sytuacji zapoczątkowano serię badań i testów medycznych pod przewodnictwem prof. Michaela Swanna, w wyniku których zdecydowano, że ludziom należy podawać inny rodzaj antybiotyków niż te, które stosuje się dla zwierząt. Mimo tego rodzaju stwierdzeń naukowych, granice stosowania określonych rodzajów antybiotyków zaczęły się stopniowo zacierać, w potencjalnie bardzo niebezpieczny sposób.

Wielkiej wagi jest odkrycie braku skuteczności całej gamy różnych antybiotyków, z których na dobrą sprawę pozostał tylko jeden – Ciproxin. Także jego właściwości działania zostały ostatnio poddane pod wątpliwość, jak podaje J. Gellatley.
Ciproxin należy do grupy antybiotyków zwanych fluoroquinalonami i chociaż nie podaje się go zwierzętom, ma on swój bliski odpowiednik pod postacią antybiotyku zwanego Endofloxacina. Środek ten zaczął być rutynowo sprzedawany w Europie od 1990 r. w celu zahamowania rozprzestrzeniania się chorób w nadmiernie zagęszczonych fermach kurzych.

Jeszcze bardziej rozpowszechnionym wirusem u kurczaków, wywołującym częste zatrucia pokarmowe u ludzi, jest Campylobacter, który, jak podaje autorka, w 1991 r. był przyczyną 350 000 zachorowań w samej tylko Wielkiej Brytanii. Campylobacter zaczął także uodparniać się na cudowny środek Ciproxin, najprawdopodobniej z powodu podawania kurczakom paszy z dodatkiem innego antybiotyku – Endofloxaciny. W związku z tym zachodzą uzasadnione obawy, że przypadkowo wyhodowano w ten sposób rodzaj „super-wirusa”.
Cudowność działania antybiotyków przeradza się coraz częściej w koszmar. Bakterie poprzez różne mutacje uodporniają się na ich działanie. Niezwykle niepokojącym faktem, jak pisze autorka, jest pojawienie się nowych form salmonelli: DT 104 i E. coli 0157. Infekcje tymi bakteriami są coraz powszechniejsze i zazwyczaj kończą się śmiercią. Wyczerpują się też pomału metody walki z nimi, ponieważ już 5 podstawowych antybiotyków wykazało brak oddziaływania na uodpornione wirusy. E. coli można znaleźć przede wszystkim w mięsie wołowym, a szczególnie w przetworzonych wyrobach wołowych w postaci hamburgerów czy kiełbasek. Salmonellę DT 104, w przeciwieństwie do innych typów bakterii z tej grupy, znaleźć można również w wielu produktach wołowych.

Jak podaje J. Gellatley w swojej książce, istnieją także dowody, że antybiotyki mogą sprzyjać powstawaniu niektórych chorób. Okazuje się, że ludzie, którzy w młodym wieku chorowali na choroby weneryczne i leczeni byli antybiotykami, są bardziej niż inni narażeni na ryzyko zarażenia się wirusem HIV. W ich przypadku okres rozwoju tego wirusa w śmiertelną chorobę AIDS jest krótszy. Niedawno pewien rodzaj wirusa HIV zaatakował stada bydła. Także w tym przypadku istnieje prawdopodobieństwo związku między tą chorobą a stosowaniem w hodowli krów antybiotyków.

Jakkolwiek silny jest ten związek, faktem jest, że ludzie jedzący mięso, regularnie spożywają antybiotyki w nim zawarte. Stale wzrasta liczba mikroorganizmów wywołujących zatrucia pokarmowe u ludzi, ponieważ mają one sprzyjające warunki rozwoju w nowoczesnym systemie hodowli zwierząt. Prawie 95% wszystkich przypadków zatruć pokarmowych, jak podaje autorka, powoduje zainfekowane mięso, jajka lub produkty nabiałowe. Jedynie 5% przypada na warzywa i owoce, z tym, że bardzo często zanieczyszczenie żywności roślinnej jest rezultatem kontaktu z zainfekowanym mięsem czy zakażonymi odchodami zwierząt hodowlanych.

Mięso jest dla nas bardziej niebezpiecznym pokarmem, ponieważ, z biologicznego punktu widzenia, bakterie żyjące w mięsie zwierząt są bardziej przystosowane do życia w naszym ciele, niż bakterie znajdujące się w warzywach czy owocach. W rzeczywistości istnieje bardzo dużo takich samych chorób (na które chorują zarówno ludzie, jak i zwierzęta), którymi możemy się od nich zarazić.


Juliet Gellatley, Tony Wardle: „Milcząca arka – mięso, zabójca świata”, wyd. Viva!POL, Opole 1998

O nas | Reklama | Kontakt
Redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji, ogłoszeń oraz reklam.
Copyright © 2002-2019 Edux.pl
| Polityka prywatności | Wszystkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikacji posiadają autorzy tekstów.